Konkurs!!!

W rozdziale 16 i 17 było napisane, że:
- Percy, Annabeth, Nico i ja byliśmy przetrzymywani przez Aresa
- Megan i Clarisse pomagały swojemu ojcu

A Diana??? No właśnie!

Piszcie w komentarzach, co stało się z Dianą. Mam już to napisane, ciekawe, czy ktoś wymyśli takie samo zakończenie.

Autor zakończenia, które będzie najbardziej podobne do mojego, dostanie specjalną dedykację i stanie się nowym bohaterem!

Czekam na wasze pomysły do 3 grudnia.

Rozdział 20

Był sierpniowy ranek. Było ciepło i słonecznie.

Gdy wszyscy wstali, ja, Chejron, Annabeth, Percy, Diana i Nico, który specjalnie przyjechał spotkaliśmy się w domku Posejdona. Nad źródełkiem pojawiła się tęcza.

Zobaczyliśmy Megan, Clarisse i kilkoro innych dzieci Aresa. Rozwalały mieczami słomiane kukły z przyklejonymi zdjęciami twarzy zgadnijcie czyich?
No tak, oczywiście mojej, Percy’ego, Ann, Nica i Diany.
Clarisse właśnie trafiła w policzek Nica, a jakiś chłopak w oko Annabeth.

Znowu nie zwracali na nas uwagi. Nagle na arenę wszedł Ares. Podbiegł do Megan.

- Co?!- wrzasnął- Nie ma jeszcze żadnych dziur w twarzy tej dziewczyny?! (chodziło mu o mnie. Ała.)

- Jeszcze… jeszcze nie.

- Taaa… Jeszcze nie?!

Chejron nie wytrzymał:

- Nie. Jadę tam natychmiast.

- Ale… Chejronie!- powiedziała Annabeth.

- Muszę już iść.

I wyszedł.

Rozdział 19

Sorki, że trzeba było czekać tak długo na następne rozdziały. Nie miałam zbyt dużo czasu, bo w sobotę były moje urodziny.

Już mieliśmy wsiadać do pociągu, gdy nagle przed nami pojawiły się trzy pegazy. Jeden czarny i dwa białe. W mojej głowie odezwał się głos:

- Witaj, córko Posejdona.

- Tak, cześć- pomyślałam zakłopotana. To była moja pierwsza rozmowa z koniem.

- To jest Szarlotka.- przedstawił jednego z pegazów Percy.

- Jak to możliwe, że z nimi rozmawiamy?- spytałam.

- Posejdon stworzył konie. Inni tak nie mogą.

- Jesteśmy wyjątkowi. :-)

- Dokąd was zawieźć, o pani? - spytała Szarlotka.

- Najlepiej do Obozu Herosów- odpowiedziałam w myślach.

- Tak, pani.

- Proszę, nie mów do mnie ,,pani”

- Tak, pani.

Pół godziny później byliśmy w Obozie.
Myśleliśmy, że kłopoty się skończyły, i zastaniemy Megan i Clarisse. Nie było nikogo z domku Aresa.
Poszłam do siebie. Może to było głupie, może nie.

- O, Iris, bogini tęczy, przyjmij moją ofiarę.- powiedziałam, gdy nad małym źródełkiem w rogu pokoju pojawił się siedmiokolorowy półokrąg.

Nagle zobaczyłam Megan. Razem z Clarisse rzucały nożami w zdjęcia… moje, Percy’ego, Nica, Diany i Annabeth.
Kiedy trafiła w oko mojego brata, podeszła do jego fotki, zerwała ją i wrzuciła do ogniska. Nie wiedziała, że ją widzę. Z resztą nie chciałam, żeby mnie zobaczyła. Machnęłam ręką i obraz zniknął.
Po kolacji zawiadomiłam kogo trzeba. Zadzwoniłam nawet do Nica. Gdy powiedziałam mu o tym, co zobaczyłam, jak gdyby nigdy nic odparł:

- Kiedy przesadzi, powiem ojcu, żeby ją zgarnął na dół.

- Nie ją, tylko je- poprawiłam go.- Jeśli Megan się należy, to Clarisse też.

Ciąg dalszy nastąpi. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodobał. Piszcie w komentarzach, co o nim myślicie, oraz co stanie się dalej.
Dozo

Rozdział 18

Nie uwierzycie, co zobaczyliśmy w środku. W rogu siedziały związane Megan, Clarisse i kilka innych córek Aresa. Bóg wojny leżał na podłodze i… płakał.

Gdy nas zobaczył natychmiast wstał. Żucił płonącym mieczem. Broń świsnęła koło twarzy Annabeth. Krzyknął:

- Nie nawidzę was przeklęci herosi!

Następna paląca się broń poleciała w stronę Clarisse. Sztylet rozdarł nogawkę jej spodni i skaleczył ją w nogę.

- Aj…- powiedziała cichutko ranna.

- Aresie- powiedział Posejdon.- Teraz musisz pojechać z nami na Olimp.

- Nigdzie z wami nie jadę!

- Zeus chce cię widzieć.- nie dawał za wygraną mój ojciec.- Jedziesz.

Ares podszedł powoli do Posejdona.

- Nie ma mowy, żebym gdzieś z wami pojechał!!!

Wtedy oczywiście zrobiłam najgłupszą z możliwych rzeczy. Powiedziałam:

- Aresie! Musisz jechać z Posejdonem!

Za głupotę się płaci. Bóg wojny zaklął i rzucił we mnie WIELKĄ ilością płonącej broni.

 

Gdy otworzyłam oczy, leżałam na czarnym łóżku. Wiedziałam, gdzie jestem- w domu Nica. Koło mnie stali Nico, Percy, Annabeth i Hermes.

- Co się dzieje?- spytałam.

- Ogień Aresa. Od dwóch godzin próbujemy wypłukać go z twojej ręki.- Powiedział bóg złodziei.

- Co z Aresem?

- Pojechał na Olimp.

- Jest tu Posejdon?- po tym, co się stało miałam wiele pytań.

- Nie.

To nie mieściło mi się w głowie. Na oczach mojego ojca zostałam zraniona, a on nawet nie został mi pomóc.

- Hermesie- powiedziałam- Dlaczego akurat ty zostałeś?

- Wiesz…- zaczął bóg.- Nie bez powodu mój kaduceusz jest na karetkach. A teraz leż i zdrowiej.

Wszyscy gdzieś wyszli. Za jakiś czas zobaczyłam Nica i Hermesa. Przynieśli jedzenie. Było podobne do miodu, ale smakowało sto razy lepiej.

- Nektar.- stwierdziłam.

- Dobre, co?- odparł syn Hadesa.

Spróbowałam wstać, ale miałam nogi jak z waty. Spadłam z powrotem na łóżko. Dopiero teraz zauważyłam na swoim ramieniu wielką ranę. Na pewno wcześniej była jeszcze większa. Włożyłam rękę do miski z wodą. Rana zaczynała się goić, bo jestem córką Posejdona. Woda zawsze mi pomaga.

- Kiedy jedziemy do Obozu Herosów?- spytałam.

- Jak wyzdrowiejesz.- odpowiedział Hermes.- Czyli zaraz.

Rozdział 17

Posadzili mnie i Nica na krzesła i związali. Nagle zza zasłony wyszli cyklop i cyklopica. On miał na sobie brudny, za krótki garnitur, ona starą, podartą sukienkę. Do tego okropnie pomalowane oko.

- Hej- szepnęłam do nich, kiedy Ares i spółka wyszli.- Chcecie tego ślubu?

- My chcemy wziąć ślub, ale ze sobą, a nie z nimi.

- To super. Pomóżcie nam.

Cyklopy wmówiły ojcu Megan i Clarisse, że ma zbyt czysty garnitur, jak na boga wojny, a to nie spodoba się Afrodycie.

Ares złapał przynętę i pobiegł do garderoby wraz ze swoimi córkami.

Rozwiązaliśmy szybko swoje więzy. Potem rozwiązaliśmy sznury Afrodyty, Percy’ego i Annabeth.

Ja, mój brat i Ann wykopaliśmy przed budynkiem głęboki rów. Nico postawił na straży kilkunastu kościotrupowych wojowników. Zadzwoniliśmy iryfonem do Zeusa i innych bogów. Czekaliśmy w krzakach, aż przyślą pomoc. W końcu przyjechali:

Hermes, Demeter i… Posejdon!

- Ceść wam- powiedział nasz ojciec.- Co się stało?

- Ares próbował wziąć ze mną ślub! I to dwa razy!- krzyknęła Afrodyta.- Odbierzcie mu władzę!

- Spokojnie, Afrodyto.- powiedział Hermes.

- Przecież miłość jest ważniejsza od wojny, na Hadesa!

- Co wyście się uwzięli…- mruknął Nico.

- Dobrze.- zaczęła Demeter.- Teraz otwórzmy te drzwi.

Rozdział 16

Od razu poszłam z Percym do Chejrona, żeby powiedzieć mu o tym, co zobaczyliśmy.

- Genialnie. Ares chce wojny. Chociaż to normalne, bo jest jej bogiem. Idziecie na misję. JUŻ.

- Zawołaliśmy Annabeth oraz Dianę i godzinę później szliśmy wzdłuż starych hurtowni.

- Hej!- Nico di Angelo nagle pojawił się koło nas.- Gdzie idziecie?

- Ratować Afrodytę.- powiedziała Annabeth.- Znowu.

- Idę z wami. Mogę się przydać.- powiedział.

- No… dobra.- powiedział niezadowolony z obecności syna Hadesa Percy.

Poszliśmy dalej. W końcu dotarliśmy do odpowiedniego budynku. To w nim zapewne jest teraz bóg wojny. Córka Ateny wślizgnęła się do środka w swojej czapce niewidce.

- Aaa!- krzyknęła kilka sekund później. Mój brat nie wytrzymał. Wszedł.

- No!- usłyszeliśmy krzyk Aresa.- To będzie potrójny ślub!

- Po pierwsze NIE, a po drugie nas jest dwoje.

- Ah… myśleliście, że wyjdziecie za siebie? To się myliliście!- zawołał uradowany bóg.- Mam gdzieś w piwnicy cyklopa i cyklopicę… hahaha!

Percy miał wziąć ślub z cyklopicą, Ann z cyklopem, a Ares z Afrodytą. Jeszcze (na pecha) Clarisse akurat wychodziła.

- Ojcze!- krzyknęła.- Mamy gości!

Po czym wepchnęła mnie i Nica do środka.

Rozdział 15

Poszłam do pawilonu. Słońce już zachodziło. Wszyscy jedli spokojnie kolację. Zauważyłam, że nigdzie nie ma Megan ani innych dzieci Aresa.
Po kolacji ja i Percy dzwoniliśmy iryfonem (rzucasz drachmą w tęczę pojawiającą się nad źródełkiem, mówisz kogo chcesz zobaczyć i widzisz tego kogoś)

- Pokaż nam Clarisse La Rue i Megan Gray, córki Aresa.

Nagle zobaczyliśmy zapłakane dziewczyny. Krzyczał na nie ich ojciec.

- Rozumiecie?! Jutro! I radzę wam, nie spóźnijcie się, bo pożałujecie!

- Ale… nie damy rady na jutro…

- Mówiłem już! Ja się zajmę porwaniem, a wy całą resztą! Na przykład, żeby sznurów nie dało się przeciąć badziewnym sztylecikiem!

- Dobrze… Tak, tato…

- W takim razie jutro się okaże, czy pozwolę wam przeżyć!

- Gdzie oni są?- spytał Percy.

- Koło domu Nica.

Dopiero teraz zrozumiałam, co się działo. Ares znów planował porwanie Afrodyty.

Ciąg dalszy nastąpi.

Rozdział 14

Wróciliśmy do Obozu Herosów. Ja, Percy, Megan i Nico poszliśmy nad jezioro. Było popołudnie, więc wszędzie było pełno półbogów ćwiczących walkę na miecze, strzelanie z łuku, itp.

Po drodze w Megan wbiegł jakiś chłopak. Dziewczyna się wkurzyła, dogoniła go i walnęła w głowę gałęzią znalezioną na ziemi. Nad moją przyjaciółką pojawił się hologramowy miecz.

- Popatrz w górę.- powiedziałam.

- Jestem córką Aresa! Widzicie miecz?! Mój tato to sam bóg wojny!

- No… super.- odparłam.- Ale nie będziesz chciała zabić mnie i Percy’ego?

- Nie! Lecę! Muszę się wynieść z domku Hermesa!

- To pa!- krzyknął mój brat.

Posiedzieliśmy rozmawiając jeszcze z godzinę.

- Zaraz kolacja- powiedział Nico.- Muszę iść.

- Nie zostajesz w obozie?- spytałam.

- Nie. Tu nie ma domku Hadesa. Ale jakby co, to wiesz, gdzie mnie szukać.

- Do zobaczenia.

- Cześć.

Rozdział 13

Zaczynało świtać. Ślub miał być zaledwie za 4 godziny.Wszystko było już gotowe. Nagle coś wymyśliliśmy.

- Percy!- krzyknął Nico.

- Jakie Percy?- odparłam.- Nie ma tu Percy’ego!

- Uciekajmy.

- Wow, że nie wpadłam na taki pomysł!

- Zaczekaj chwilę…- powiedział syn Hadesa.

Nagle z podziemi wyszedł kościotrup. Na jego widok chciałam krzyknąć. ,,Żołnierz” Nica wyrwał sobie żebro i przeciął nim sznury na naszych rękach i nogach. Mój przyjaciel kazał mu zostać na miejscu, a w razie gdyby ktoś z bandy Aresa się obudził, trup miał powstrzymać go przed wezwaniem reszty.

Uciekliśmy. Gdy dobiegliśmy na miejsce wszyscy jeszcze spali.

- Wstawajcie!- krzykneliśmy.

Z namiotów wyszła czwórka zaspanych półbogów.

- Za kilka godzin ślub.- powiedziałam.

- Dajcie nam chwilę- odparła Annabeth.

Za pół godziny siedzieliśmy ukryci w krzakach koło polany. Jako pierwszy wyszedł Ares. Wyglądał koszmarnie. Miał na sobie podartą, wyblakłą, czarną szmatę poplamioną krwią. To coś chyba miało przypominać garnitur.

Bogini miłości siedziała niedaleko nas.

- Afrodyto!- szepnął Percy.

- Oh… ratujcie mnie!- powiedziała. – Hefajstos będzie zły.

Annabeth przecieła sztyletem więzy na rękach i nogach bogini. Po kilku sekundach Afrodyta była uwolniona. Gdy przechodziła przez krzaki, na moje nieszczęście bóg wojny nas zobaczył.

- Przeklęci półbogowie! – wystrzelił mieczami w naszą stronę.

- Percy. Woda.- na szczęście wiedział, o co mi chodziło. Zamknęliśmy oczy, niestety za późno:

- Ogłaszam was mężem i żoną!- wrzasnął jeden z synów Aresa.

I wtedy… CHLUST!!! Woda zalała Aresa i jego dzieci. Na polanę wszedł Hefajstos.

- Na Hadesa!- wrzasnął bóg.

- Ej…- mruknął Nico.

- Co się tu dzieje?! Ślub ANULOWANY! Chodź, moja droga żono- powiedział do Afrodyty i sobie poszli. Na pożegnanie bogini mrugnęła do nas w podzięce.

To nie był nasz ostatni kłopot. Zostało ciągnięcie za sobą Percy’ego i Nica, którzy zemdlelo na widok ,,podziękowań” Afrodyty.

Ciąg dalszy nastąpi niedługo. :-)

Informacja

Moi Drodzy!

Naprawdę cieszę się, że jest Was coraz więcej. To od Was mam już ponad 20 komentarzy i mam nadzieję, że będzie coraz więcej :-)
Proszę, komentujcie i polecajcie znajomym!

Dzięki! Do zobaczenia. :-)