Rozdział 8. 2

Następny dzień zapowiadał się ciekawie. Po drodze na śniadanie spotkałam Travisa i Connora. Nie siedzieli w krzakach, tylko na trawie. Zrywali kwiaty i robili bukiety. ZGADNIJCIE, DLA KOGO? Gdy mnie zauważyli Travis szturchnął brata i sekundę później obydwaj stali przede mną.

- Proszę, to dla ciebie- oznajmił starszy syn Hermesa podając mi kwiaty.

- Jeszcze raz przepraszamy- powiedział Connor i wręczył mi drugi bukiet.

- Proszę, oddajemy- Travis wyjął zza pleców małą, czerwoną torebkę. W środku były wyprane, a nawet wyprasowane sznurówki. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby dzieci Hermesa oddawały skradzione przedmioty. Zaśmiałam się.

- Czy coś nie tak?- spytał Connor- Jeśli nie są całkiem czyste, to mogę je wyprać jeszcze raz…

- Nie, dzięki- powiedziałam- Wszystko dobrze.

Nie wiedziałam, czego użyli, ale sznurówki były lśniąco białe. Aha, może wybielacza Harpii sprzątających…

- Ja już pójdę na śniadanie- oznajmiłam- Do zobaczenia.

- Cześć, smacznego- powiedział Travis.

Po śniadaniu wróciłam do domku. Percy jeszcze spał. Miałam dylemat: czy obudzić go tradycyjnie, czy posłużyć się wodą ze źródełek. Postanowiłam nie marnować mocy,więc zdarłam kołdrę z brata i otworzyłam okno. Był ranek, więc było jeszcze zimno, ale za pół godziny zamykali stołówkę i Jackson byłby głodny. Po kilku sekundach wstał.

- Co to, Syberia?- zdenerwował się.

- Nie, domek numer 3, Obóz Herosów, a zaraz zamkną stołówkę.

- Co? Która godzina?

- 9.30

Percy szybko się zebrał i po dwóch minutach wyleciał z domku jak z procy.

Wyjęłam z czerwonej torebki sznurówki i włożyłam do szuflady. Zobaczyłam, że w torebce jest coś jeszcze. Karteczka. Był na niej napis: ,, W ramach przeprosin za nasze wczorajsze głupie i bezmyślne zachowanie, zapraszamy Cię na małą imprezę. Domek Hermesa, 5. kwietnia, godzina 18.00. Bylibyśmy naprawdę szczęśliwi, gdybyś przyszła. Travis i Connor Hood”.

Nie miałam w zwyczaju nabijać się z ludzi, ale zachowanie chłopaków było śmieszne. Stwierdziłam, że pójdę do nich wieczorem. Nie wiedziałam, w co się pakuję.

O 17.30 zaczęłam się szykować. Ubrałam błękitną sukienkę (zwykle nie noszę sukienek, ale czego się nie robi dla beki) i czarne tenisówki. Uczesałam włosy i wyszłam.

Wcześniej powiedziałam Percy’emu, że idę do domku Hermesa. Mój brat powiedział, że normalnie odradzałby mi pójście, ale widząc, jak mnie traktują nie ma nic przeciwko temu. Na koniec dodał, żebym zrobiła im jakiś kawał (chociaż sama wpadłam na to rano) i przyniosła mu szczoteczkę do zębów, którą kiedyś ukradli mu bracia Hood. Przyznałam, że robi mi się smutno, gdy widzę, jak czyści zęby piórkiem harpii.

Doszłam do domku Hermesa i zapukałam. otworzył mi Travis. Był ubrany w garnitur, T-shirt i sprane jeansy (nie znam się jakoś szczególnie na modzie, ale to chyba niespecjalnie do siebie pasuje).

- Hej, wejdź… Oh, przyszłaś! Za… zapraszam do środka- wyjąkał.

Weszłam do domku. W środku siedziało około 20 osób. Większość to dzieci Hermesa. Ba, wszyscy oprócz mnie byli dziećmi Hermesa.

- Często robicie takie imprezy?- spytałam.

- Nie, ze dwa razy w tygodniu.- odparł Travis- W Obozie mamy drugie miejsce. Ci z domku Apolla robią imprezy co drugi dzień.

- Aha.

Wtedy podszedł do nas Connor. Niósł wielki dzban wody z toalety. Jego reakcja na mój widok była komiczna.

- Hej TraAAAAA!- wylał na siebie wodę. Zaśmiałam się- Jennette! Cieszę się, że przyszłaś! Pięknie wyglądasz!

Pominę pozostałe 20 razy, gdy mówił mi, że ładnie wyglądam.

- Dzięki- odparłam.

Na początku myślałam, że ja będę musiała zrobić im kawał, ale Connor sam to zrobił. Chcąc pomóc mi przedostać się przez Jezioro Wody Z Kibla, poślizgnął się i upadł. Głowa utknęła mu w dzbanie. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Chcąc zaimponować imprezowiczom trzasnął z całej siły ręką w dzban, z myślą, że go rozbije. Nie udało mu się, za to złamał rękę i reszta wieczoru minęła mu na zakładaniu gipsu.

Wszyscy zebrani oprócz mnie, Connora i Travisa grali w zabieranie sobie rzeczy (tym razem padło na buty i kapelusze) i rzucanie papierem toaletowym. Widać było, że chce grać, ale się powstrzymuje, bo przy mnie ,,nie wypada”. Więc do chwili, gdy wyszłam siedział na wewnętrznym parapecie okna. Gdy przekraczałam próg podszedł do mnie.

- Do zobaczenia, dziękuję, że przyszłaś.- powiedział.

- Dziękuję za zaproszenie. Było super.- odparłam i wyszłam.

Wróciłam do domku Posejdona i położyłam się spać.

Rozdział 7. 2

Po obiedzie były ćwiczenia. Wspinaliśmy się na lawową ściankę. Nie wychodziło mi to do końca dobrze, więc, na wszelki wypadek, wykorzystałam swoją nową moc. Wysiliłam umysł, i po chwili woda z 5 źródełek zalała lawę. W okolicy pojawiło się mnóstwo pary wodnej. No więc Chejron kazał przerwać ćwiczenia. Tym sposobem do wieczora mieliśmy czas wolny.

Zanim wróciłam do domku poszłam się przejść. Oczywiście nie było to dobrym pomysłem. Po przejściu kilku kroków spotkałam dzieci Hermesa czające się w krzakach. Szłam po obrzeżach lasu, gdy ktoś złapał mnie za nogę.

- Na Hadesa!- wrzasnęłam. Wtedy z krzaków wyszli Travis i Connor Hood- Pogięło was?!

Chłopcy się śmiali.

- Żałuj, że nie widziałaś swojej miny!- wykrzyknął Connor.

- Żałuję…

- Ej no, to śmieszne!- zawołał Travis, cały czas się śmiejąc.

- Bardzo- powiedziałam i chciałam iść dalej, ale wiadomo, synowie Hermesa- bez kradzieży się nie obejdzie

- Travis- syknęłam- Oddawaj sznurówki…

Popatrzyłam w miejsce, gdzie siedzieli i oczywiście, już ich tam nie było. Zobaczyłam, że byli już 10 metrów ode mnie, a 20 od swojego domku. Wkurzyłam się, i trzy sekundy później, tuż przed drzwiami domku Hermesa pojawiły się źródełka strzelające wodą na 2 metry w górę. Utworzyły się następne. W końcu bracia Hood byli otoczeni przez wodę. Dziękuję, źródełka. Bariera miała grubość metra, ale oni nie mogli przez nią przejść. Zmywało ich do środka. Nie wiedziałam, czy tak jak Percy mogę oddychać pod wodą. Czas to sprawdzić. Podeszłam bliżej i już po chwili stałam w wodzie. Mogłam oddychać i ruszać się swobodnie, za to Connor i Travis dławili się, gdy woda wpadała im do ust. Pomyślałam, że już wystarczy. Źródełka się zamknęły. Synowie Hermesa byli cali mokrzy, za to ja nie miałam na sobie ani kropelki.

- I co?- powiedziałam- Co teraz?

Chłopcy uklękli na wilgotnej ziemi.

- Prze… Przepraszamy- wyjąkał Travis. W tym czasie Connor czyścił moje sznurówki.

- Ja… ja je wypiorę- obiecał chłopak.

- My nie chcieliśmy…- przepraszał Travis, który pomimo, że był starszy od brata, miał łzy w oczach.

- Ja odkupię te sznurówki…- powiedział Connor- Nawet kilka par…

Po chwili obydwaj klęczeli przede mną, błagając o wybaczenie.

- Ja naprawdę n…nie chciałem….- mówił młodszy syn Hermesa.

- Czy… czy boli cię ta noga? Mogę opatrzyć…- zaproponował starszy chłopak

- Nie dzięki- powiedziałam trochę rozbawiona tą sytuacją.

- Ale… mój tato to Hermes… znam się na tym- nalegał Travis.

- Dziękuję, nie trzeba.- odparłam- Wracajcie do domu bo się przeziębicie.

- Tak… oczywiście- przytaknął Connor- Chodź, Travis.

- Jeszcze raz bardzo przepraszamy- powiedzieli i poszli. A ja zadowolona z siebie wróciłam do swojego domku.

- Niezła jesteś, siostra- powiedział Percy, gdy tylko przekroczyłam próg.

- Widzieliście?- spytałam.

- Jasne- przytaknął mój brat- Z okna wszystko widać.

- Dobrze im tak- powiedziała Annabeth. Jak zwykle wszyscy siedzieli w naszym domku.

Do wieczora przyjaciele wychwalali to, co zrobiłam. Około 20.00 wyszli, ja czytałam książkę, a potem położyłam się spać.

Rozdział 6. 2

Nowy dzień zapowiadał się spokojnie. Oczywiście, jak tylko to powiedziałam, wszystko musiało się popsuć. Cała ja.

Wróciłam do domku okropnie wkurzona, bo podczas śniadania wszyscy chwalili się, jakie mają moce. Percy panował nad wodą. Robiła to, co jej kazał. Annabeth zawsze znajdowała rozsądne rozwiązanie. Nico podróżował cieniem. Frank zmieniał się w zwierzęta. Hazel wyciągała z ziemi klejnoty. Jason panował nad burzą, a Piper miała magiczny głos.

A ja? Ja nie miałam nic. O, nie. Przepraszam. Miałam miecz Aresa, którym kiedyś dostałam w nogę. Super.

Trzasnęłam drzwiami wejściowymi i położyłam się na łóżku. Zasnęłam. Śniła mi się ta sama kobieta. Mówiła: ,,Leo… Mały chłopiec. Zrób coś, żeby dał mi spokój!”
Ze snu wyrwał mnie krzyk Diany.
- Łaaaaa!!!
- Co się…- otworzyłam oczy. Na środku pokoju biło metrowe źródełko. Woda rozlała się po całym domku. Diana była cała mokra.
- Percy- powiedziałam- Wyłącz to.
- Ja?- zdziwił się mój brat- Ja tak nie umiem.
- Ty to zrobiłeś?- spytałam.
- Nie.
- To kto?
Wszyscy patrzyli na mnie.
- Ja to zrobiłam?
- Tak.
- Tylko jak to teraz zamknąć?
- Wysil umysł- doradził Percy- Skup się. I zamknij źródełko.
Zrobiłam tak, jak kazał i rzeczywiście, źródełko się zamknęło. Ogarnęła mnie radość. Wreszcie ja też coś umiem. Umiem otwierać źródełka. Ale zaraz…
- Percy- powiedziałam- Posejdon to bóg morza. A źródełka to woda słodka…
- Te są ze słoną wodą- oznajmiła Diana.
- Skąd wiesz?- spytałam.
- Miałam okazję spróbować…
Dochodziła 13.00.
- Chodźcie na obiad- powiedziała Piper.
- Głodny jestem- powiedział Frank i zmienił się na chwilę w tygrysa- Kogo podwieźć?
Poszliśmy (lub pojechaliśmy, jak w przypadku Piper i Diany) na obiad.

I tak się kończy rozdział. Przypominam o głosowaniu.
Dozo

Rozdział 5. 2

Hej

Na początku ogłoszenie. Nie podawałam terminu zakończenia głosowania (czy powinnam pisać tytuły, czy nie), więc zrobię to teraz.

Czy powinnam nadawać rozdziałom tytuły? Na głosowanie macie czas do 1. marca. Proszę o zostawianie komentarzy (głosów) POD NOTKĄ ,,GŁOSOWANIE”.

A teraz przechodzę do opowiadania.

Kilka godzin później do domku Posejdona wpadło ośmioro półbogów i cyklop.

- Hej- podniosłam się z łóżka i przywitałam się.

- Cześć- odparł Percy- Poznaj: Jason Grace, syn Zeusa i Piper McLean, córka Afrodyty.

- Grace? Jak Thalia Grace?- spytałam.

- Jestem jej bratem- oznajmił Jason- tylko rzymskim.

- Jasne- powiedziałam.

Podszedł do mnie Frank, za nim Hazel.

- Przepraszam- powiedział syn Marsa.

- Przeprosiny przyjęte- odparłam- Od początku?

- Frank Zhang- podał mi dłoń- Dzień dobry.

- Jennette- uścisnęłam jego rękę- Miło poznać.

- Hazel Lavesque- przedstawiła się Hazel.

- Ej- powiedział Percy- Ja też się załapię?

- Oczywiście- zgodziłam się- Chodź do nas.

- Witam. Percy Jackson.

Po chwili wszyscy ,,poznawaliśmy się” i podawaliśmy sobie ręce.

- Ludzie!- wykrzyknął Tyson- Papa.

- Co? Co on mówi? Jakie papa?- powiedział Percy.

- Wracam do morza.- wyjaśnił cyklop.

- Po co?- spytałam.

- Pracownicy Tatusia znaleźli na dnie jakąś nimfę. Ona polubiła jednego syrena i nie chce sobie iść. Więc trzeba przygotować jej pokój w pałacu.

Poszliśmy do wyjścia z Obozu Herosów, gdzie pożegnaliśmy się z Tysonem.

- Papa- powiedział cyklop- Gdybym był potrzebny, dzwońcie tęczą.

Na pożegnanie przytulił mnie i Percy’ego. Jackson wiedział, co robić, gdy przytuli cię ważący tonę cyklop, ale ja o mało co nie odgryzłam sobie języka.

Kiedy już nas puścił, wróciliśmy swoich domków. Gdy zostaliśmy sami spytałam Percy’ego:

Opowiesz mi teraz o rzymianach?

- Skoro chcesz…

Brat opowiedział mi o tym, że istnieje DRUGI OBÓZ półbogów, Obóz Jupiter. Stamtąd są Frank, Hazel i Jason. Dowiedziałam się, że Leon był ognioodpornym synem Hefajstosa i dlatego przeżył lot na płonącej kuli Archimedesa. Oraz, że Hazel jest córką Plutona (rzymskiego Hadesa). Pomyślałam, że czeka mnie jeszcze dużo niespodzianek…

To już koniec tego rozdziału. Podoba wam się? Jeszcze raz proszę wszystkich o zostawianie głosów pod notką ,,GŁOSOWANIE”.

Rozdział 4. 2

Obudziłam się. Z tego co mi się śniło pamiętam tylko to, że jakaś kobieta mówiła: ,,pomóż mi. Znajdź Leona. On musi o mnie zapomnieć!”. Nie wiedziałam o co chodzi. Kim jest ta kobieta? Dlaczego prosi mnie o pomoc? Kim jest Leon? Rozmyślam nad odpowiedzią kiedy do pokoju wszedł Percy.
- Cześć. Jak się czujesz?
- Lepiej.
- To super. Słuchaj, Frank nie zrobił tego specjalnie. On nie jest taki.
- Czy mi się wydawało, czy on zmienił się w lwa?
- Tak… Długa historia.
- Ale dlaczego on zareagował tak kiedy powiedziałam o Aresie?
- wiesz, Ares jest jego ojcem… właściwie Mars.
- Baton czekoladowy?
Percy zaczął się śmiać.
- Nie! Mars, rzymski odpowiednik Aresa!
- Frank to rzymianin?
- Tak, i Hazel też.
- Rzymianie żyją ze śmiertelnikami? Przecież nie są w Obozie…
- Ktoś ty? Dziewczynka milion pytań do?- roześmiał się- To długa historia.
- Mamy czas. O ile Ares nas zaraz nie wybuchnie.
- Chcesz, żebym ci to opowiedział?
- Ok.
- No więc…
W tym momencie do pokoju wbiegła Annabeth.
- Słuchajcie! Percy! Jason i Piper do nas lecą. Zaraz tu będą!- zawołała.
- O, to super- ucieszył się mój brat- kiedy?
- Za jakieś 15 minut.
- Czekamy.
Annabeth wyszła.
- Jason i Piper?- powiedziałam.
- Nasi przyjaciele. Jason to rzymianin, Piper to greczynka. Był jeszcze Leon…
- Leon?!- prawie krzyknęłam, słysząc to imię.
- Tak, a co?
- Nie, nic.- postanowiłam nie mówić mu na razie o swoim śnie- Co z nim?
- Zgubił się. Podczas ostatniej bitwy wystrzelił się razem z ognistą kulą Archimedesa.
- Oh… Żyje?
Spodziewałam się odpowiedzi ,,nie”. Percy mnie zaskoczył:
- Tak.
- Nie wiecie, gdzie on jest?
- Tak. Ale wiemy, że żyje.
- Nie pytam. Idź się przygotować. Ja zaraz wstanę.
- Nie ma mowy. Musisz odpoczywać do wieczora.
- Ok. Cześć.
- Cześć.
Wyszedł, a ja próbowałam odpowiedzieć na pytanie:
,,Co się stało z Leonem?”

Głosowanie

Hej
Co myślicie o tym, żebym nadawała rozdziałom tytuły?
Piszcie w komentarzach, czy powinnam tak robić, czy nie.

Na koniec komentarza piszcie coś charakterystycznego (np. dwie kropki, przecinek, dwukropek, itp.)!!! Być może zauważyliście, pod jedną notką nie mogą być dwa takie same komentarze.

Następny rozdział bloga już za chwilę.

Youla

Rozdział 3. 2

Po śniadaniu poszliśmy do domku Posejdona. Rozmawialiśmy o obronie Obozu. Nico twierdził, że jego ojciec, Hades, będzie chciał przeciągnąć go na stronę Aresa. Nigdy nie poznałam boga Podziemia, ale z tego, co opowiadał Percy, można było wywnioskować, że nie jest zbyt miły. Miałam powiedzieć, żeby Nico nie słuchał ojca, gdy usłyszeliśmy huk. Ktoś wywalił drzwi z zawiasów. Kiedy opadł kurz, zobaczyłam chłopaka i dziewczynę. Jestem pewna, że chłopak przed chwilą zmienił się w człowieka z niedźwiedzia. Zanim zdążyłam zareagować Percy zawołał:

- Frank! Hazel!

- Cześć!- odparł chłopak- Percy, stary! Co u was? Hej, Ann!

- Wezwijcie… ślusarza…- syknęła Annabeth, która leżała na podłodze przygnieciona drzwiami.

- A to kto?- spytał chłopak-niedźwiedź.

- Jennette i Diana- oznajmił Percy- To jest Frank, a to Hazel.

- Hej.- przywitałam się- Jak udało wam się rozwalić drzwi?

W odpowiedzi Frank zmienił się najpierw w gołębia, a potem w tygrysa.

- Frank może się zmienić w dowolne zwierzę.- pochwaliła się Hazel. Dopiero wtedy zauważyłam diamenty leżące koło jej stóp.

- Super- przyznała Diana- Ej… Skąd się wzięły te klejnoty?

- Długa historia…- odparła Hazel- Spoczywa na mnie klątwa. Ponoć potomek Neptuna… yyy… Posejdona ma ją ze mnie zdjąć.

- Co?- powiedziałam- Dziecko Posejdona?

- Tak, a co?

- Jakby to powiedzieć…- zaczęłam.

- Jennette jest moją siostrą.- dokończył Percy

- Co?- wykrzyknęła Hazel- Ty zdejmiesz ze mnie klątwę?

- Nie wiem- przyznałam- A poza tym Tyson też jest dzieckiem Posejdona.

- Ale Tyson nie jest półbogiem.

-Dobra. Ok.- powiedziałam- Siadajcie. Właśnie rozmawialiśmy o tym, jak zniszczyć Aresa.

- Co?!- wrzasnął Frank- Nie ma mowy!

Z tego co stało się później, pamiętam tylko tyle, że Annabeth krzyknęła. Frank zmienił się w lwa i skoczył na mnie.

I jak wam się podoba ten rozdział? Co będzie dalej? Piszcie w komentarzach. Jakbyście chcieli zobaczyć, jak wyglądają Frank i Hazel, to są na zdjęciu w tle.

Rozdział 2. 2

Spałam sobie spokojnie, gdy usłyszałam huk. Zerwałam się z łóżka, wyobrażając sobie Aresa wybuchającego Obóz. Jednak do domku wpadł Tyson.

- Cześć, siostrzyczko!- wykrzyknął- Widziałem tatusia!

- Tutaj? W Obozie?- spytałam.

- Tak! Chodźcie, on chce was zobaczyć!

Obudziłam Percy’ego i poszliśmy nad jezioro. W wodzie stał Posejdon. Gdy nas zobaczył wyszedł. Trochę się zmienił od czasu, gdy go ostatnio widziałam. Urosła mu broda. Poza tym wyglądał tak jak pół roku temu, kiedy przyjechał pomóc nam uwolnić Afrodytę.

- Cześć.- powiedział- Miło was widzieć. Jak wiecie, szykuje nam się bitwa z Aresem

- Taaa. Też mi nowość- odparł Percy.

- Synu, grzeczniej- upomniał go bóg- albo zamienię cię w delfina.

- Już się nie odzywam.

- Tak więc- kontynuował Posejdon- jak już powiedziałem, Zeus wysłał mnie, abym poinformował was, że Olimpijczycy wam pomogą.

- Zaraz…- zaczął Percy- Hermes jest posłańcem bogów, więc czemu…

- Czemu wysłał mnie?- zgadł nieśmiertelny- Otóż poprosiłem go, bo chciałem was zobaczyć. A Hermes też się zgodził. Więc jestem.

- Aha. Ile potworów się już obudziło?- spytałam.

- Dużo.

- A dokładniej?

- Pół miliona. Ale cały czas budzi się coraz więcej.

- Ale zaraz…- ciągle nie rozumiałam jednej rzeczy- Dlaczego potwory współpracują z Aresem? Myślałam, że nie lubią bogów.

- To prawda, nie lubią. Ale Ares obiecał im mięso herosów w zamian za pomoc.

- Oj, no to musimy wygrać, bo nie mam ochoty na to, żeby jadły mnie jakieś mitologiczne badziewia.- stwierdziłam.

- Wiesz, przy takim poglądzie ja też jestem mitologicznym badziewiem. I ty również. Ale ja już muszę iść. Do zobaczenia.

Obróciliśmy głowy, bo Posejdon przyjmował teraz swoją prawdziwą boską formę. Po kilku sekundach zniknął w rozbłysku światła. Popatrzyliśmy chwilę w taflę wody, a później pobiegliśmy na śniadanie.

Podoba się wam? Piszcie w komentarzach, co będzie dalej.

A poza tym życzę wszystkim szczęśliwych Walentynek. <3 <3 <3

Rozdział 1. 2

Ranek, 15 października. Leżałam na łóżku i wpatrywałam się w zdobyty przeze mnie kilka miesięcy temu ogniowy miecz Aresa. Tak właściwie, to go nie zdobyłam, tylko dostałam nim w nogę. No cóż.

Usłyszałam stukot kopyt i pukanie do drzwi.

- Chwileczkę!- krzyknęłam i pobiegłam do łazienki

Ubrana i umyta wróciłam do pokoju. Otworzyłam drzwi. Do domku wszedł Chejron.

- Hej, Jennette.- powiedział- Percy, wstawaj!

Słychać było, że coś było nie tak. Chejron próbował mówić wesoło, ale zawsze, gdy tak robił, wiedziałam, że jest problem.

- Mamo…- wymamrotał Percy- daj mi niebieskiego naleśnika…

Tak jakby co, Percy lubił niebieskie jedzenie, które robiła mu mama.

- Mam nowe wieści- oznajmił nasz nauczyciel.

- Co się stało?- spytałam.

- Czemu zawsze gdy tu przychodzę, twierdzisz, że coś się stało?

- Tak… no to co się stało?

- Nie jest dobrze z Aresem. Budzi potwory, przyłączają się do niego bogowie…

- Jacy?

- Hades i… jakieś tam pomniejsze bóstewka.

- Och, no cóż.

- A co z domkami?

- Są już gotowe. Herosi z domków Hefajstosa i Ateny wczoraj wszystko skończyli. Przybyło dużo nowych półbogów.

Dobrze było słyszeć, że są jacyś NOWI półbogowie. Dotychczas to nas nazywano tymi nowymi. Chociaż w sumie, to jestem w Obozie już od ponad roku. Od mojego przyjazdu minęło już dużo czasu. Pojawiło się dużo nowych domków: Hadesa, Nemezis, Hebe, Iris i innych. Wszystko przez to, że półtora roku temu mój brat poprosił bogów, żeby uznawali każde swoje dziecko. Jak na razie dotrzymywali słowa. Ale bogowie to bogowie.

Chociaż nie wiem, czy nawet z taką armią damy radę pokonać Aresa…

I jak wam się podoba? Piszcie w komentarzach, co myślicie, oraz co się stanie dalej.

Ogłoszenia

Hej.

Dzisiaj zacznę pisać 2 część opowiadań, ale najpierw kilka ogłoszeń:

1. Aż do dzisiaj można było głosować na tło. Zdecydowanie więcej głosów zdobyło tło numer 1, więc zaraz je ustawię. :-D

2. Zapewne nie chcecie, żebym tu pisała o tym, co myślę, więc powiem szybko: Bardzo się cieszę, że czytacie mojego bloga, i mam nadzieję, że będzie go czytało jeszcze więcej osób.

3. Proszę, polecajcie tego bloga znajomym i lajkujcie jego stronę na fb.

4. Chciałabym jeszcze podziękować wszystkim, którzy komentują, a szczególnie Dianie, Xxx i Domie. Komentujcie dalej, to mnie motywuje do pisania. :-)

To chyba wszystko. Już za chwilę 1. rozdział 2. części opowiadań.

Youla

PS. Zostaw komentarz.