Trzy lata!

(Wcześniej nie było czasu napisać posta. W tym roku tylko dwa dni po!)

Na wstępie dziękuję serdecznie wszystkim, którzy w ciągu trzech lat tutaj zaglądali, oczekiwali kolejnych rozdziałów i motywowali mnie komentarzami! Uwielbiam Was ;D

Chociaż od jakiegoś czasu wpisy pojawiają się tu sporadycznie, nadal pamiętam o tym blogu. Jest to pierwsza moja poważniejsza praca i mam do niej sentyment. Cóż… w końcu mogliście tu obserwować, jak z biegiem czasu zmieniał się mój (nadal pozostawiający wiele do życzenia) warsztat pisarski.

Jeśli chodzi o książki Ricka Riordana, aktualnie nie są one na samej górze moich zainteresowań, jednak możliwe, że kiedyś do nich wrócę i tym samym na blogu znajdzie się coś nowego. Nie chciałabym zostawiać opisywanej od ponad trzech lat historii bez żadnego zakończenia.

Dziękuję jeszcze raz za 17 tysięcy wyświetleń i wszystkie Wasze komentarze!

Rozdział 6 4 Plan Jennette

Po obejrzeniu 60 kanałów wciąż nie usłyszeliśmy nic o Annabeth. Zastało nas popołudnie, z tego wszystkiego nie zdążyliśmy nawet pójść na obiad.
- To nie ma sensu…- zaczął Leon- Nie wiadomo, czy w ogóle będzie coś o niej…
- Jak to nie ma sensu!?- krzyknęła Diana – Moja siostra może być w niebezbieczeństwie, a ty mówisz, że to nie ma sensu?!
- Czyli rozumiem, że gdy tylko powiedzą coś o młodej, jasnowłosej dziewczynie, zamierzasz lecieć do świata śmiertelników sprawdzić, czy to Annabeth?! – sarknął Leo. Teraz moja przyjaciółka już płakała. Wiedziałam, że ostatnie wydarzenia – powrót Nico i zniknięcie Ann- bardzo się na niej odbiły.
- Może powinnam! – odpowiedziała i wybiegła z domku.
- Jesteś zadowolony z tego, co zrobiłeś?- spytałam Leona.
- Chyba musicie porozmawiać sam na sam- ocenił Jason, a następnie zwrócił się do reszty- Chodźcie.
- Zgadzam się z Jasonem- wtrącił Casper.
Po chwili zostałam w domku sama z Leonem. Amerykanin na ekranie właśnie zapowiadał pogodę na następny dzień.
- Odpowiesz?!
- To był tylko sarkazm!
- Sarkazm, który doprowadził Dianę do płaczu!
- Nie chciałem!- uniósł ręce w obronnym geście.
- Właśnie w tym jest problem, że chciałeś…- powiedziałam cicho.
- Właśnie, Jen! Zastanowiłem się nad tym, co mi wczoraj powiedziałaś…
- To nie jest dobry moment! Idź do Diany i ją przeproś!
Zacisnął dłonie w pięści, a jego źrenice momentalnie zmniejszyły się do nienaturalnej wielkości. Odchrząknęłam wystraszona.
- Leo?
- Nie będę jej przepraszał! To nie moja wina, że Annabeth była na tyle głupia, żeby uciec z Obozu!
- Jak możesz?! To, co zrobiła Annabeth, to po prostu poświęcenie! Tobie najwyraźniej jego brakuje!
- Wcale nie!
- Gdybym to ja była na miejscu Percy’ego- ściszyłam głos- Nawet nie ruszyłbyś się ze swojego domku.- wyszeptałam.
- Skąd możesz to wiedzieć?!
- Twoje zachowanie mówi samo za siebie!
- Ty chyba masz ze sobą jakiś problem!- wrzasnął, a ja nie wytrzymałam.
- WYJDŹ!
Zamrugał oczami. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
- Jen…
- WON!
- Jennette…- podszedł do mnie.
- Valdez – wysyczałam przez zaciśnięte zęby- Odsuń się.
W sekundę znalazłam się przy drzwiach. Uchyliłam je i miałam ponownie rozkazać Leonowi, żeby wyszedł. Poczułam, że coś napiera na drzwi i odsunęłam się. Zobaczyłam, jak do pokoju wpada Casper, tuż za nim Jason, a następnie Piper, Hazel i Frank. Potrącili zdziwionego Leo tak, że upadł na dywan.
- Podsłuchiwaliście.- stwierdziłam.
- Nie trzeba było specjalnie wytężać słuchu, żeby zrozumieć wasze słowa.- odparł Casper.
- Co wy sobie wyobrażacie?!- krzyknęłam na nich.
- Jen… my tylko byliśmy ciekawi, Ty i Leo kłócący się to dla nas nowość- wyjaśniła Piper.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piek… do Hadesu!
Casper podniósł się z podłogi, jednocześnie rozmasowując sobie obolałe od upadku kolano.
- Prze-przepraszamy- wyjąkał.
- Dobra, wybaczam- westchnęłam i machnęłam ręką- Kontynuując: Valdez, WYNOŚ SIĘ!
- Jen…- zaczął Jason.
- Tak?- powiedziałam znudzonym głosem.
- Wiesz… Może powinnaś odpuścić Leonowi?
- Stoisz po jego stronie, tak?! Wszyscy jesteście przeciwko mnie!

Wyminęłam ich i wybiegłam z domku. W głowie słyszałam tylko jedną myśl: Nikt mnie tu nie chce… Nie mogę dłużej zostać w Obozie.

Rozdział 5 4 Tajemniczy karton

- Cześć- mruknęłam siadając do stołu. Casper zajadał się niebieskimi naleśnikami. Powiedział coś do mnie, ale nie zrozumiałam, gdyż mówił z pełnymi ustami.
- Muszę cię nauczyć dobrych manier.- oceniłam.
- Kwiaty nie muszą ich znać!- zawołał upuszczając widelec z nabitym kawałkiem naleśnika na stół.
- Casper, zwracasz na nas uwagę!- syknęłam. Co jak co, ale tego dnia zainteresowanie obozowiczów moją osobą nie było mi potrzebne.
Połknął kawałek placka, który przed chwilą leżał na stole, a później wyjąkał ,,Przepraszam”.
- Wiesz…- zaczęłam- Gdy Percy wróci, zrobię dla was kurs dobrych manier.
Posłał mi pokrzepiający uśmiech, a ja zrozumiałam, o co mu chodzi.
,,Gdy Percy wróci”. Nie mogliśmy dopuszczać do siebie myśli, że nie zobaczymy go już w Obozie.
- On ma się dobrze, jest silny.- usłyszałam ciepły głos Caspra.
- Możliwe… Ale pozostaje jeszcze sprawa Annabeth.
- Na pewno nie będzie tak źle, ona też wróci. A jeśli nie, wtedy coś się wymyśli.

Casper zdecydowanie miał rację mówiąc ,,Coś się wymyśli”. Jason, Frank i Leo naprawdę coś wymyślili, ale czy był to dobry pomysł…

- Nie wniesiecie tak tego!- zawołała Hazel.
- Obracamy, na trzy!- odkrzyknął Jason – Raz… dwa… trzy!
On i Frank zdążyli odwrócić wielkie pudło, ale Leon widocznie nie miał takiego refleksu, bo róg kartonu spadł mu na stopę. Zawył z bólu, ale dzielnie podniósł swój bok pudełka i ruszył razem z pozostałą dwójką chłopaków w stronę drzwi.
- Czekajcie, otworzę!- zaproponowałam i podbiegłam do wejścia jednocześnie wyciągając niewielki klucz z kieszeni.
- Dobra, Leo idzie przodem!- zarządził Grace, a Valdez posłusznie wysunął się przed nich- Frank, trzymaj tył! Musimy wejść po schodach!
- Trzy schodki to prawdziwe wyzwanie.- zakpił Leon.
- Jak się na nich przewrócisz i przygniecie cię karton, to zostanie z ciebie miazga!- odparł Jason.
Weszłam pierwsza do domku nr 3 i przytrzymałam drzwi, by się nie zamknęły.
- Na trzy!- usłyszałam wołanie.
- Och, przestań już z tym ,,na trzy!”- jęknął syn Hefajstosa- Po prostu to wnieśmy.
Grace westchnął i wzruszył ramionami.

Stuk!
- Leo, co ty robisz?!- krzyknął Jason.
Stuk!
- Nie wniesiecie tak tego.- powiedziała Diana.
Stuk!
- Casper!- zawołałam brata.
- Co?- spytał zza ściany.
- Może byś pomógł?!
Stuk!
Po chwili wyszedł z łazienki na boso, ubrany w zielone spodenki do kolan i białą koszulkę. Włosy miał jeszcze mokre.
- Pomogę wam, chłopaki!- zaoferował podbiegając do nich. Pomógł Leonowi wciągać karton do domku tak, żeby nie uderzyć nim ponownie o futrynę.
Wspólnie postawili pudło na środku pokoju.
- Gotowe.- Jason otarł pot z czoła- Nareszcie.
- To ja wracam do łazienki, nie zdążyłem umyć włosów- odparł Hammerson.
- Sluchajcie… Czy to na pewno bezpieczne?- spytałam.
- Zostało sprawdzone, nawet Chejron wie, że to tu przynieśliśmy.
- Chodzi mi o to, czy nie ściągnie nam tu potworów?
- Nie martw się, jesteśmy w Obozie.- powiedział syn Zeusa- Tu zawsze jest bezpiecznie.
- Pod warunkiem, że za twoją zasłoną nie czai się bóg, który chce cię zabić!- wtrącił Casper zza ściany.

- To co, odpakowujemy?- spytała Piper.
- Tak, nie ma co czekać.
Ja i reszta dziewczyn zabrałyśmy się za odklejanie taśmy klejącej, chłopcy za cięcie kartonu. Kilka minut później w miejscu, w którym znajdował się tajemniczy pakunek, stał stary, zwyczajny telewizor.
- Nie zniszczył się podczas transportu?- spytała Hazel.
- Nie! Oczywiście, że nie!- zawołał szybko Leo, po czym zaśmiał się nerwowo.

- Uwaga, uwaga!- zaczął Frank unosząc do góry pilota- Chwila prawdy.
- Ja chcę nacisnąć! Daj mi nacisnąć!- zadrwił Leo podskakując do góry z wyciągniętą ręką.
- A przycisk na pilocie naciśnie…- zrobił werble- Sam nie wiem, kto chce?
- Niech Diana naciśnie.- zaproponowałam- W końcu chodzi o jej siostrę.
Przyjaciółka przytaknęła, więc Zhang oddał jej pilota.
- Trzy… dwa… jeden… Pstryk!- powiedziała, a na ekranie pojawił się wysoki Amerykanin podający poranne wiadomości.
Wszyscy się uśmiechnęli.
- Dobra, to teraz przejrzyjmy kanały i miejmy nadzieję, że nie powiedzą nic o Annabeth…

Liczę na Wasze komentarze :)

Rozdział 4 4 Rozmowa z Leonem

- Dlaczego wy nie widzicie, że on kłamie?!
- Nie tak głośno!- syknął Jason nerwowo obracając głowę w stronę okien.
Chłopak siedział na moim łóżku razem z Piper, Frank i Hazel zajmowali posłanie Percy’ego. Diana rozsiadła się na parapecie. Leon chodził po pokoju, a Casper obrócił pustą doniczkę i zrobił sobie z niej krzesełko. Ja opierałam się o drzwi.

- Na Hadesa, przecież wszystko, co on powiedział, to kłamstwo!
- Skąd możesz to wiedzieć?!- krzyknęła Diana. Wszyscy spojrzeli na nią zszokowani. Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, jak krzyczy.
- Wiesz…- zaczęłam.
- Nie broń go, Jen! Wiem, że Nico mówi prawdę!
- Skąd możesz to wiedzieć?!- wrzasnął Leo.
- Cicho, harpie patrolowe!- wtrącił Jason przykrywając jego i Piper kołdrą, tak, by harpie pomyślały, że na łóżku ktoś śpi. Frank zrobił to samo. Casper wcisnął się w kąt pokoju, a Diana zeskoczyła z parapetu.
Zauważyłam, że Leon w ogóle nie przejął się informacją o pojawieniu się obozowej straży. Była noc, więc gdyby nas zauważono z pewnością nie byłoby miło. Podbiegłam do niego i wciągnęłam go do łazienki.

- Co jest?!- warknął.
- Straże.- odparłam i uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie chłopak nie usłyszał co mówił Grace, bo był zbyt zamyślony.
- Aha.- mruknął i zaczął krążyć po pomieszczeniu.
- Leo.- zatrzymałam go kładąc mu rękę na ramieniu- Co się dzieje?
- Nic.- zdjął z siebie moją rękę i podszedł do niewielkiego okna. Oparł się o parapet i wpatrzył w jasny, okrągły księżyc.
- Leo.- powtórzyłam podchodząc do niego- Przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Wierzysz mu?- spytał cicho. W jego brązowych oczach ujrzałam niepewność.
Westchnęłam.
- Nie wiem. Był moim przyjacielem, chciałabym ponownie mu zaufać… Ale dopóki nie odnajdziemy Percy’ego i Hefajstosa, dopóki to wszystko się nie skończy… chyba nie będę w stanie.
- Rozumiem.
- A ty? Co o tym myślisz?
- Szczerze… mam do niego żal, że tak perfidnie nas oszukał, a teraz śmie przychodzić i mówić zwykłe ,,przepraszam”. Nie dociera do niego, że przez jego głupotę każdemu z nas mogło stać się coś złego. Tak nie zachowują się przyjaciele.

Zamilkł. Staliśmy w łazience przy parapecie, w środku nocy, i obserwowaliśmy księżyc w pełni. Nie wiem, ile minęło czasu, ale postanowiłam się odezwać.
- Nie dziwi cię, że Diana wierzy Nico?
- W sumie to nie. Na pierwszy rzut oka widać, że mają się ku sobie.
- Tak uważasz?
- Jasne, tylko biorąc pod uwagę inteligencję pana Di Angelo, nie wiem, czy to dobrze.
Zaśmiałam się. Valdez pokazujący swoją wrażliwość zniknął.
Zawsze, gdy Leon miał jakiś problem, obracał wszystko w żart, a ja znałam go już na tyle, żeby wiedzieć, co go trapi.
- Nie rozmawiajmy o Nico. Wiem, że go nie lubisz.
- Tu nie chodzi o to, czy go lubię czy nie! Oszukał nas! Zastanawiałaś się, co by było, gdyby nie udało się wyjaśnić, że nie jesteś szpiegiem? Możliwe, że nadal byłabyś w niewoli, oczywiście gdyby Zeus wcześniej nie zabił cię za spiskowanie przeciwko niemu!
- Wiem, Leo. Też jestem na niego zła za to, co zrobił!
- Ale chcesz mu zaufać!
- Bo był moim przyjacielem!
- Widocznie był lepszym przyjacielem, niż ja.- ocenił patrząc mi w oczy.
- Wcale nie! Dlaczego tak myślisz?
- Bo chcesz zaufać jemu, a mnie nie chcesz uwierzyć, że on kłamie.

Nie mogłam się odezwać. Co on sobie myślał?! Skąd mógł wiedzieć, że Nico na pewno kłamie?!
- Możesz śmiało nazywać się idiotą, skoro nie widzisz, że to ty jesteś moim najlepszym przyjacielem! A gdybyś chciał, może mógłbyś być kimś wiecej…
Powiedziałam za dużo. O wiele za dużo. Po co w ogóle z nim rozmawiałam?! Teraz musiałam szybko coś wymyślić. Wybrałam najprostszą opcję.

Valdez zamrugał kilka razy, jakby nie dotarło do niego, co usłyszał, a ja w tym czasie znalazłam się przy drzwiach. Wypadłam z łazienki i trzasnęłam nimi, zostawiając zaskoczonego Leona samego.

Proszę o komentarze.

2 lata bloga!

No nie… Znowu przypominam sobie o ,,urodzinach” bloga 10 dni po nich :-D.
16 lipca minęły dokładnie dwa lata od założenia tego bloga. Nigdy nie sądziłam, że tak długo wytrzymam z opisywaniem Jen i spółki xD

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy przez te dwa lata czytali moje opowiadanie, śledzili losy bohaterów, namawiali mnie do pisania kolejnych rozdziałów (albo mi w tym pomagali), a w szczególności tym, którzy zostawiali komentarze motywujące do dalszej pracy. Bez Was by się nie udało.

Nie kończę pisać tego bloga, spokojnie.

Tradycyjnie, kilka informacji w liczbach.
Przez dwa lata adres percy.blog.pl został kliknięty około 13900 razy.
Napisaliście 713 komentarzy.
Bardzo dziękuję :*
image

image

Rozdział 3 4 Kłótnia kłótnię goni

Zapraszam do czytania prawdziwego rozdziału 3 :-).

Nikt nie spodziewał się, co zostaniemy przy wyjściu. Spojrzałam na Dianę, która wyglądała, jakby miała ochotę zawrócić i uciekać. Leona dosłownie zwaliło z nóg. Potknął się o wystający korzeń i zarył twarzą w ziemię. Moje zadanie na dziś: sprawdzić, czy ma wszystkie zęby.
- Annabeth, nie możesz tam iść!- usłyszęliśmy. Kucnęliśmy za krzakiem, żeby nas nie zauważyli.
- Kim ty jesteś, żeby mi tego zabronić?!- dziewczyna znów spróbowała się wyrwać.
- To zbyt niebezpieczne!
- Trudno! Muszę szukać Percy’ego!
- Na pewno nie sama!
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić!
- Annabeth, wracaj do Obozu i opowiedz reszcie o swoim planie.
- Nigdzie nie wracam! Puść mnie, marnuję czas!- szarpnęła się, ale nie dało to efektów- Na Hadesa, jak to możliwe, że zrobiłeś się taki silny?!
- Zasługa ćwiczeń. Widzisz, nie wyrwiesz się, a ja nie zamierzam Cię puścić.
- Może kompromis?- zaproponowała Ann.
- Jaki?
- Możesz iść ze mną.
- No nie wiem…- udał zastanowienie- A może… ty pobiegniesz do Obozu, a ja w przeciwną stronę?- uśmiechnął się łobuzersko.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Puszczaj mnie!- udało jej się uwolnić z uścisku jedną rękę. Zanim zorientowaliśmy się, co zamierza zrobić, wyciągnęła sztylet, a chłopak szybko ją puścił i odsunął się.
Leo nie czekając dłużej wystartował w ich kierunku, a my zaraz po nim. Podbiegł do Ann, zanim do niej dotarło, że wszystko widzieliśmy.
- Co ty chciałaś zrobić?- Diana spojrzała na siostrę ze łzami w oczach.
- Nie chciał mnie wypuścić! Muszę ratować Percy’ego!
- Ann, spokojnie.- powiedziałam kładąc jej rękę na ramieniu- Nie możesz iść sama, bo ciebie też porwą. Wiesz w ogóle, czy oni są w świecie śmiertelników?
- A gdzie mają być?! Na Olimpie?!
- Nie wiem. Najpierw dowiedzmy się więcej, potem pójdziemy wszyscy razem, dobrze, Ann?- wydawało mi się, że dziewczyna się uspokoiła. Leo i Diana patrzyli na nas ze strachem, zapominając o rozmówcy Annabeth- Ok, to wrócimy teraz do jadalni, tak? Nic nie zjadłaś.
- Nie jestem głodna…- wyjąkała cicho.
- Schowaj sztylet, proszę.- wyszeptałam patrząc jej w oczy. Po chwili posłusznie włożyła broń do plecaka. Odetchnęłam z ulgą, myśląc, że nie powinna już uciekać.
I wtedy Leo pochwalił się swoim poziomem inteligencji.
- Percy ma się dobrze.- powiedział, a Chase spojrzała na niego. Przypomniała sobie powód swojego zachowania.
- Nie ma się dobrze! Muszę go odnaleźć!- krzyknęła i pobiegła do wyjścia.
- Annabeth!- zawołała za nią Diana.
Leon już startował za nią, ale go przytrzymałam.
- To nic nie da, nie dogonisz jej.
Staliśmy naprzeciw bramy z napisem Camp Half-Blood i obserwowaliśmy, jak nasza przyjaciółka wybiega przez nią. Nikt się nie odezwał, chociaż doskonale wiedzieliśmy, że może już nie wrócić.

Annabeth uciekła już kilka minut temu, a my nadal staliśmy wpatrzeni gdzieś w teren poza Obozem. Nagle usłyszałam chrząknięcie, Diana i Leo też. Obróciliśmy się w stronę chłopaka, z którym rozmawiała Ann. Prawie zapomnieliśmy o jego obecności.
- Wszystko dobrze?- spytałam, żeby przerwać niezręczną ciszę.
- Tak, ok…
- Słuchaj… dzięki, że ją zatrzymałeś. Nie dogonilibyśmy jej.
- Żaden problem- uśmiechnął się niepewnie- Dzięki za pomoc, gdyby nie wy… nie wiem, co ona by mi zrobiła.
Podniosłam lekko kąciki ust i usłyszałam cichy głos Diany.
- Naprawdę stoisz po naszej stronie, Nico?
Atmofera zgęstniała.
- Może nie możesz znieść porażki Aresa i dlatego magicznie się nawróciłeś?- warknął Leo.
- Nie, to nie tak… Przeszedłem do nich i zostałem tym całym…- przełknął ślinę- szpiegiem, bo ojciec mi kazał.
- A od kiedy ty słuchasz tatusia, co?!- Valdez niebezpiecznie zbliżył się do Di Angelo, a ja wolałam interweniować zanim dojdzie do bójki. Odciągnęłam Leona kilka metrów do tyłu.
- Chciałem tylko, żeby mnie docenił!- zawołał Nico- Jak ty byś się czuł, gdyby chodziło o Hefajstosa?!
- Nie wiem, jak bym się czuł, ale nie zdradziłbym swoich przyjaciół!
- Przepraszam!
- Myślisz, że ,,przepraszam” wystarczy?!- wrzasnął chłopak, a ja przytrzymałam go mocniej.
- Leo…- popatrzyłam mu w oczy- Już, spokojnie.
Zamilkł, a Nico dyszał ciężko.
- Czy ktokolwiek mi wierzy, że jestem po waszej stronie?- wyszeptał.
- Ja ci wierzę.- oznajmiła cicho Diana, a ja spojrzałam na nią zaskoczona, bo nie spodziewałam się tego.
- Jennette?- na dźwięk swojego imienia przeniosłam wzrok na Di Angelo. W jego czarnych oczach widziałam strach.
- Nie wiem, Nico… Naprawdę nie wiem…- westchnęłam- Chyba nie umiem teraz ci zaufać.
- Spodziewałam się takiej odpowiedzi.- odparł smutnym głosem- Wiecie… wierzę, że kiedyś mi wybaczycie i jeszcze będziemy przyjaciółmi…
Usłyszałam ciche prychnięcie Leona- uważał, że chłopak kłamał.
- Spokojnie- szepnęłam mu do ucha. Po chwili w jego oczach nie było już nienawiści, tylko zwykła nieufność.
- Dam wam tyle czasu, ile będziecie potrzebowali- obiecał syn Hadesa, po czym skierował się do wyjścia z Obozu- A, Annabeth wróci cała i zdrowa- dodał.
- Nico!- zawołałam, gdy przechodził przez bramę- Do zobaczenia.- uniosłam kąciki ust, a Diana uśmiechnęła się promiennie. Wiedziałam, że dawno wybaczyła chłopakowi.
- To co, wracamy na śniadanie?- spytałam, by odciągnąć przyjaciół od myślenia o Annabeth i Nico- Leo, dławiąc się chyba za wiele się nie najadłeś, co?- zaśmiałam się.
Valdez wyszczerzył zęby (uf, na szczęście nie wybił sobie żadnego przy upadku) w łobuzerskim uśmiechu i przepchnął się między mnie a Dianę. Jednym ramieniem objął za szyję moją przyjaciółkę, drugim mnie. Zapominając na chwilę o zaistniałej przed chwilą sytuacji poszliśmy do stołówki.

Co myślicie o rozdziale? Wierzycie Nico, czy, tak jak Leo, uważacie, że kłamie? Chętnie poznam Wasze opinie.
Proszę o komentarze. :)

Wywiad z Dianą

Witaj, Diano. Cieszę się, że zgodziłaś się udzielić mi wywiadu.
Hej. Mi też jest miło.
Na początek: Co myślisz o Nico Di Angelo?
Szczerze mówiąc, to na początku byłam w nim zakochana, ale gdy zdradził Jen wściekłam się na niego.
Co czułaś gdy Nico zaoferował pomoc przed bitwą z Aresem?
Myślałam, że się zmienił, ale gdy pomyślałam o wszystkim co zrobił Jen, kazałam mu się wynosić.
Czy wierzysz, że Megan przejdzie z powrotem na waszą stronę po ich przegranej?
Sama nie wiem. Odkąd Ares ją uznał, była jakaś dziwna, więc nie sądzę.
Co sądzisz o Jennette i Leonie?
Oni już od dawna powinni być parą!!! Świetnie do siebie pasują.
Czy myślałaś o tym, co się stało z Percy’m?
Tak, opracowałam plan uratowania go z Annabeth, ale cicho, to jeszcze sekret.
Co sądzisz o dziwnym zachowaniu Annabeth?
Musi bardzo martwić się o Percy’ego. Mam nadzieję, że sama nie zrealizuje planu, bo jest zbyt niebezpieczny…
Dobrze, to by było na tyle. Dziękuję Ci za udzielenie wywiadu.
Ja też dziękuję.

Wywiadu udzieliła prawdziwa Diana, której serdecznie dziękuję :).

Rozdział 3 4 Wizyta na Olimpie

Zanim przeczytacie, przypominam o głosowaniu! Jutro ostatni dzień na wybieranie ulubionej postaci!

Przeczytanie grozi zawałem, czytasz na własną odpowiedzialność. ;)

- Jennette Nonames…- usłyszałam niski, męski głos. Już wiedziałam, z kim mam do czynienia, ale nie miałam pojęcia, jak się TAM znalazłam- Wreszcie zaszczyciłaś nas swoją obecnością.
- Panie Zeusie- skłoniłam się, klękając na chłodną podłogę z jasnego kamienia. Nadal nie podnosiłam głowy, żeby popatrzeć na Olimpijczyków. Nie miałam odwagi spojrzeć w oczy władcy piorunów.
- Możesz wstać.
Gdy to powiedział, z trudem podniosłam się z wyślizganej posadzki i stanęłam w lekkim rozkroku, żeby się nie przewrócić. Odważyłam się zerknąć w kierunku kilkumetrowych postaci, jednak zaraz odwróciłam wzrok. Wpatrzyłam się w swoje tenisówki.
- Zapewne zastanawiasz się, jaki jest powód twojej wizyty na Olimpie…- przemówił Zeus. Następnie zamilkł, czekając na moją odpowiedź.
- Bardzo chciałabym wiedzieć, dlaczego się tu znalazłam.- wyjąkałam.
- Spójrz na mnie, to niegrzeczne nie patrzeć w oczy rozmówcy. Przecież nie chcę ci nic zrobić.
- Nie byłabym taka pewna- wyszeptałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Miałam nadzieję, że nikt tego nie usłyszał. Jednak w tak wielkiej sali, w jakiej się znajdowałam, słychać wszystko bardzo wyraźnie. Zeus zignorował moje słowa, za to usłyszałam cichy śmiech, prawdopodobnie Apolla.
Teraz, by nie narazić się na gniew najważniejszego Olimpijczyka, musiałam popatrzeć.
Omiotłam wzrokiem salę. Obok Zeusa siedziała Hera, dalej Atena, Afrodyta, Apollo, Artemida, a później… pusty tron. Domyśliłam się, że należy on do Hefajstosa. Z drugiej strony znajdował się Posejdon (O, Bogowie. Nawet na mnie nie spojrzał), a obok niego kilka metrów pustego miejsca. To tutaj stał kiedyś tron Aresa. Następne siedzenia należały do Demeter i Hermesa, za to na środku sali, przy ognisku, siedziała Hestia.
- Skoro już udało ci się na nas popatrzeć- zaczął mówić Zeus, wyrywając mnie z tego fascynującego zajęcia, jakim było oglądanie kilkumetrowych postaci- i jeszcze nie trafił cię piorun, chyba mogę ci już wyjaśnić, dlaczego cię tu ściągnęliśmy.
Kiwnęłam głową, zgadzając się.
- Jak widzisz, jest nas tylko dziesiątka. Ares zrezygnował ze swojego tronu…
- I dobrze…- usłyszałam cichy chichot Apolla.
- Nie przerywaj mi, Apollinie!- ryknął Zeus, a ja zrozumiałam, dlaczego nikt nie chce mu podpaść.
- Przepraszam- wyjąkał bóg sztuki. Robił się coraz bardziej czerwony ze wstydu.
- Teraz rozmawiam z tą młodą półboginią- władca piorunów popatrzył na mnie swoimi szarymi jak chmury burzowe oczami. Poczułam strach. Miły Zeus może oznaczać tylko ciszę przed burzą. Może nawet i dosłownie.
- Tak więc, droga Jennette… Została nas dziesiątka. Ares nie chciał już posiadać własnego tronu na Olimpie. Nie wiemy, gdzie teraz jest. Prawdopodobnie zaszył się w jakiejś kryjówce ze swoimi ,,heroskami”- Zeus zaśmiał się, a ja pomyślałam tylko Czego on ode mnie chce?.- Ale nie dlatego cię tu sprowadziliśmy. Widzisz zapewne, że brakuje jeszcze jednego z nas – Hefajstosa. Nasze informacje o tym, co się z nim dzieje, nie wykraczają poza wiedzę, że zniknął.

Jasne, już wiedziałam, po co zostałam ściągnięta tu, gdzie teraz się znajdowałam. Prawie wszyscy cieszyliby się, że mają zaszczyt zobaczyć salę tronową na Olimpie. Ja jednak, ze względu na to, że był ranek, wolałabym spać spokojnie w domku nr 3, w Obozie Herosów.

Z rozmyślań wyrwał mnie znajomy, niski głos.
- Uznałem, że ty możesz wiedzieć, gdzie znajduje się nasz kolega, a przy okazji ojciec twojego przyjaciela… jak on tam był… Leona Valdeza?
Odchrząknęłam i wytarłam nerwowo dłonie o swoją niebieską koszulkę.
- Przykro mi, ale nie mam pojęcia, gdzie jest Hefajstos. Wiem tylko, że jest z nim mój brat, Percy Jackson.
- Rozumiem…- Zeus podrapał się po brodzie- A co wiesz o aktualnym stanie Jacksona?
- Gonił go Casper, nasz brat.
Przerwało mi znudzone westchnięcie Demeter. No tak, nie przepada za swoim synem. W końcu sama zmieniła go w kwiatka.
- Percy wybiegł z ogrodu naszego domku, uciekając przed nim.- kontynuowałam- Musiał spotkać Hefajstosa w Obozie.
- Ciekawe… Sugerujesz, że Hefajstos specjalnie zjawił się w Obozie, żeby porwać Jacksona?
- Tego nie wiem, ale jestem pewna, że Percy nie jest głupi, więc Hefajstos musiał go zwabić w jakąś dobrą pułapkę.
- Dobrze, nie potrzebuję na razie wiedzieć więcej.- ocenił Zeus- Wiedz jednak, że jeśli będę miał jakieś pytania, ściągnę cię tu z powrotem.
- Rozumiem.- odparłam- Mogę już iść?
- Tak, mo…
- TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE!- usłyszałam wrzask. Przerażona obróciłam się ponownie w stronę tronów. Posejdon stał wyprostowany, czerwony na twarzy i rękami ściśniętymi w pięści- PRZEZ CIEBIE ON GO PORWAŁ! GDYBYŚ WCZEŚNIEJ POKONAŁA ARESA, NIE DOSZŁOBY DO TEGO!
Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Jak on mógł powiedzieć mi coś takiego?! Zamrugałam kilka razy, żeby się nie rozpłakać, a następnie wytarłam mokre dłonie o koszulkę.
- Ojcze…- wyjąkałam patrząc w jego oczy, które teraz miały granatowy odcień.
- JAK ŚMIESZ MNIE TAK NAZYWAĆ! IDŹ STĄD I NIGDY NIE WRACAJ! JESTEŚ NAJWIĘKSZYM BŁĘDEM MOJEGO ŻYCIA!
Z tego, co stało się dalej, pamiętam tylko to, że Zeus próbował uspokoić brata, niestety nie przyniosło to żadnych efektów. W moją stronę popłynęła ogromna, kilkunastometrowa fala. Woda była ciemna, prawie czarna, i złowieszczo pieniła się na górze.
Jako córka Posejdona powinnam oddychać pod wodą, ale czułam, że w tym przypadku na nic się zda moja umiejętność.
Nie byłam w stanie ani krzyknąć, ani uciekać. Czekałam, aż mnie zaleje, wpatrzona w ciemnoniebieskie oczy Posejdona, który powiedział spokojnym głosem:
- Nareszcie mam Cię z głowy, Jennette.
Chwilę później dookoła mnie znajdowała się tylko czarna woda, mnóstwo czarnej wody. I tak, jak przypuszczałam, nie potrafiłam pod nią oddychać.

Obudziłam się z krzykiem, cała zlana potem. Serce waliło mi jak oszalałe. Leżałam w swoim łóżku, owinięta miękką, niebieską pościelą. Za oknem było ciemno, co oznaczało, że była noc. Rozejrzałam się po pokoju i z ulgą stwierdziłam, że to moja sypiania. Czyli… to był tylko sen!
- Wszystko dobrze?- do pomieszczenia weszła moja mama, ubrana w piżamę.
- Tak… Śniło mi się, że byłam na Olimpie…
- Oj, Jen…- mama westchnęła i usiadła koło mnie na łóżku- Mówiłam ci, że za dużo czytasz tego Percy’ego Jacksona.- wskazała na dwie książki na szafce nocnej, a następnie na kolejne osiem na półce.
- Dobrze… Przepraszam, że cię obudziłam.
- Nic nie szkodzi. Pamiętaj, że jesteśmy w normalnym świecie. Percy Jackson i ci wszyscy półbogowie nie istnieją.
- Dobrze, mamo. Dziękuję.
- Dobranoc, Jen.- kobieta uśmiechnęła się wstając z łóżka.
- Dobranoc.- powiedziałam, po czym zgasiłam lampkę nocną i ponownie zasnęłam.

I jak, zaskoczyłam Was? Co sądzicie o rozdziale?
Proszę o komentarze.
A, przeczytajcie jeszcze informację niżej.

Ten rozdział 3 4 w tytule jest tylko dla zmyłki, nie martwcie się. Naprawdę to miniaturka, osobne opowiadanie! Nie ma wpływu na historię, którą tu opisuję od początku. Jen się nie utopiła i jest córką Posejdona. Taki wredny żart Wam zrobiłam ;)
Prawdziwy rozdział 3 już niedługo! Tymczasem przypominam o głosowaniu!

Głosowanie- najlepsza postać

Cześć Wam! Pomyślałam, że na razie zamiast quizu z okazji 4. serii zrobię głosowanie.

Waszym zadaniem jest wybranie Waszej ulubionej postaci, wymyślonej przeze mnie. Możecie głosować na:
1. Jennette
2. Dianę
3. Caspra
4. Megan

Niedługo na blogu ukaże się wywiad z postacią, która otrzyma najwięcej Waszych głosów.
Polecam odpuścić sobie głosowanie na Jennette i wybierać inne postacie, bo z nią był już wywiad. Wybór jednak należy do Was, więc najwyżej napiszę drugi wywiad z Jen. ;)

Głosujcie na jedną postać, jestem w stanie sprawdzić, kto dodał kilka głosów ;)

Na głosowanie macie czas do poniedziałku, 11 lipca, do godziny 18.00.

W swoim głosie w komentarzu pod tym wpisem wystarczy napisać sam numerek przy postaci, napisany wyżej.

Zapraszam do głosowania!