Rozdział 13 3 Uwięzieni w piwnicy

Wszyscy dobrze się bawili, grała muzyka, a na środku pomieszczenia stał stół z jedzeniem i piciem. Nawet nowy kwiatek kiwał do rytmu liśćmi. Percy porwał Annabeth do tańca, Jason deptał stopy Piper, a ja i reszta podpieraliśmy ściany. Dosłownie. Od głośnej muzyki i krzyków Leona ściany wyglądały, jakby miały się zawalić. W końcu ten dom ma jakieś 3 tysiące lat.
Impreza trwała do wieczora, pewnie pociągnęłaby się jeszcze dłużej, gdyby kwiat nie krzyknął:
-Harpie patrolowe idą!
Pobiegłam na górę, ułożyłam na naszych łóżkach kołdrę tak, żeby wyglądało to jakbyśmy spali. Udałam się do piwnicy. Zamknęłam wejście. Na szczęście klapy w podłodze nie było widać przez okna. Na zewnątrz nie słychać muzyki z podziemnego pokoju, więc moglibyśmy bawić się dłużej. Moglibyśmy.
- Już!- zawołałam do przyjaciół- Zamknęłam wejście!
- Zamknęłaś klapę do piwnicy?!- krzyknął Percy.
- Tak, a co?
- Na Hadesa! Ona się otwiera tylko od zewnątrz!
- Nie mamy jak wyjść?!
- Ktoś musi otworzyć klapę od góry!
Jason podszedł do radia i wyłączył muzykę.
- Halooo!!!- krzyknął- HALOOO!!!
- Nie usłyszą cię.- powiedziała Ann.
Siedzieliśmy tak prawie pół godziny, kiedy coś przyszło mi do głowy.
- Heeej!!!- wrzasnęłam, przy okazji obudziłam Jacksona, który zdążył zasnąć.
- Nie usłyszą…- zaczęła Diana.
- Czekaj.- przerwałam- Heeej!!!
- Jen, to nie ma sensu.- jęknął Grace.
- Zobaczysz. Dajcie mi chwilę.
Annabeth westchnęła, a ja znowu zawołałam.
- Heeej!
Po chwili nad nami odezwał się głos:
- Co tak krzyczysz? Podlej mnie!
- Oh, kwiatku!- odetchnęłam z ulgą. Percy otworzył oczy, a Piper wstała- Jesteśmy zamknięci w piwnicy! Sprowadź pomoc!
- Jak? Rośliny nie chodzą.
- Krzycz! Aż ktoś przyjdzie!
- No dobra! A potem mnie podlej!
- Jasne!
Po chwili zapewne w całym Obozie było słychać wrzaski gadającego kwiata. Kilkanaście minut później do naszego domku wpadł Chejron. Roślina opisała mu sytuację i tym sposobem wyszliśmy z piwnicy.

Proszę o komentarze.

Informacja

Cześć
W ciągu ostatniego tygodnia, dwóch, strona miała mało wejść. Stąd pytanie:
Czy jest jeszcze ktoś, kto czyta tego bloga?
Czekam na komentarze pod ostatnim opowiadaniem.
Myślę ostatnio nad założeniem nowego bloga, a skończeniem tego. Piszcie, co o tym sądzicie.
Pozdrawiam
Autorka

Rozdział 12 3 Walka na mopy i gadający kwiatek

Ja i Percy nalewaliśmy właśnie wody do podziemnego basenu, kiedy nad nami coś stuknęło. Potem jeszcze chwila szurania, a wtedy…
- Już jestem!- krzyknął Leo, który w tym momencie wszedł do piwnicy. W jednej ręce trzymał wiadro i zestaw gąbek do mycia zlewu, a w drugiej dwa mopy.
- Hej.- przywitałam się- Zaraz wezmę od ciebie te rzeczy, tylko napełnimy basen.
- Gotowe.- ocenił po chwili mój brat. Podeszliśmy do Valdeza.
- Dobra, ja wezmę gąbki i umyję kafelki na ścianach.- powiedziałam- Leon, dla ciebie jest specjalne zadanie. Trzeba naprawić lampę na suficie, inaczej będzie ciemno.
- Spoko. Masz narzędzia?
- Na górze, pod łóżkiem Percy’ego.
- Mam pod łóżkiem narzędzia?- zdziwił się Jackson.
Nie odpowiedziałam, tylko zajęłam się czyszczeniem podłogi.

Około godzinę później ja z moim bratem dalej myliśmy płytki, a Leo naprawiał oświetlenie. W pewnym momencie Percy popatrzył na niego, a potem na mnie. Wiedziałam, co ma na myśli.
Syn Hefajstosa stał na drabinie bardzo blisko basenu.
- Zafundujemy Leosiowi kąpiel, siostrzyczko?
- To był twój pomysł.
Podeszliśmy do niego po cichu, a później Jackson ,,przypadkiem” trącił drabinę. Valdez się zachwiał, a nasępnie wpadł do wody. A my zaczęliśmy się śmiać. Kiedy chłopak wyszedł na brzeg, chwycił za mopa i podbiegł do Percy’ego. Rzuciłam bratu drugi przyrząd do sprzątania. Chłopcy okładali się mopami. Ja stałam z boku i oglądałam tę śmieszną sytuację. W końcu wzruszyłam ramionami i pobiegłam na górę go miotłę. Po chwili wróciłam i przyłączyłam się do zabawy.
Po dwóch godzinach byliśmy zmęczeni, więc zajęliśmy się dekoracjami. A potem Leon poszedł do siebie.
Gdy wszystko było przygotowane, pozostało tylko czekać na gości. Jako pierwsze przyszły Annabeth i Diana. Obydwie były ubrane jasne bluzki i czarne koronkowe spódniczki. Następni byli Hazel i Frank. Zhang trzymał wielki bukiet kwiatów.
- Proszę bardzo- podał mi rośliny.
- Dzięki…- z trudem udało mi się wychylić głowę znad bukietu i zaczerpnąć powietrza- Wielkie dzięki…
Jako ostatni przed Jasonem i Piper przyszedł Leo. Podał mi małego kwiatka w doniczce.
- Dosyć już kwiatów dla pary młodej!- zawołałam.
- Ten jest dla ciebie.- oznajmił Valdez- Byłem w domku Demeter, zaczarowali go tak, że można z nim rozmawiać.
- Dziękuję! On mówi ?
- Tak.
Postawiłam gadającego kwiatka na parapecie. Chwilę później przyszli Grace i McLean i zabawa się zaczęła.

Przeczytałeś- proszę, skomentuj!

Rozdział 11 3 ,,Porwanie” i ,,zaręczyny”

Następnego dnia jadłam sobie spokojnie śniadanie. Siedziałam sama przy stoliku, bo Percy jeszcze spał. Nagle ktoś do mnie poszedł i zasłonił mi swoimi rękami oczy. Zerwałam się z krzesła.
- Spokojnie. Chodź- szepnął. Przynajmniej już wiem, kto to i nie muszę się bać, że to jakiś porywacz.
Uznałam, że zaczekam z obroną. Jemu należy się specjalna kara.
Weszliśmy do lasu, byliśmy już dosyć daleko od Obozu, wtedy ten ktoś odsłonił moje oczy. Obróciłam się.
- Jason, czy tobie odbiło?! Kiedy ty myłeś ręce?!
Popatrzył na mnie zdziwiony i się uśmiechnął.
- No to co chciałeś? Dlaczego ciągnąłeś mnie rano do lasu?!
Cisza. W końcu blondyn powiedział:
- Zgodziła się.
W tej chwili zapomniałam, że byłam na niego wściekła za to ,,porwanie”. Przytulił mnie z całej siły.
- Ej, chłopie, zaraz mnie udusisz. A ktoś musi ci jeszcze pomóc wybrać granitur do ślubu.
- Tak… Na wybranie garnituru mamy jeszcze trochę czasu.
- Jak to?
- Uzgodniliśmy, że weźmiemy ślub za kilka lat, jak już będziemy dorośli. Ale, Jen, mam narzeczoną!!!
- Gratuluję!
- Na widok pierścionka opadła jej szczęka!
- Mówiłam, że się zgodzi. Aha, jeszcze jedno.
- Tak?
- Każdy człowiek, półbóg tym bardziej, potrzebuje pożywienia, dlatego…
- Już lecimy na śniadanie.
- Po drodze mamy łazienki.- oznajmiłam- Twoje ręce wymagają solidnego szorowania.
Złapałam się chłopaka i polecieliśmy nad drzewami.

Kiedy Percy dowiedział się, że Piper i Jason wezmą ślub, postanowił urządzić im jutro w naszym domku nr 3 mini wesele. Wesele przed ślubem. Trzeba przyznać, że kreatywności mojemu bratu nie brak.
Podłoga była już naprawiona, ale trzeba było posprzątać piwnicę i nalać wody do basenu.
Więc resztę dnia spędziłam na zdejmowaniu glonów ze ścian.

Rozdział 10 3 ,,Podglądacze”

- Chodźcie szybko, już jedzą!- pisnęłam, kiedy Diana, Annabeth, Leon, Frank i Hazel wchodzili do domku Posejdona. Na środku pokoju znajdował się ekran z mgły. Wyświetlał on aktualny obraz z kuchni Jasona. Grace i Piper właśnie siadali do stołu.
- Oni wiedzą, że ich widzimy?- spytała Ann.
- Co?- odparł Percy- Ah… Tak…
- No nieźle.
Oglądaliśmy w skupieniu, jak nasi przyjaciele jedzą kolację, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Percy aż podskoczył z zaskoczenia, a z kranu w łazience zaczęła płynąć woda. Poszłam otworzyć. Myślałam, że na dworze zastanę półbogów chcących obejrzeć oświadczyny. Jednak na schodach stał Chejron.
- Cześć, Jennette. Mogę wejść?
- Dzień dobry. Hm… Tak… Coś się stało?
- Nie, ale mam do was prośbę.
Centaur wszedł do pokoju gościnnego. Zdziwił się, gdy zobaczył szóstkę herosów oglądających na mglistym ekranie swoich kolegów. Jaka była jego mina, gdy usiadłam na kanapie obok Diany i przyłączyłam się do tych ,,podglądaczy”.
- A dlaczego wy oglądacie waszych przyjaciół?
- Jason się oświadcza!- wyjaśnił mój brat.
- Może Pan z nami obejrzy?- zaproponowała moja najlepsza przyjaciółka.
Chejron się uśmiechnął, żeby ukryć zakłopotanie.
- Nie…- odparł- Na razie jestem zajęty.
W tym momencie Grace upuścił na podłogę widelec z jedzeniem, a potem jęknął.
I wtedy Leon zaczął się śmiać.
,,Zaraz nas zobaczą”- pomyślałam. Annabeth puknęła Valdeza w ramię. Ten jednak dalej się śmiał. Percy wstał, podszedł do niego i zatkał mu usta ręką. Nasz nauczyciel przyglądał się temu z błagalnym uśmiechem na twarzy. Jason spojrzał na ekran. Przetarł oczy, jakby nie uwierzył w to co zobaczył, a potem zerknął jeszcze raz. Wstał od stołu i podszedł bliżej.
- No nie…- syknął.
- To był pomysł Percy’ego!- krzyknęła Ann.
- Co?!- odparł syn Posejdona- To Leo to wymyślił!
- Ja? Nie!- zawołał chłopak.
- Wyłączcie to!- rozkazał być może przyszły narzeczony Piper.
Diana machnęła ręką i obraz zniknął.
- To o czym chciał Pan z nami porozmawiać, Chejronie?- spytałam.
- Tak… To nic ważnego. Pójdę już.
- Do widzenia.
- Do widzenia.

Proszę o opinie w komentarzach.

Rozdział 9 3 Przygotowania do oświadczyn

Wszyscy obozowicze wybiegli z domków i ustawili się na polanie. Panował chaos. Gdzieś w tłumie zobaczyłam Percy’ego, Dianę i Annabeth w innym miejscu Jasona i Piper, obok nich Franka i Hazel.
- Niech ktoś biegnie po Chejrona!- krzyknęła Ann.
- CHEJRON NIC TU NIE ZDZIAŁA, HEROSKI.- ryknął głos Aresa.
Grace rozglądał się po twarzach półbogów, aż wreszcie mnie znalazł. Popatrzył na mnie błagalnie, a potem wskazał ręką kieszeń kurtki, w której miał pierścionek. Kiwnęłam głową w kierunku domków.
- DO WOJNY ZOSTAŁ JESZCZE TYDZIEŃ.- kontynuował ojciec Megan- MÓWIĘ WAM TO, BO CHCE, ŻEBYŚCIE CHOĆ TROCHĘ SIĘ PRZYGOTOWALI. JESTEM BOGIEM WOJNY, DLATEGO NIE POKONAM WAS OD RAZU.
- Tydzień- powiedziałam bezgłośnie do Jasona. On tylko przewrócił oczami.
- DO ZOBACZENIA, HEROSKI. DO ZOBACZENIA ZA TYDZIEŃ…
Kiedy wreszcie ktoś pobiegł do Chejrona, nauczyciel ogłosił, że Sztandary są przełożone na jutro.

Powiedziałam Leonowi, że muszę pogadać z Jasonem. Chwilę później stałam pod drzwiami domku Zeusa.
- Hej, Jen. Co tu robisz?
- Hej. Możemy pogadać?
- Jasne.
Weszliśmy do środka.
- Pomóż mi.- powiedział chłopak.
- No dobra… Ale zastanów się, osiemnastolatek prosi czternastolatkę o pomoc w oświadczeniu się.
- Właściwie mam jeszcze 17 lat. A to, że jestem od ciebie starszy o 3,5 roku, to nic w porównaniu z tym, że nasi rodzice mają kilka milionów lat.
- W sumie racja.
- Co jeśli ona powie ,,nie”?
- Spokojnie. Piper na pewno się zgodzi.
- Dzisiaj zaprosiłem ją na kolację.
- To świetnie!
- Dzięki za pomoc. Aha… Jeszcze pomogłabyś mi…
- Grace… Dawaj obrus i sztućce. Pomogę ci przygotować kolację.
- Dziękuję.
Wieczorem domek był gotowy, czego nie można było powiedzieć o jedzeniu.
- Jason! Przypalasz naleśniki!- krzyknęłam.
- O…- jęknął blondyn.
- Zdejmij je z patelni!
- To nie takie proste!
Po chwili jeden placek wylądował na podłodze.
- Jason!
- Nie jestem dobrym kucharzem!
- Zauważyłam.
Drugi naleśnik wylądował na ścianie, żeby zaraz dołączyć do tego na ziemi.
- Nie znoszę gotować!- zawołał syn Zeusa, po czym rzucił w powietrze wszystko, co miał w rękach. Musiałam uchylić się przed spadającym widelcem.
- Jason!- wrzasnęłam.
- Wiem, jak mam na imię!- odpowiedział.
Nagle zobaczyłam Leona gapiącego się przez okno do środka.
- No nie… Jeszcze Valdeza nam tu brakowało.
- Weź z nim coś zrób!
- Niby jak? Zasłonić okno?
- Nie z Leonem! Z tym stekiem! Pali się!
Pobiegłam do niego i zaczęłam gasić mięso, w tym czasie Grace sprawił, że Leo poszedł do siebie.
- Jak tam sytuacja ze stekiem?
- Dobrze, a z Leonem?
- Też dobrze.
Na koniec pozbieraliśmy naleśniki i inne rzeczy z podłogi.
- Masz pierścionek?- spytałam, gdy wychodziłam.
- Tak. Jeszcze raz dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co. Jason.
- Co?
- Zostaw mi kawałek steka.
Chłopak przewrócił oczami i wrócił do środka, a ja poszłam do swojego domku.
Proszę o komentarze.

Rozdział 8 3 Zagadka rozwiązana

Tego dnia postanowiłam odpisać Megan. Poprosiłam Leona o pomoc w wymyśleniu treści listu.
Puk. Puk.
- Proszę!- zawołałam.
- Hej, Jen.- przywitał się Valdez.
- Hej, Leo.
Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy pracę. Po godzinie list był gotowy.

Megan
Już na wstępie powiem, że nie pójdę w twoje ślady i  nie zmienię twojego imienia. Wiem, jak się nazywasz i jestem na tyle inteligentna, żeby z tego skorzystać.
Bardzo się cieszę, że Ares niedługo pojawi się w Obozie. Dawno nie mieliśmy okazji tak łatwo kogoś pokonać. Czekamy.
Do zobaczenia podczas naszego zwycięstwa
Jennette
PS. Wiem, że bardzo nie chciałaś, żebym odpisała. Stąd mój list.

- Dobra robota.- podsumowałam- Dzięki za pomoc.
- Żaden problem. Fajna zabawa. To co teraz robimy?
- Poćwiczmy szermierkę.
Następne 3 godziny spędziliśmy na kłuciu słomianych kukieł. Kiedy wychodziliśmy z hali treningowej, powiedziałam do Leona:
- Dzisiaj wieczorem zdobywanie sztandaru.
- Serio?
- Tak. Hefajstos i Posejdon są w jednej drużynie.
- Fajnie. Kto jeszcze jest u nas?
- Hermes i Afrodyta.
- Wygramy.
- No przecież. Ukradniemy im broń, oblejemy wodą z jeziora i obrzucimy szminką.
- I granatami z pasty do zębów.
-  No to mamy wygraną w kieszeni.

Uwielbiam te sarkastyczne wymiany zdań z Leonem. Dobrze mieć takiego przyjaciela.
- Dziękuję. Miło mi.- powiedział Valdez.
No nie. Powiedziałam to na głos.
- Nie ciesz się tak, bo zmienię zdanie.
- Tylko spróbuj…
- Co? Grozisz mi?
- Ja? Nie…
- Już ci wierzę.
Nagle nie wiadomo skąd zaczęła lecieć muzyka.
What the world needs now
Is love, sweet love…
- Co to ma być?- zdziwiłam się.
- Nie wiem. Dziwne. Skąd ta muzyka?
- Tam są głośniki.- dopiero teraz zauważyłam je wiszące na drzewie.
Wtedy ten utwór zastąpiły piosenki powstańcze.
- Najpierw o miłości, a teraz…
- To jest z czasów wojny.
- No i?
- Czekaj…
- Tak?
- Wojna i miłość.
- Czyli…
- Ares i Afrodyta!- zawołaliśmy w tym samym czasie, a potem popatrzyliśmy się na siebie.
- BRAWO HEROSKI!!!- ryknął z głośnika niski głos- ZAGADKA ROZWIĄZANA!!!

Piszcie w komentarzach, co sądzicie o tym rozdziale i co będzie dalej.
Youla

Rozdział 7 3 To był tylko sen…

- Jestem Luke Castellan.- przedstawił się blondyn.
- Kasztelan?- zdziwiłam się- Takie piwo.
- Tak… Przyjechałem tutaj, ponieważ…
- Idź sobie- przerwał mu Percy.
Luke kontynuował.
- … Żałuję tego co zrobiłem. W czasie wojny zdradziłem Obóz i przeszedłem na stronę wroga. Chciałem pokonać Percy’ego.
- A teraz zdałeś sobie sprawę, że musisz być u wygranych, więc wróciłeś na stronę Olimpijczyków? Mam to gdzieś. Idź stąd, zdrajco. Jen, wracajmy do środka.- powiedział Jackson, po czym wszedł do domku, a ja za nim.
Chwilę później zaczęło się pukanie w drzwi. Mój brat powstrzymywał się od zalania całego Obozu wodą z toalety. W końcu otworzył okno i syknął:
- A jeśli nie przestaniesz pukać, pójdę po ochronę.
Luke widocznie się przestraszył, bo za kilka minut nie było go już na naszych schodach.
- Miły chłopak. Fajnie, że masz takiego przyjaciela- podsumowałam, a syn Posejdona chyba nie wyczuł sarkazmu w moim głosie.
- On nie jest moim przyjacielem!
Wyglądał, jakby miał się rozpłakać. I nagle naprawdę z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
- Percy, no co ty?
- On mnie oszukał. Miałem go za kolegę, a on to wszystko zaplanował.
- Jakby widział, że płaczesz, cieszyłby się. Nie dawaj mu powodów do radości.
- Masz rację. Dobranoc.
- Dobranoc.
Wtedy otworzyłam oczy. Było już jasno. Popatrzyłam na Percy’ego, który spał spokojnie w swoim łóżku. Więc to był sen… Luke’a wcale tu nie było? Ale spacer z Leonem na pewno dział się naprawdę. Już pamiętam. Poszliśmy z Valdezem najpierw do domku Hefajstosa, a potem do Posejdona. Kiedy zobaczyłam, że mój brat już wstał, powiedziałam, że pójdę już spać. A potem Luke… To był tylko sen…

Rozdział 6 3 Witaj, bezdomny człowieku

Wieczorem ja i Leo wybraliśmy się na spacer. Wreszcie odważyłam się zadać mu pytanie, na które musiałam znać odpowiedź.
- Leon.
- Co?
- Co widziałeś wczoraj, kiedy miałeś wizję?
- Wiedziałem, że o to spytasz. Zdziwiło mnie tylko, że powstrzymałaś się aż do wieczora.
- A co zobaczyłeś?
- No właśnie… Nie pamiętam. Te piranie wymazują pamięć.
- Dziwne… To tak, jakby ktoś chciał, żebyś miał wizję akurat wtedy, kiedy pogryzły cię piranie.
- Też tak myślę.
- Tylko kto?
- Ktoś boski.
- Ares? Zeus? Posejdon?
- Stawiam na to trzecie.
- Dlaczego?
- Bo wtedy byliśmy tylko we dwójkę. I ten ktoś wiedział, że ja zapomnę, a ty będziesz pamiętać.
- Czyli nie chce, żeby inni się o tym dowiedzieli. W śpiewanych przez ciebie piosenkach jest jakaś zagadka.
- Śpiewałem?!
- Tak. I to całkiem nieźle. I jeszcze mówiłeś coś o śrubach, dźwigniach, drutach…
- Co śpiewałem?
- Najpierw ,,Love me like you do”, a potem coś z Gwiezdnych Wojen.
- Miłosne piosenki w środku lasu? Nieźle.

Nad ranem obudziło mnie stukanie. Kto dobija się do drzwi o świcie? Wyszłam na zewnątrz, ale nikogo tam nie było. Wszyscy jeszcze spali. Położyłam się do łóżka.
Stuk. Stuk, stuk.
Wstałam i wkurzona obeszłam domek dookoła. Kiedy byłam już z powrotem w środku, postanowiłam schować się przy wejściu i zaczekać na tego dowcipnisia. Znowu. Puk. Puk.
Otworzyłam szybko drzwi. Na dworze stał blondwłosy chłopak. Mógł mieć około 22 lat. Był cały brudny. Miał podbite oko i podarte ubranie. W dodatku do paska miał przyczepiony nóż poplamiony złotą krwią bogów.
- Cześć.- zaczął nieznajomy- Jestem…
- Percy, bezdomny!!!- krzyknęłam bez zastanowienia.
Blondyn popatrzył na mnie zdziwiony. Po kilku sekundach wyszedł Jackson.
- Jenn… Co jest? Wiesz, która…- na widok chłopaka zamilkł. Patrzył na niego chwilę, aż w końcu…
- Zostaw moją siostrę!!!- skoczył na przybysza z pięściami. Musiałam ich rozdzielić.
- To nie tak- tłumaczył się ,,bezdomny”- Przychodzę wam pomóc.
- Nie wierzę ci.- oznajmił syn Posejdona- Dlaczego taka karykatura miałaby chcieć nam pomóc?!
- Wyjaśni mi ktoś, co jest grane?- wtrąciłam.
- Już.- powiedział nieznajomy- Nazywam się…

I to koniec tego rozdziału. Jak myślicie, kim może być ten chłopak? Albo o co chodziło z piosenkami Leona? Myślcie i piszcie w komentarzach.