Przycisk!!!

Hej.

Możliwe, że niektórzy już zauważyli: na górze strony (w prawym górnym rogu zdjęcia w tle) pojawił się przycisk z logiem Facebooka. Gdy go klikniesz przenosisz się na stronę tego bloga na Facebooku.

Proszę wszystkich o lajki!!!

Rozdział 31 2 Epilog

Świetny widok. Zdenerwowane i płaczące dzieci Aresa. Sam bóg odpływający powoli w dół rzeki. Uśmiechnięte twarze Percy’ego i moich przyjaciół. I jeszcze ten, kto pomógł mi ostatecznie pokonać Aresa- Leon.

Cała nasza ,,dobra” ósemka się uśmiechała. Chyba do końca nie wierzyliśmy w to, że wygraliśmy. Ta radość nie mogła jednak trwać długo- mieliśmy stoczyć walkę z półmilionową armią potworów.

Na początku szło nam dobrze: Percy siekał wrogów na kawałeczki. Annabeth nie była gorsza. Latający Jason rozwalał w powietrzu potwory zwane gryfonami. Piper obcinała swoim mieczykiem nogi wężowych kobiet. Frank w postaci szerszeni żądlił każdego napotkanego nieprzyjaciela. Diana rzucała we wszystkie strony znalezionymi granatami. Ja i Leon zajęliśmy się dziećmi Aresa.

- Co zrobiłaś z moim ojcem?!- wrzasnęła na mnie Clarisse.

- To, co trzeba było zrobić już dawno temu!- odparłam.

- Jennette!- krzyknęła nagle Megan- Możemy pogadać?

- Nie rozmawiam z tobą!- oznajmiłam- Poza tym jestem zajęta!

Kiedy wrogowie zaczynali nas otaczać, Leon wykorzystał swoje zdolności, a ja swoje chwilę potem.

Chłopak stworzył dookoła nich dwumetrową ścianę ognia. Ja zaraz za nią postawiłam wodny mur. Ognia nie dało się zgasić wodą, wody nie można było wysuszyć ogniem. I tak sobie siedziały Clarisse, Megan i ich rodzeństwo.

Gdy spojrzałam na pole bitwy, nie było na nim nikogo oprócz naszej olimpijskiej armii i złapanych dzieci Aresa.

 

Gdy wróciliśmy do Obozu Herosów i wszyscy zdążyli nam już pogratulować, zebraliśmy się w ósemkę w domku Zeusa i podsumowaliśmy Bitwę. Uznaliśmy, że Ares nieprędko pojawi się na Olimpie. A oto co wymyśliliśmy na temat przepowiedni:

Ośmioro herosów            to Leon, ja, Diana, Percy, Annabeth, Jason, Frank i Piper.
czeka wyzwanie.            
czyli Bitwa.
Inny gdy nie pójdzie        Tutaj chodziło o Leona.
Nic mu się nie stanie.     Gdyby nie poszedł, nie wpadłby do rzeki.
Bo woda i śmierć             Tu nigdy nie chodziło o Hazel, tylko o Nica!
To złe zestawienie.           Di Angelo i ja nie możemy rozmawiać ani walczyć.
Przyniesie półbogom       czyli Obozowi
Tylko pognębienie.          przez Nica prawie przegraliśmy.

Gdy to wymyśliliśmy w stołówce zaczynali wydawać kolację, więc wszyscy oprócz Jasona wyszli. Mnie Grace zatrzymał w drzwiach.

- Zostań. Muszę ci coś powiedzieć.

- Co?- odparłam.

- Chcesz wiedzieć, dlaczego tak się zachowywałem?

- No… tak. Dawaj.

- No więc… powiem wprost.

- Tak?

- Chce się oświadczyć Piper. Tylko nie wiem, jak.

- CO PROSZĘ? JASON! PIPER BĘDZIE ZACHWYCONA!

- No nie wiem…

- MASZ PIERŚCIONEK?! POKAŻ!

Chłopak wyjął z szuflady małe pudełeczko.

- Co? Trzymasz pierścionek w szufladzie?- zawołałam- Nie boisz się, że Piper go znajdzie?

- Nie. Właśnie dlatego chcę się jej oświadczyć. Bo nie szpera w moich rzeczach w poszukiwaniu biżuterii.

Zaczęliśmy się śmiać. Jason pokazał mi zawartość pudełeczka. Powiem tylko, że pierścionek wyglądał pięknie, a Piper oszaleje z radości.

Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Jason wepchnął pudełko pod poduszkę. Sekundę później do pokoju wpadł Leo.

- Jennette, idziesz? Dzisiaj naleśniki!

- Idę, idę. Cześć, Jason.

Wyszliśmy z domku. Było cicho, gdy…

- WSZYSTKIE PANIE KOCHAJĄ LEONA!!!!!- krzyknął Valdez i pobiegliśmy do stołówki.

 

I tak się kończy druga seria opowiadań. Chcecie trzecią? Jeśli tak, to czekam na komentarze. Macie jakieś pomysły na nazwiska dla Jennette i Diany? Piszcie je pod zakładką ,,Herosi”.

Papapapapapapapapapapapapapa

Youla

 

WSZYSTKIE PANIE KOCHAJĄ LEONA!!!!!

Rozdział 30 2 Ogniem i wodą

- Leon!- krzyknęłam. Chłopak zanużył się w wodzie całkowicie i zaczął płynąć z nurtem rzeki.

Ares się zaśmiał.

- Dziękuję szpiegu.- popatrzył na syna Hadesa- Znakomicie wykonałeś swoje zadanie.

Zignorowałam boga wojny i podbiegłam do brzegu. Chciałam skoczyć, ale poczułam, że ktoś mocno trzyma mnie za ramię.

- Nie rób głupstw.- upomniał mnie Percy, który stał za mną- Leo sobie poradzi.

- Co jeśli on wszystko zapomni?!- zawołałam. Po chwili jednak opamiętałam się. Jeśli Jacksona trzymały myśli, to Valdeza też będą trzymały.

- Ty głupku!- zwróciłam się do Aresa- Durny bożku!

- Jennette, uspokuj się.- przerwał mi ojciec Clarisse- Nie wystarczy ci, że ten chłopak musiał ucierpieć? Chcesz, żebym cię trafił mieczem?

Gdy to powiedział, moja złość przeniosła się na inną osobę…

- Nico?! Czemu to zrobiłeś?!

- Czemu?!- odparł di Angelo- Bo wybrałaś jego!

- Co proszę?!- krzyknęłam- Ja NIKOGO nie wybierałam!

- Jak to nie?! Odkąd Leon wrócił do Obozu ani razu nie przyszłaś do mojego hangaru!

- Co?! Zrobiłeś to, bo byłeś zazdrosny?!

- Zrobiłem to, bo nie mogłem znieść tego, że wolisz Leona!- wrzasnął szpieg.

- Ty masz nierówno pod sufitem!- stwierdziłam.

- Jenn, po prostu nie mogłem wytrzymać…

- Nie obchodzi mnie to! Nie masz prawa zdrabniać mojego imienia! Ani w ogóle go wymawiać!

- To jak mam mówić?

- Po nazwisku!

- Nie znam go.

- No widzisz?! Widocznie nie jest ci pisane W OGÓLE do mnie mówić!

- Jenn…

- Nie!

- Jennifer…

- CO PROSZĘ?!- wyszłam z siebie- Ty to robisz specjalnie, czy naprawdę jesteś taki tępy?!

- Przepraszam!

Machnęłam ręką. Z gleby wyskoczyły trzy źródełka. Chwilę później Nico leżał na ziemi cały mokry.

- Nie znoszę cię!- wrzasnęłam- Nie zbliżaj się do mnie!

- Uspokój się w tej chwili!!!!!- ryknął na mnie bóg wojny.

Wskoczyłam na wodę, która uformowała się w falę i po chwili źródełka niosły mnie w kierunku Aresa. Gdy byłam od niego dwa metry wyciągnęłam miecz. Percy i moi przyjaciele cały czas zajmowali się pokonywaniem potworów.

- Nie zasługujesz na miejsce na Olimpie!- wrzasnęłam i zamachnęłam się. Nagle miecz zaczął wyrywać mi się z ręki.

- Nie wiesz, że mój miecz słucha MNIE?!- wróg się zaśmiał.

- Wiem, ale dzisiaj posłucha mnie!- odparłam i skoczyłam na boga. Woda zalała mu oczy, uszy, nos i usta. Nie pomyślałam o tym, że Ares także ma moce. Gdy tylko broń przebiła jego skórę, po mieczu w moją stronę zaczęły podążać płomyczki ognia. Kiedy niechcący dotknęłam jednego z nich, zaczął piec mnie palec. Uwierzyłam, że nie dam rady sama pokonać nieśmiertelnego. Pomimo tego dalej zadawałam bogowi ciosy. Z ran spływał ichor, czyli złota krew bogów. Wtedy woda połączyła się z ichorem, a dalej było już tylko lepiej.

Połączenie krwi i morskiej wody PODWOIŁO moją moc. Ojciec Clarisse zaczął się krztusić. Jednak po kilku minutach udało mu się opanować sytuację. Za to ja się zmęczyłam.

Wbijałam akurat miecz w ramię wroga, kiedy usłyszałam krzyk:

- Jennette, zeskakuj!!!

Nie wiedziałam, kto krzyczał, ale posłuchałam. Skoczyłam na ziemię z wysokości kilku metrów. Na szczęście nie zrobiłam sobie nic poważnego- tylko skręciłam kostkę i przecięłam skórę na kolanie.

Nagle Aresa trafiła OGROMNA ilość ognia. Przez chwilę nieśmiertelnego nie było widać. Potem zdezorientowany bóg przechylił się w powietrzu. Minutę później leżał pokonany w Styksie i powoli odpływał z nurtem rzeki.

Rozdział 29 2 Jak mogłeś?!

Potwory podchodziły coraz bliżej. Stały zarówno za nami, jak i po bokach i po drugiej stronie rzeki. Powiem tylko tyle, że nigdy w życiu nie widziałam tylu potworów naraz. Chejron nie kłamał, było ich więcej niż pół miliona. Ares porządnie się przygotował.

Nigdzie nie było widać boga wojny. Pewnie czai się gdzieś i czeka na odpowiedni moment.

- Dobra, już rozumiem, o co chodzi.- oznajmił Nico, kiedy Annabeth i Piper skończyły mu tłumaczyć cały plan.

- No to co teraz robimy?- spytał Percy.

W Podziemiu zadudnił głos:

- PRZEGRYWACIE, PANIE JACKSON.

- To Ares.- powiedziała Diana.

- Nie no, nie wpadłem na to! Najmądrzejsza to ty nie jesteś…- zawołał Jason.

No nie! Tego już za wiele.

- Ej!- wtrąciłam się- To, że coś ci nie pasuje, to nie znaczy, że musisz obrażać moją przyjaciółkę! Ty wpadłeś na to, że to głos Aresa? Nie sądzę.

- Uważaj co mówisz.- syknął Grace.

- A ty uważaj, żeby coś ci nie spadło na głowę.

Dlaczego to powiedziałam? Ponieważ w tej chwili zobaczyłam boga wojny zlatującego ze sklepienia.

- Jakże miło cię widzieć, Jennette.- zagrzmiał ojciec Clarisse.

- Ciebie też, drogi wujku.- odparłam- Mówiłam już, że źle ci w tych spodniach?

Twarz nieśmiertelnego zrobiła się BARDZO czerwona.

- Jak śmiesz nazywać mnie swoim wujkiem?!- wrzasnął- Nigdy więcej tak nie rób!

- Oczywiście, wujaszku.

- ?!!!?

- Oj, wujciu, nie denerwuj się.- nie dawałam za wygraną- Wtedy jesteś jeszcze brzydszy.

- RAAAAAAAAAAAARRRRRRGGGGGGGGHHHHHHHHHHH!!!!!!!

- Chociaż w sumie… nie wiem, kto by chciał mieć TAKIEGO wujka?

- Oh, ja na pewno nie.- powiedział Percy.

- Za późno, bracie.- wtrąciłam- Ty też masz już najgorszego wujka na świecie.

Ares nie wytrzymał. Rzucił we mnie kilkanaście ognistych mieczy, ale się obroniłam. Gdy to zobaczył, krzyknął:

- Głupi herosi!!! Myślisz, że jesteś lepsza, tak?! Zobaczymy, jak sobie poradzisz z moją armią! POTWORY, DO ATAKU!!!

Przeciwnicy ruszyli. Bóg wojny nadal wrzeszczał:

- Szpiegu, wykaż się!!! Pomścij mnie!!!

Potwory były coraz bliżej. Z minuty na minutę cofaliśmy się w stronę rzeki. W końcu staliśmy już tylko metr od brzegu.

Wszyscy krzyczeli, ale ja zwróciłam uwagę na jeden dźwięk. Plusk. Popatrzyłam w bok. Nico, mający nienaturalnie czerwoną twarz, stał oparty o miecz i dyszał. Lea nigdzie nie było widać.

Po kilkunastu sekundach coś sobie uświadomiłam:

To Nico di Angelo popchnął do Styksu Leona Valdeza.

Rozdział 28 2 Czas zacząć walkę.

Po drodze zaatakowało nas wyjątkowo mało potworów, tak, jakby Ares CHCIAŁ, żebyśmy dotarli na Bitwę. W połowie drogi z krzaków wyskoczyło 10 kobiet, które zamiast nóg miały ogony węży. Percy podszedł do nich, żeby walczyć, ale Jason go uprzedził.

- Pozwól, że ja to załatwię.- bardziej rozkazał, niż zaproponował Grace.

No nie. Jest wredny. Jest szpiegiem? Nie wiem. Zaraz się okaże.

Im bliżej byliśmy wejścia do Podziemia, tym częściej i realniej myślałam o ucieczce. W końcu będziemy walczyć w 9 osób przeciwko armii Aresa liczącej prawie pół miliona potworów.

Po dwóch godzinach podróży doszliśmy do wejścia do Hadesu.

- Wchodzimy?- spytał Percy.

- Nie.- odparła sarkastycznie Annabeth- Uciekamy. JASNE, że wchodzimy.

- Nie krzycz na mnie, bo się zmęczysz.- powiedział Jackson.

- Kto pierwszy?- wtrącił Frank. Popatrzył w bok i zorientował się, że Hazel nie ma. Została w Obozie.

- Wchodźmy tam szybko, bo zaraz piorun mnie trafi.- oznajmił niecierpliwiący się Jason.

Piorun… I tu cię mam! Zeus, ojciec Jasona, włada piorunami. Jeśli miałby trafić jednym własnego syna, to znaczy, że ten zrobił coś złego. Albo dopiero zrobi…

Weszliśmy do Podziemia. Najpierw Percy i Ann, po nich ja, Diana i Leon, potem Frank, a za nim Piper. Grace szedł na końcu.

- Gdzie dalej, panie i pani przewodnik?- zapytałam swojego brata i córki Ateny.

- Otóż, idziemy teraz ścieżką prowadzącą do rzeki o nazwie Styks.- wyjaśnił rozbawiony syn Posejdona- Gdy do niej wpadniesz…

- Wpadniesz do ścieżki?- przerwałam.

- Nie! Do rzeki! Więc gdy do niej wpadniesz, a niczego się nie trzymasz, wtedy wszystko zapominasz. Nie wiesz, kim jesteś, ile masz lat. Nie wiesz nawet, jak masz na imię.

- Ale zaraz…- zaczęłam- Ty pływałeś w tej rzece i nikt cię nie trzymał. A jednak pamiętasz…

- Tak.- odparł- No bo mnie trzymały myśli. Wiedziałem, że nie mogę zostawić Obozu.

- I przez to niczego nie zapomniałeś?

- No tak.

Nawet nie zauważyłam, jak doszliśmy do Styksu. Woda w rzece była czarna i mętna.

- Percy, czy nie chce ci się pić?- spytałam.

- Nie, niestety.- mój brat się roześmiał.

W tym momencie podszedł do nas Nico di Angelo.

- Cześć, Nico!- przywitałam się- Gotowy na Bitwę?

- Dzień dobry.- odparł- Chyba tak.

- Trzymasz się?- spytała syna Hadesa Annabeth- W końcu będziemy walczyć przeciwko twojemu tacie.

- Daję radę. Ale powiedzcie, co wymyśliliście?

Tłumaczyliśmy Nico, co zamierzamy zrobić. Byliśmy tak zajęci rozmową, że nie zauważyliśmy, jak otoczyła nas wielka armia Aresa.

Rozdział 27 2 Najlepiej improwizować- przygotowania do Bitwy

Wyszłam z jeziora i udałam się do domku Zeusa. Pomyślałam, że trzeba naprawić podłogę u Posejdona, bo z każdym dniem rozpada się jej coraz więcej. Teraz, żeby dostać się do łazienki trzeba było przejść po mostku, który nie miał nawet pół metra szerokości. Żeby było bezpieczniej powiesiłam pod sufitem linę. Można było się jej trzymać przechodząc. Ale to wszystko dopiero po Bitwie.

Stanęłam pod drzwiami domku. Myślałam chwilę, jak powinnam się zachować, a potem stwierdziłam, że to bez sensu. Mam gdzieś, jak POWINNAM się zachować. Zachowam się tak, jak będę chciała. Najlepiej improwizować. Wparowałam do środka.

- Jenn, nawet nie wiesz jak mi przykro!- podbiegła do mnie Diana.

- To prawda. Nie wiem.- odparłam.

- Przepraszam!- dziewczyna się do mnie przytuliła.

- Dobrze, już.- odsunęłam ją- To nie twoja wina, że uwierzyłaś niewłaściwej osobie. Właściwie osobom…

- No wiem. Od razu powinnam była ci uwierzyć.

- Racja.- uśmiechnęłam się. Ja zawsze mam rację.

- Skoro nie jesteś zdrajcą, to możemy wreszcie zacząć przygotowywać się do Bitwy.- oznajmił poważnie Percy.

- Jasne, bracie.- odparłam- Cieszę się widząc, że wyrażasz skruchę.

- Oj tam oj tam.

- Opanujcie się.- syknęła Annabeth- Musimy ustalić plan bitwy.

Usiedliśmy w kole i obmyślaliśmy plan Bitwy. Po godzinie wszystko było już gotowe.

- Wszystko gotowe.- powiedział Jason- To świetnie.- popatrzył na mnie.

Jest nieszczery. Kłamie. Czuję to.

- No to możemy ubrać już blaszane szaty i wyruszać w drogę.- Leon się uśmiechnął.

- To oczywiste.- odparłam.

Poszliśmy po zbroję i broń, potem po jedzenie, a później do Chejrona. Po piętnastu minutach wyszliśmy z Obozu i skierowaliśmy się w stronę wejścia do Hadesu.

W pisaniu tego rozdziału pomagała mi moja przyjaciółka- ~Diana.

Rozdział 26 2 Nie jesteś szpiegiem!

Iść do nich? Tak. Chyba tak. Nie, lepiej nie. Chociaż… Nie. A może jednak? Nie. Nie wiem!- kompletnie nie wiedziałam, co robić.
Po pewnym czasie postanowiłam (jak to Tyson kiedyś powiedział) zadzwonić tęczą. Tylko czy to działa pod wodą? Zaraz się przekonamy.

Wyjęłam z kieszeni monetę, rzuciłam ją i powiedziałam: ,, Iris, bogini tęczy, przyjmij moją ofiarę.”
To trochę bez sensu, bo powinno się rzucać pieniędzmi w tęczę, a nie próbować ją wywołać. No cóż. I tak zadziałało.

Zobaczyłam na obrazie Percy’ego, Annabeth i resztę moich przyjaciół. Patrzyliśmy się na siebie do momentu, gdy Leon krzyknął:

- Nie jesteś szpiegiem! WIEDZIAŁEM! Ann, kiedyś będę mądrzejszy od ciebie, zobaczysz!

- Niedoczekanie…- syknęła Chase.

- Cześć. Miło was widzieć, DRODZY PRZYJACIELE.- odparłam.

- Jenn, przepraszamy za to, że wzięliśmy cię za szpiega. Teraz już wiemy, że to nie jest prawdą.

- Dobra, przeprosiny przyjęte.- przyznałam- Ale nigdy więcej nie nazywajcie mnie zdrajcą.

- Jasne- powiedział Jason.

- No to co teraz?- spytałam- Jutro Wielka Bitwa. Hazel idzie, czy nie?

- Jeśli ty idziesz, to ja nie.- powiedziała córka rzymskiego Hadesa.

- Ja idę.- oznajmiłam- Wiecie przecież, że lubię wygrywać.- zaśmiałam się.

- Dobra, świetnie. A teraz wracaj do nas szybko, bo zaraz noc.- Leon się o mnie martwił, ale nie chciał tego po sobie pokazać.

- Musimy omówić plan Bitwy.- Annabeth zaczęła się niecierpliwić.

- Oj, Leoś się o ciebie martwi, siostra.- odparł wesoło Percy- Wracaj szybko, bo jajko zniesie.

- A potem je podpali.- dodałam ze śmiechem.

Machnęłam ręką, przerywając połączenie, podniosłam się z dna jeziora i popłynęłam w górę.

Przy pisaniu tego rozdziału pomagała mi moja przyjaciółka- -Diana. :-)

 

Wesołych Świąt

Hej

Że dzisiaj mamy Wielkanocną Niedzielę, to wszystkim czytającym tego bloga życzę zdrowych, wesołych i spokojnych świąt (albo świąd, jak kto woli).

Miejmy nadzieję, że jutro woda we wiadrach, pistoletach, balonach, itp. nie zamarznie xD.

Jeszcze raz wesołych świąt!!!

Rozdział 25 2 Odwołać alarm!

Usiadłam na dnie jeziora.

Posejdonie!-zwróciłam się w myślach do ojca- Pomocy! Wszyscy w Obozie mają mnie za szpiega. A przecież jutro mamy iść do Hadesu na Bitwę. Na pewno zamiast mnie zabiorą Hazel. I wtedy przegramy, bo woda i śmierć nie mogą iść razem. Z resztą po co ja ci to mówię… i tak pewnie nie słyszysz.

Postanowiłam zaczekać, zanim skontaktuję się z Obozem. Położyłam się i popatrzyłam w górę, na znajdującą się kilkanaście metrów nade mną taflę wody. Przez chwilę wydawało mi się, że widziałam w niej twarz Leona. Pewnie mi się przewidziało. Ale zaraz okazało się, że to nie musiało być przewidzenie.

Przede mną pojawił się obraz stworzony z mgły. Byli na nim Leo, Percy, Annabeth, Diana, Jason, Piper, Frank i Hazel. Byli w domku Zeusa, ponieważ u Posejdona cały czas nie naprawiono podłogi. Usiadłam. Czy oni mnie widzą?- pomyślałam. Chwilę później usłyszałam w głowie odpowiedź: nie.

- No i co teraz zrobimy?- powiedział do Valdeza załamany Percy- Moja siostra jest zdrajcą.

- Nie wiem, stary.- oparł Leon- Nadal nie mogę w to uwierzyć.

- Moja najlepsza przyjaciółka jest szpiegiem- oznajmiła smutna Diana.

- To nie może być prawda!- krzyknął syn Hefajstosa.

- Jak to nie?- zdziwił się Frank- Przed chwilą sam tak powiedziałeś.

- Nie wiem…- zawahał się Leo- Już nic nie wiem!

- Zaraz…- wtrąciła się Annabeth- Chcę usłyszeć jeszcze raz, jak wyglądała ta rozmowa?

- Dobrze…- zaczął mój brat- Więc powiedziałem, że Leon może być szpiegiem i- spojrzał na Valdeza- potem ty przyszedłeś. Zaczęliśmy się kłócić. Wtedy pomyślałem, że to Jennette może być zdrajcą, skoro wszystkich oskarża.

- Stary- przerwał mu Frank- Ona oskarżyła tylko Jasona, a ty już trzy osoby…

- W sumie racja.- przyznał Percy- Ale to teraz nieistotne. No więc się wkurzyłem i na nią nawrzeszczałem. I tyle.

- Co?!- krzyknęła Annabeth- Czyli nawet nie macie żadnych dowodów?!

- No tak…- potwierdził Jackson.

- Percy, coś ty najlepszego zrobił?!- wrzasnęła Ann- Nie rozumiesz, że to ona ma wygrać Bitwę?! Teraz nawet nie wiemy, gdzie ona jest?! Do jutra musimy ją znaleźć! Odwołać alarm, Jennette nie jest szpiegiem!

Rozdział 24 2 Nie. Nie wiem.

Dobiegłam do domku Ateny i zapukałam. Nic. Wiedziałam, że nie zostało dużo czasu zanim fałszywa informacja o tym, że jestem szpiegiem rozejdzie się po całym Obozie. Zaczęłam walić pięściami w drzwi.

- Annabeth!- krzyknęłam- Diana!

Nikt nie otwierał. Obiegałam budynek dookoła do czasu, gdy znalazłam otwarte okno. Niestety na pierwszym piętrze. Jak mam się tam dostać? Moja moc mi pomoże. Utworzyłam kilka źródełek. Woda zaczęła mnie podnosić coraz wyżej. Wkrótce znajdowałam się na wysokości okna. Weszłam na parapet. Na wszelki wypadek zamknęłam źródełka. Popchnęłam szybę, żeby móc wejść do domku. Nie przewidziałam, że okno wypadnie z zawiasów. No cóż. Kiedy udało mi się wejść, zaczęłam biegać po pokojach w poszukiwaniu jakiegokolwiek półboga. Nikogo nie było.

Zeszłam na parter, otworzyłam drzwi i wybiegłam na dwór. Nie zdążyłam. Wszyscy obozowicze z centaurem na czele stali dookoła domku. Po chwili Chejron podszedł do mnie powolnym, dostojnym krokiem.

- No,- zaczął- słyszałem, że jesteś szpiegiem, Jennette… y… jak właściwie masz na nazwisko?

- Nie wiem.- przyznałam.

- Tak… Więc, Jennette Niewiem, podobno jesteś zdrajcą. Chciałbym usłyszeć tu i teraz, czy to prawda?

- Nie.

- Nie jesteś szpiegiem?- spytał centaur.

- Nie.

- To kto nim jest?

- Nie wiem.

- Czy ,,nie” i ,,nie wiem” to jedyne słowa, które umiesz powiedzieć?- zakpił Chejron.

- Nie.

- Dosyć tego!- krzyknął nauczyciel- Jesteś zdrajcą, albo nie jesteś, trudno. Zamknąć ją w celi.

- Co?!- wrzasnęłam- Nie jestem zdrajcą!

- Nie krzycz.- rozkazał pół koń, a pół człowiek- Nic ci to nie da. Przesłuchamy cię po Bitwie.

Podeszło do mnie dwóch najsilniejszych chłopaków w Obozie. Chcieli mnie złapać, ale uciekłam.

Biegłam w stronę jeziora. W drodze wyjęłam miecz, którym Ares trafił mnie w nogę. Przewróciłam półbogów stojących mi na drodze i skoczyłam do wody.