Wywiad z Jennette

Hej
Pomyślałam, że oprócz opowiadań napiszę dla Was wywiad z główną bohaterką, Jennette. Na razie krótki, powiedzcie, czy Wam się podoba.

- Cześć. Mam do ciebie kilka pytań.
- Cześć. Co chcesz wiedzieć?
- Na początek: Nikt nie zna twojego nazwiska. Co mówiła ci mama, gdy o nie pytałaś?
- Powiedziała, że nazwisko nie jest teraz najważniejsze i mam się zająć ważniejszymi sprawami.
- Rozumiem. A jak znosisz myśl, że Megan i Nico są teraz po stronie Aresa?
- Nie najgorzej. Megan pewnie wróci, jak już ich pokonamy. A Nico… Nie trzeba się nim przejmować.
- Dlaczego?
- Nico ma dużą moc, ale wystarczy jedno zdanie, żeby go rozproszyć. Wtedy w bitwie na nic się więcej nie przyda.
- Co to za zdanie?
- ,,Popatrz, Persefona!”. Na widok macochy Nico wygląda jak jeden z poddanych swojego ojca.
- Rozumiem. Jakie były twoje odczucia po wysłuchaniu śpiewów Leona?
- Leo nie śpiewa tak źle. Zaskoczył mnie tymi piosenkami. Myślałam, że żartuje.
- A Will z domku Apollina?
- Nie przepadam za nim. Wywiad skończymy innym razem, muszę iść budzić Percy’ego, bo nie zje śniadania.
- Rozumiem. Do zobaczenia.
- Papa.

Rozdział 4 3 Śpiewający Valdez i nie tylko

- Leon, co jest?- pomachałam mu ręką przed twarzą.
- Nie wiem… Łeb mnie boli.
- To pewnie od tych piranii. Diana kiedyś mi o nich mówiła. Chodź, będzie dobrze.
Szliśmy chwilę w ciszy, gdy Valdez zaczął mówić:
- Dźwignie…
- Co? Jakie dźwignie?
- Śruby…
- Co ty mówisz?
- Druty…
Chłopak prawie się przewrócił. Musiałam go przytrzymać.
- Spokojnie, zaraz będzie Obóz.
- To nie Obóz…
W tym momencie zauważyłam, że chłopak wpatruje się w jakiś punkt w oddali, a jego źrenice są bardzo malutkie. On ma wizję!
- Jak to? Leon! Mów dalej! Co widzisz?
- Jenn!
Wtedy syn Hefajstosa szybko dotknął mojej głowy, żeby sprawdzić, czy stoję koło niego.
- Spokojnie.
Nagle zaczął nucić piosenkę. Żeby rozpoznać, co śpiewa przybliżyłam ucho do jego ust.
- Love me like you do… Love me like you do… Touch me…
- To na pewno od tych piranii!- powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
O co chodzi? Czyżby nagle zebrało mu się na wyznania w środku lasu? Jeśli tak, to jakimś cudem nie krzyknął jeszcze ,,Wszystkie panie kochają Leona!”.
Zorientowałam się, że zmienił piosenkę na utwór z Gwiezdnych Wojen.
Wreszcie doszliśmy do Obozu. Tam dzieci Apollina od razu zajęły się Valdezem.
- Co mu się stało?- spytał grupowy domku, Will, który szczerze mówiąc działał mi na nerwy.
- Pogryzły go piranie z jeziora.
- Co?! Pływaliście w zatoczce?!
- No tak…
- Tam nie można pływać!
- Skąd mieliśmy to wiedzieć?! Biegnę po Percy’ego.
- Plotkować się dziewczynie zachciało…- syknął Will.
- Co proszę?- zawróciłam- Uważaj kujoniku, bo ci te farbowane loczki sciemnieją!
Odbiegłam w stronę domków.

Blog ma rok!

Hej. Dopiero dzisiaj zorientowałam się, że 16 lipca minął rok od założenia tego bloga. W ten wyjątkowy dzień (który był ponad tydzień temu) chciałabym podziękować wszystkim, którzy regularnie czytali moje opowiadania, odpowiadali w komentarzach, albo chociaż raz zajrzeli na tę stronę. Żeby było jasne, będę pisać dalej, tylko nie tak często jak kiedyś. Proszę Was o jeszcze więcej opinii i komentarzy niż przez ten rok. Mam nadzieję, że podoba Wam się mój blog i będzie go czytać coraz więcej osób. :-)

Mam jeszcze kilka ,,ciekawostek” o tym blogu:

- Przez ten rok pojawiło się 538 komentarzy.

- Strona miała ok. 5600 wejść.

Jeszcze raz dzięki i zapraszam do czytania! :-)

Youla

1. URODZINY BLOGA!!! :-D

Rozdział 3 3 Leon i piranie

Wybiegłam wściekła z domku numer jeden. Udałam się w stronę mojego ulubionego miejsca. Zatoki leśnej. Bez zastanowienia wskoczyłam do wody. Nigdy wcześniej o tym nie pomyślałam, ale chyba o tej porze dnia pływały tu piranie. Były to jedyne zwierzęta morskie, na które musiałam uważać. Percy kiedyś ostrzegł mnie, że nie mamy nad kontroli nad tymi rybami. Niestety przypomniałam sobie o tym, pływając 20 metrów od brzegu.
Nagle na polanę wszedł Leo.
- Jenn, jesteś tutaj?
- Leoooon!
- Cześć! Zdajesz sobie sprawę, że w swoim domku masz prysznic?
- Naprawdę? Nie wiedziałam!
- Jenn, dobrze pływasz?
- A co? Zawody?
Valdez zdjął buty i koszulkę a potem wskoczył do wody.
- Leo, tu są piranie!
- Fajnie! Będzie obiad!
- Nie żartuję. To jedyne ryby, które mnie nie słuchają.
- I dlatego tu pływasz?
- Już wychodzę.
Podpłynęliśmy do brzegu. Wyszłam z jeziora i usiadłam na brzegu. Byłam sucha. Valdez chciał jeszcze popływać.
- Nic mi się nie stanie. Piranie to takie małe słodkie zwierzątka.
- Hm… Takie?
W tym momencie syn Hefajstosa zauważył koło swoich nóg 30 niewielkich rybek o wielkich zębach.
- Tak… Takie…
- Wychodź szybko, zanim cię pożrą.
Wtedy jedno z morskich stworzeń ugryzło Leona w duży palec u nogi.
- Au… Mała, ja już mam swoją prywatną obcinaczkę do paznokci.
- Leo…- uśmiechnęłam się i przewróciłam oczami.
- …Ewentualnie możesz złożyć podanie o pracę…
Został ponownie ugryziony, tym razem w łydkę.
- Dosyć tego- powiedziałam do piranii, po czym woda zmyła je wgłąb zbiornika wodnego.
Pomogłam chłopakowi wyjść z wody. Cały się trząsł.
- Leo, co się dzieje?
- Nic… Po prostu trochę tu zimno.
- Jest 30 stopni.
Dotknęłam jego czoła.
- Masz gorączkę. Musimy wracać do Obozu. Dojdziesz?
- Tak…
Podparł się na mnie i poszliśmy przez las w stronę domków.

Przy tym rozdziale pomagała mi  ~Diana. I przy okazji polecam jej bloga (Adres w zakładce ,,blogi przyjaciół”). Nie ma za co. :-)

~Diana, na twoje życzenie wstawiam dzisiaj ten rozdział.