Rozdział 23 2 Dlaczego nie chcecie mi uwierzyć?

- Co proszę?- powtórzył Leo, bo nie padła odpowiedź.

- To, co słyszysz.- odparł Percy- Dobrze wiem, że jesteś szpiegiem.

- Wcale nie!- krzyknął Valdez- Kto ci tak powiedział?

- Jennette.- skłamał mój brat.

- Co?!- chłopak spojrzał na mnie, a na końcach jego palców zatańczyły płomienie- To prawda?!

- Nie!- zaprzeczyłam.

- Czemu?!- wrzeszczał syn Hefajstosa- Myślałem, że mnie lubisz! Więc to była część waszego planu, tak?

- Jakiego planu?- nie zrozumiałam- O czym ty mówisz?!

- Jak to jakiego?- odparł Leon- Waszego planu! Twojego, Aresa i Clarisse! I tej.. jak jej tam… Megan!

- Nie! Nie jestem szpiegiem!- krzyknęłam.

- Tak, jasne. Percy, miałeś rację.- chłopak spojrzał na Jacksona, a potem z powrotem na mnie- Teraz już wiemy, kto jest szpiegiem.

Nie, nie mogę w to uwierzyć. Leon i Percy myślą, że jestem szpiegiem. Stałam w miejscu i myślałam o tym, kto jest szpiegiem. Oto co wymyśliłam:

Głównym podejrzanym o bycie zdrajcą jest cały czas Jason Grace. Ostatnio wydawał mi się zbyt miły. I to tylko dla mnie. Najpierw pomógł mi wydostać się z podziemnego basenu w domku nr 3, później uratował mnie, kiedy spadałam ze ścianki. Co w tym dziwnego? To, że dzieci Zeusa i Posejdona niespecjalnie się lubią. Jason i Percy wiele razy się kłócili albo walczyli ze sobą. Więc dlaczego Grace ma być miły akurat dla mnie?

Hazel też mogłaby być szpiegiem. W końcu jej symbol to śmierć, a w przepowiedni była mowa o tym, że śmierć i woda nie mogą iść razem. Ale córka Plutona na pewno nie jest zdrajcą. Dlaczego? Szpieg musi walczyć na Bitwie W Hadesie, a, jak od dawna wiadomo, Hazel zostaje w Obozie. To wyklucza ją z grona podejrzanych.

A może… Nie. Koniec z tym oskarżaniem. Byłam zła sama na siebie za to, że myślę, kto z moich przyjaciół jest zdrajcą. Kto nim jest, okaże się jutro, podczas walki.

- Ej, zdrajczyni wymyśla nowy plan zagłady Obozu?- zakpił Leon- Już się boję!

- Dlaczego nie możecie mi uwierzyć?!- krzyknęłam.

- Dlatego, bo nie ma w co wierzyć.- powiedział Valdez- Wszystko się już wyjaśniło. Wiemy, że jesteś szpiegiem.

- Jeśli wy nie chcecie mi wierzyć, może Annabeth będzie chciała!- wrzasnęłam i zaczęłam biec w stronę domku Ateny.

- Oczywiście!- zawołał za mną Percy- Uważaj, bo jeszcze się zdziwisz…

Rozdział 22 2 Ja wiem, kto jest szpiegiem!

Do wieczora siedziałam sama w domku. Dopiero około dwudziestej przyszedł Percy.

- Oh, witam Pana Szpiega. Jak leci?- wypaliłam.

- Witam panią oskarżycielkę. A leci tak, że ty zaraz stąd wylecisz, jeśli się nie przymkniesz…- odparł chłopak.

- Nadal mi nie wierzysz?- spytałam.

- Nie.- przyznał Jackson- Poza tym nie rozmawiam z tobą.

- Nie wiem, jak my pojutrze pójdziemy do tego Hadesu.- oznajmiłam.

- Jeśli się boisz nie musisz iść.

- Pozwól, że sama będę decydowała o tym, co muszę, a czego nie.

- Jak chcesz. Idę spać, o Pani Valdez.

-Przywalić ci?

- No dawaj, tylko na to czekam.

- To jeszcze sobie poczekasz. W kolejce przed tobą stoi Clarisse.

- Popieram.

- Dobranoc, Glonomóżdżku.

- Ej, tylko Annabeth wolno tak na mnie mówić!

- Pozwoliła mi.

- Do widzenia.

Percy położył się na łóżku i przykrył głowę poduszką. Chwilę później ja także położyłam się spać.

Następnego ranka nadszedł czas na śniadanie. Byłam wkurzona, bo ja i Percy jesteśmy jedynymi półbogami z domku Posejdona, przez co siedzimy przy stole sami.

Gdy podeszłam do naszych miejsc Jackson już jadł. Naprzeciwko niego leżał drugi talerz, na którym były trzy niebieskie naleśniki. Usiadłam przy stole i zabrałam się do jedzenia.

- To nie dla ciebie.- oznajmił Percy.

- A dla kogo, jeśli można wiedzieć? Może dla twojego najlepszego przyjaciela Szpiega Jasona?

- Wiesz co?!- krzyknął syn Posejdona- Daję głowę, że wiem, kto jest szpiegiem! Jest nim syn Hefajstosa, Leon Valdez!

- Co proszę?!- powiedział Leon, który podchodził właśnie do naszego stolika, żeby się przywitać…

Rozdział 21 2 Kłótnia

Wbiegliśmy do domku nr 3.

- Percy! Komoda! Szybko!- krzyknęłam. Brat pomógł mi przesunąć szafkę. Teraz nie dało się wejść do domku drzwiami.

- Dobra. Mów co się stało?

- Zaczekaj. Chodźmy na dół. On zaraz tu będzie.

Zeskoczyłam przez dziurę w podłodze (tak, nadal nie naprawioną. Mamy ważniejsze sprawy na głowie. Choćby przeżyć.), Jackson za mną. Po chwili siedzieliśmy nad pustym basenem.

- Teraz powiesz mi, co się stało?!- mój brat się zdenerwował.

- Ok. Jak spadałam Jason mnie uratował, ale to już wiesz. Później powiedziałam, że to już drugi raz i spytałam, jak mam się odwdzięczyć. On odparł ,,Czego się nie robi dla PRZYJACIÓŁ?”.

- No i co w tym dziwnego?

- To, że Megan powiedziała, że któryś z naszych przyjaciół jest szpiegiem.

- I to ma być akurat Jason?

- A kto inny?

-A może Leon jest szpiegiem?!- krzyknął Percy- Co?!

- CO?! Nie, nie ma mowy!

- Nie wydaje ci się, że jest jakiś taki ZBYT MIŁY dla ciebie?!

- Nie… nie mogę uwierzyć…

- To uwierz!

- A może to TY jesteś szpiegiem?!

- Co?!- syn Posejdona wyszedł z siebie- Nie będę z tobą rozmawiał, jeśli uznajesz własnego brata za zdrajcę! Nie dość, że musimy zostawić Hazel, to jeszcze ty twierdzisz, że Jason jest z nami nieszczery. I uznajesz mnie za szpiega!

Jackson wczołgał się na górę przy pomocy skrzynek po coli, odsunął komodę i wyszedł z domku. A ja zostałam, siedząc nad brudną dziurą, która kiedyś była basenem.

Rodział 20 2 Jesteś szpiegiem?

Na szczycie ścianki wszystkim zmroziło krew w żyłach. Najwyższa półka była około 25 metrów nad ziemią. Ja i Leon stanęliśmy na niej w tej samej chwili. Żeby wygrać wystarczyło zdjąć ze stojaka czerwoną obręcz.

- No, Valdez, odsuń się. Chcę już wygrać.- uśmiechnęłam się.

- Tak, jasne. Już się odsuwam.- Chłopak przysunął się bliżej trofeum.

- Ej, w drugą stronę.- udałam obrażoną.

- Chyba śnisz!

- Leo, uciekaj stąd, póki ci pozwalam!- zrobiłam krok w jego stronę i lekko popchnęłam.

- Teraz tak chcesz się bawić?- odparł żartobliwie.

Podszedł do mnie i popchnął do tyłu. Chciałam stanąć na półce, ale jej tam nie było…

Zaczęłam spadać. Wszystko działo się za szybko, żebym mogła otworzyć źródełka. Popatrzyłam na twarze siedzących na trybunach obozowiczów. Wśród nich znalazłam Percy’ego i szóstkę moich przyjaciół. Jackson zamarł, a jego twarz zrobiła się biała.

Byłam 5 metrów nad ziemią, kiedy ktoś mnie złapał. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że lecimy.

- Jason?!- próbowałam przekrzyczeć wiatr.

- To ja!- odkrzyknął chłopak.

Po kilkunastu sekundach wylądowaliśmy na stadionie. Wszyscy zaczęli bić brawo. Mój brat cały czas siedział wciśnięty w krzesło.

- Wielkie dzięki.- powiedziałam pełna podziwu.

- Nie ma za co.

- Ale trzeba przyznać, refleksu ci nie brak.

Grace się uśmiechnął.

- Jak ja ci się odwdzięczę?- ciągnęłam- Już drugi raz mnie ratujesz.

- Oj tam oj tam. Czego się nie robi dla przyjaciół?- ostatnie słowo wymówił głośno i wyraźnie, tak, jakby z trudem przechodziło mu przez gardło…

- Zaraz…- zaczęłam- Drugi raz… przyjaciół…

- Coś nie tak?

- Ty jesteś szpiegiem?!- wypaliłam.

- Co?! Nie!- odparł Jason.

- Percy!- zaczęłam przeskakiwać fotele i pędzić w stronę brata- Percy!

- Co? Co się stało?- spytał Jackson gdy dobiegłam.

- Szpieg… Jason…

- Jason jest szpiegiem?! Skąd ci to przyszło do głowy?!

- Później! Uciekaj!

Percy zerwał się z fotela i pobiegliśmy do domku.

Rozdział 19 2 Wspinaczka

Podczas ćwiczeń nic się nie stało, co było dziwne. Najpierw wspinaliśmy się na ściankę, więc stworzyłam pod nią ochronę ze źródełek, która, na moje nieszczęście, uratowała życie Connorowi Hood. A już dali mi spokój.

- Dzie… Dziękuję za ratunek- wyjąkał syn Hermesa trzęsąc się z zimna.

- Nie ma sprawy…- wycedziłam. Wiedziałam, że zaraz zacznie się jazda.

- Nie, na… naprawdę dziękuję… Jak mogę ci się odwdzięczyć?

- Nie trzeba, nie musisz się ,,odwdzięczać- bardziej rozkazałam, niż powiedziałam.

- Ale ja naprawdę chcę. Gdyby nie ty, pływałbym teraz w lawie.

- No skoro tak… Ale na serio nie trzeba. Wracam na  ściankę.

- Dobrze… do zobaczenia.

- Cześć.

Ponownie wskoczyłam na najbliższą drewnianą półkę. Zaczęłam wspinać się po wystających prętach. Działały one tak, że osoba wchodząca z drugiej strony mogła przepchnąć pręt w moją stronę lub pociągnąć do siebie, a wtedy spadam. Oczywiście po przejściu kilku metrów jeden z prętów został przeciągnięty na drugą stronę. Szkoda, że był to ten, na którym postawiłam nogę.

Złapałam się w ostatniej chwili. Zaraz potem ktoś zabrał z mojej strony ścianki kolejne pręty. W końcu udało mi się dotrzeć do najbliższej dziury. Popatrzyłam przez nią, ciekawiło mnie, kto tak bardzo chce, żebym spadła. Mogłam się domyślić.

Kolejne pręty były przeciągane na przeciwną stronę. Zostały mi tylko dwa. Próbowałam wyciągnąć tamte z powrotem, ale ktoś je trzymał.

- Kto tam jest?- krzyknęłam- Czemu chcesz, żebym spadła?

Odpowiedział mi ten CHARAKTERYSTYCZNY śmiech.

- Leon?!

- Cześć, jak leci?

- Super, a u ciebie?- odparłam sarkastycznie.

- U mnie też. Właśnie próbuję zrzucić ze ścianki taką jedną.- zaśmiał się.

- Fajnie, ale co ta jedna ci zrobiła?

- Nic mi nie zrobiła. Nawet mi pomogła.

- Oh, a w jaki sposób?

- Pomogła mi zapomnieć o Kalipso.

- Oh, no to musisz jej jak najszybciej podziękować, i może kupić coś ładnego…

- Tak, jeszcze czego. Wspinaj się, bo cię zrzucę.

- Chyba ja ciebie, Valdez.

Zaczęliśmy się wspinać wyżej i wyżej.

I jak wam się podoba ten rozdział? Piszcie w komentarzach.

Pewnie już zauważyliście, że na blogu jest nowa zakładka pt. ,,Herosi”. Są tam informacje o głównych bohaterach opowiadań. Oprócz tego są jeszcze dwie zakładki: ,,Blogi przyjaciół” i domek. W zakładce ,,Blogi przyjaciół” są polecane blogi, a w domku opowiadania.

Rozdział 18 A jednak Podziemie

- Że co?!- krzyknął Percy- Nie pójdę już więcej do Hadesu!

- Spokojnie, nie wiemy, czy to prawda. Może chcieli nas tylko nastraszyć?

W tym momencie przygalopował do nas Chejron.

- Hej, młodzieży- powiedział- No, mam niezbyt dobre wieści.

- Co się stało?

- Za trzy dni idziecie bić się do Podziemia.

- Ha!- wrzasnął Jackson- Mówiłem?!

- Uspokuj się, Percy- rozkazał centaur.

- Nie pójdę tam już więcej!

- Musisz iść.- powiedziałam- Inaczej przegramy.

- Nie.

- Percy, proszę…- popatrzyłam na niego smutnymi oczami.

- No nie wiem… Ale jak wrócimy…

- Jeśli wrócimy- przerwałam mu.

- Zrobisz mi 50 niebieskich naleśników?

- Tak, zrobię ci nawet sto, tylko chodź z nami.

- Na pewno?

- Jasne, bracie. A dasz mi jednego?

- Nie.

- Dzięki za szczerość.

- No, koniec tych pogaduszek.- Chejron wyglądał, jakby miał dość- Niedługo słońce zajdzie, a trzeba trenować! Do roboty!

Pobiegliśmy na polanę krzycząc i żartując.

Rozdział 17 2 Zostawmy Hazel

- Nie rozumiem.- przyznał Percy- Woda to my- dzieci Posejdona. A śmierć to… Hazel. Ona jest córką Plutona, czyli rzymskiego Hadesa.

- A z przepowiedni wynika, że woda i śmierć nie mogą iść razem.- powiedziałam- Czyli… Gdybyście poszli beze mnie zostałbyś ty i Hazel. Odpada.

- A jeśli zostawilibyście mnie, nadal byłyby woda i śmierć. No więc…

- Musimy zostawić Hazel.- dokończyłam.- Wtedy będzie nas ośmioro. Tak, jak w przepowiedni.

- Ośmioro? Czekaj, sprawdzę- Jackson zaczął liczyć na palcach- Tak, ośmioro. Ja, ty, Annabeth, Diana, Frank, Jason, Piper i Leon.

- Tylko teraz nasuwa się pytanie… Gdzie mamy iść?

- Nie wiem.- odparł Percy- Byle nie do Hadesu!- zaczął się śmiać.

- Dobrze mówisz, synu Posejdona..- podeszło do nas dwóch synów Aresa. Wcześniej widocznie czaili się w krzakach.

- Co? Skąd wy się tu wzięliście?- zdziwił się mój brat.

- Nie interesuj się. Powinno cię obchodzić, gdzie się znajdziesz za trzy dni…

- Co? Nie, tylko nie mów, że mamy iść do Podziemia…

- Dobrze, nie powiem.

- Mogłem was od razu załatwić…- wycedził Percy.

- Nie, Perseuszu Jacksonie, nie możesz nas zabić. Jeśli to zrobisz, nasz ojciec trafi cię mieczem i spłoniesz. A twoi przyjaciele przegrają.

- Już nie mogę się doczekać- powiedział sarkastycznie syn Posejdona.

- Na razie odejdziemy bez walki.- oznajmił ,,pracownik” Aresa- Do zobaczenia na Bitwie W Hadesie, dzieci morza.

Rozdział 16 2 Przepowiednia

- Hej. Jestem Rachel- przedstawiła się dziewczyna, kiedy do nas dotarli.

- Cześć. Jennette- podałam jej rękę- No to co za przepowiednię miałaś mi powiedzieć?

- Chodź, przejdźmy się kawałek dalej. Musimy być same.

Odeszłyśmy kilkadziesiąt metrów, kiedy oczy Rachel zrobiły się dziwnie czerwone.

- Ej, co się dzieje?- zdziwiłam się.

- Zbliż się, pytający.

- Co? Aha… No to… Jak się potoczy nasza historia z Aresem?

- Ośmioro herosów
czeka wyzwanie.
Inny gdy nie pójdzie
Nic mu się nie stanie.
Bo woda i śmierć
To złe zestawienie.
Przyniesie półbogom
Tylko pognębienie.

- Co to znaczy?- spytałam, ale oczy Rachel przybrały normalny odcień.

- Przepowiednia to przepowiednia. Nie dowiesz się, co znaczy, póki się nie spełni.

- Nie wiem, czy chcę, żeby się spełniła.

- Dobrze, wracajmy do reszty.

Poszłyśmy do Percy’ego i Chejrona.

- Chodź, Rachel, odwiozę cię do wielkiego domu. Wskakuj na grzbiet- powiedział centaur. Wyrocznia wsiadła i odjechali.

- I czego dotyczy przepowiednia?- spytał mnie syn Posejdona.

- Właściwie to nie wiem dokładnie… Jest w niej mowa o ośmiorgu herosów… O innym, który nie może iść… A jeśli pójdzie, to coś mu się stanie… I o tym, że woda i śmierć nie mogą iść razem… I…

- Zaraz, co?- zdziwił się Percy.

- Gdzie?

- Woda i śmierć? Co z nimi?

- Dokładnie było tak:
,,Woda i śmierć to złe zestawienie
Przyniesie herosom tylko pognębienie”…

I jak wam się podoba moja pierwsza przepowiednia? Macie pomysły na następne, bo teraz Rachel będzie się pojawiała częściej? Piszcie w komentarzach.

Papapapapa

Rozdział 15 2 Wyrocznia

Gdy dolecieliśmy do Obozu, czekało nas dużo niespodzianek. Na polanie niedaleko jeziora zebrali się wszyscy półbogowie oraz Chejron.

- Oh, wreszcie jesteście. Percy, Jennette, ugasiliście pożar?- spytał centaur, gdy wylądowaliśmy.

- Oczywiście- przytaknął syn Posejdona.

- A czemu wy jesteście przywiązani do krzeseł?- zdziwił się Chejron.

- W skrócie: szliśmy lasem, nadbiegły dzieci Aresa, zaciągnęły nas na polanę i przywiązały tym niezniszczalnym sznurem.

- Oni nie spoczną, dopóki nas nie pokonają. Cały czas są gdzieś w lesie.- zauważył Percy.

- To prawda- przytaknął Frank, który był z powrotem człowiekiem.

- Wiesz, nie obraź się, stary…- zaczął Jackson- właściwie to powinieneś się cieszyć… Wydaje mi się, że im zależy na nas. Na mnie i na Jennette. My im się najbardziej naraziliśmy.

- Percy ma rację- zgodził się Chejron- Dlatego teraz Jennette musi odegrać swoją rolę- posłał w moją stronę sztuczny uśmiech.

- Co mam zrobić?- spytałam i równie nienaturalnie się uśmiechnęłam.

- Percy, wytłumacz siostrze, co ma zrobić, a ja biegnę po Rachel.

- Jaką Rachel?- zapytałam brata.

- No więc, chodź, przejdziemy się.

- Byle nie do lasu.

Odwiązano nas od krzeseł i poszliśmy w stronę pól truskawek.

- Dobrze, więc tak: Rachel Dare to śmiertelniczka widząca przez mgłę. Rozumiesz?

- Mhm- przytaknęłam.

- Pracuje w Obozie jako wyrocznia. Nie wiem, czy ją kiedyś spotkałaś. Zachowuje się normalnie. Tylko, gdy ktoś chcę usłyszeć przepowiednię, wtedy jej odbija.

- Aha. I ona ma mi powiedzieć przepowiednię?

- Tak.

W tym momencie zauważyliśmy Chejrona. Na jego grzbiecie jechała rudowłosa dziewczyna.

Rozdział 14 2 Lecimy z krzesłami

Las płonął, a my czekaliśmy. W końcu nad drzewami przeleciał wielki orzeł. Na jego grzbiecie siedziało sześcioro półbogów.

Zaczęliśmy krzyczeć. W końcu nasi przyjaciele nas zobaczyli i ptak wylądował koło krzeseł.

- Percy!- wykrzyknęłam.

- Hej, siostrzyczko.- odparł bestrosko mój brat- Wiesz jak fajnie jest lecieć na orle nad lasem? Zaraz się przekonasz. Wsiadajcie, Clarisse tu idzie.

- Tak… Gdybyś chciał wiedzieć, nie mamy jak.- nadal byliśmy przywiązani do krzeseł.

- Czekaj, przetnę te sznury- powiedział Jackson i zeskoczył na ziemię.

- Percy, nie!- krzyknęłam, niestety za późno. Chłopak zamachnął się i miecz dotknął więzów. Poleciały iskry. Po chwili naszym oczom ukazał się w połowie stopiony Orkan.

- Super…- jęknęła Annabeth.

- Spokojnie, naprawi się- powiedział Percy, zamienił Orkan w długopis i schował do kieszeni.*

Po chwili wyjął go i zmienił z powrotem w broń. Miecz cały czas był stopiony.

- Oj… nie naprawi się.

- Spoko, stary- powiedział Leon- Ja ci go naprawię, tylko weźcie nas stąd.

Nasi przyjaciele wciągnęli nas z krzesłami na grzbiet ptaka Franka i chwilę później lecieliśmy ponad drzewami. Oczywiście nie obyło się bez walki. Przebyliśmy zaledwie kilkadziesiąt metrów, gdy ktoś rzucił w nas płonącym nożem. Lecący przedmiot obciął połowę nogi krzesła, na którym siedział Leo. Syn Hefajstosa spadłby, gdybym nie złapała go za rękę i nie wciągnęła z powrotem na grzbiet orła.

- Dzięki za ratunek- powiedział Valdez.

- Nie ma za co- odparłam- Chociaż fajnie by było zobaczyć, jak spadasz w sidła Clarisse przywiązany do krzesła.- zaśmiałam się.

- Ej, to nie prawda- dodał chłopak i udał obrażonego.

- Prawda, prawda…- powiedziałam. Zaczęliśmy się śmiać.

- Prawda czy nie prawda, lecimy dalej- oznajmiła Annabeth i poszybowaliśmy w chmury.

*Objaśnienia*
Percy ma magiczny miecz Orkan, który składa się w długopis. Jeśli go zgubi, miecz trafi z powrotem do jego kieszeni.