Uwaga!!!

Hej wszystkim Ostatnio coś chyba stało się z możliwością komentowania na blogu, pojawia się ,,błąd” lub komentarze do mnie nie przychodzą.
Gdybyście mieli problem z dodaniem komentarza, proszę o zgłaszanie tego na stronie bloga na Facebooku ( trzeba kliknąć literkę f na górze mojego bloga. Chodzi o tą na zdjęciu w tle, umieszczonej na szyi Jasona :-) )

Pozdrawiam
Autorka

Pytania- wygraj kolaż z dedykacją!

Cześć Wam
Zostały jeszcze 2-3 rozdziały do końca serii. Nie zrobię quizu po 3 serii i nie wiem, kiedy będzie następny rozdział. Może jutro. Tymczasem mam dla Was pytania, zamiast quizu. Kto poda najwięcej poprawnych odpowiedzi wygrywa kolaż ze zdjęć naszych bohaterów z dedykacją.
A oto pytania, na myślenie troszkę :-) :
1. Dlaczego Leo śpiewał na początku serii Love me like you do i piosenkę z Gwiezdnych Wojen?
2. Jak myślicie, co te piosenki miały ze sobą wspólnego?
3. Czy Casper zdąży pomóc w bitwie, czy wcześniej zamieni się w kwiatka?
4. Czy ogród przetrwa bitwę?
5. Kto odegra decydującą rolę w bitwie? (Zakład, że nikt nie zgadnie?)
6. Czy Nico i Megan wrócą na stronę naszych bohaterów?

Nie wymagam od Was, żebyście podali idealne odpowiedzi (w końcu tylko ja wiem, jak to się skończy). Napiszcie tak, jak myślicie, że będzie. Liczy się kreatywność :-) .

Na odpowiedzi w komentarzach pod tym wpisem czekam do 31.10. Powodzenia!

Rozdział 22 3 Nigdy nie wiesz, dokąd będziesz musiał gonić łosia.

- Jen, wstawaj!- głos Percy’ego obudził mnie ze snu.
- Jeszcze chwilę…- mruknęłam.
- Mam otworzyć okno?
- Nie, bracie… Zrobię ci 1000 niebieskich naleśników… Później… Chrrrr….
- Jen!
- Już wstaję…
Otworzyłam oczy w momencie, gdy mój brat podszedł do okna i otworzył je szeroko. Po kilku sekundach do pokoju wpadło chłodne, świeże powietrze. Nakryłam się kołdrą po uszy.
- Która godzina?- spytałam.
- Po 10. Zaraz kończy się pora na śniadanie.
- Już wstaję.- zwlekłam się z łóżka i poczłapałam do łazienki.
- Dzisiaj role się odwróciły, siostrzyczko!- zawołał za mną Jackson.
Wczoraj wieczorem (a potem jeszcze przez pół nocy) bawiłam się z Leonem i Casprem w berka i chowanego w ogrodzie. Straciliśmy troszkę poczucie czasu. Tylko troszeczkę.

Ubrałam się, uczesałam i wybiegłam z domku. Denerwowało mnie to, że biegnąc przez ogród musiałam pokonywać dwa razy dłuższą drogę, dlatego że ścieżka była kręta, a Hammerson zabronił chodzić po trawniku.
Gdy wczoraj Leo niechcący nadepnął na kawałek trawy, Casper zbił go nadzwyczaj kolczastą różą. Valdez podpalił kwiata, który przyczynił się do zadrapania jego pleców i rąk, a bóg kwiatów rozpłakał się i cisnął różą do oczka wodnego, przy okazji depcząc niechcący trawnik.
Doszłam do wniosku, że czasami przy moich przyjaciołach ręce opadają. Gorzej niż w wariatkowie.- pomyślałam.
Kiedy wreszcie dotarłam do stołówki, było 10 minut do zakończenia wydawania śniadań. Ledwo skończyłam jeść, a z głośnika odezwał się Chejron:
- Dzień dobry, herosi, satyrowie, nimfy, driady i wszyscy inni tutaj obecni…
- A ja?!- wrzasnął Hades z rogu sali.
- Tak…- nauczyciel się zawachał- Dzień dobry, panie Hadesie. Jak wiecie, Ares niedługo przybędzie do Obozu. Dziś cały dzień ćwiczeń, a potem wojna!
Na początku było zdobywanie sztandaru, później wspinaliśmy się na ściankę. Jason właśnie z niej zeskakiwał, gdy tuż koło jego głowy w drewno wbiła się strzała. Chłopak w sekundę stał się blady. Po chwili z pobliskiego drzewa spadła Thalia Grace, siostra Jasona.
- Siemka, braciszku!- krzyknęła otrzepując ubranie z ziemi- Łowczynie zawsze na czas!- obok niej pojawiło się kilka innych dziewczyn.
- Co tu robisz?- spytał Percy.
- Niestety nie możemy pomóc wam w bitwie. Gonimy teraz złotego łosia. Skubany, ucieka nam od Kanady. Przyszłyśmy tylko powiedzieć, że Ares jest jakieś 100 kilometrów stąd.
- Dzięki za informację.- powiedziała Annabeth.
Łowczyni podeszła do ścianki, wyrwała strzałę i schowała ją do kieszeni skórzanej kurtki.
- A to mi się jeszcze przyda.- powiedziała- Jak będzie trzeba, to pójdziemy za tym łosiem nawet do Chin.
Dziewczyna zawołała swoje koleżanki i udały się w stronę wyjścia z Obozu.
- Thalia!- krzyknęłam za nią. Zatrzymała się i obróciła w moją stronę.- Miłej zabawy.
Przewróciła oczami i chwilę później zostaliśmy sami z Jasonem, którego ogłuszyło świśnięcie strzały.

Rozdział 21 3 Ogród

- Wolisz tulipany czy róże? Ja bardziej lubię tulipany, różami można zadrapać ręce. Chociaż niezapominajki są równie piękne. A goździki tak cudownie pachną…
- Ok, Casper, dosyć.- powiedziałam. Chłopak stał na drabinie przy wejściu do domku nr 3 i rozwieszał kwiaty nad drzwiami. Od piętnastu minut opowiadał historie o każdym kwiatku jaki widział w życiu.
- Gdzie Leon?- spytał.
- Nie wiem.- odparłam- Powiedział, że idzie po coś do jedzenia.
- Musi mi pomóc z tym bukszpanem.- wskazał na dużą roślinę stojącą koło schodów- Sam tego na dach nie wniosę.
Zrobiłam tak zwane ,,wielkie oczy”. Próbowałam wcześniej podnieść ten bukszpan, żeby go przestawić. Umówmy się, do najlżejszych nie należy. Wyobraziłam sobie, jak Hammerson stawia na dachu jakieś krzaki, a potem wali się sufit.
- Nie… Casper, naprawdę nie trzeba. Uważam, że ładniej będzie wyglądał na dole.
- Skoro tak mówisz. Pomóż mi postawić go w salonie.
- Nie… Nie o to mi chodziło. Może przed domkiem?
- No dobra.- zrobił znudzoną minę, po czym zeskoczył z drabiny- Ale w takim razie wyczaruję jeszcze kilka bukszpanów. Zrobimy żywopłot.
Uznałam, że nie ma co się kłócić, więc tylko pokiwałam głową. W tym momencie przyszedł Leo. Powiedzieliśmy mu o naszym planie i zabraliśmy się do pracy nad ogródkiem.

Nie doceniałam umiejętności Caspra. Miał być mały ogródek. Wyszedł nam ogród większy niż ten przed Wielkim Domem. 10 metrów od wejścia do domku nr 3 była furtka, a obok niej, na płocie stał kawałek drewna, w którym Annabeth i Diana rzeźbiły właśnie napis ,,Posejdon”. Dalej szła ścieżka, zakręcała obok małego drzewka wiśniowego, i ciągnęła się do schodów. Obok wiśni było oczko wodne. Hammerson chciał, żebym miała dostęp słodkiej wody do podlewania kwiatów. Dodatkowo cały ogród był otoczony żywopłotem. Jason właśnie go przycinał, a Piper sadziła na trawniku tulipany. Percy pomagał Leonowi dokończyć skręcanie kilkuosobowej huśtawki ogrodowej. Oprócz tego na trawniku postawiliśmy stolik i cztery krzesła.

Usiedliśmy przed domkiem i oglądaliśmy zadowoleni efekty pracy. Nagle z głośnika krzyknął głos Chejrona:
- Herosi! Dzwoniły do nas dzieci Aresa! Ich ojciec niedługo dotrze do Obozu. Jutro cały dzień ćwiczeń, a potem bitwa z bogiem wojny!
- Super.- oceniła Ann.
- Trzeba iść na kolację.- przypomniał Jackson. Wszyscy wstali i poszliśmy do stołówki.

Proszę wszystkich o komentarze.

Co z czwartą serią?

Cześć wszystkim
Chcę Wam powiedzieć, że zostało jeszcze kilka rozdziałów do końca trzeciej serii, więc tradycyjnie pytam: Czy chcecie czwartą?
Jeśli tak, to napiszcie mi w komentarzach, co mogłoby się tam zdarzyć, bo na razie nie mam żadnych ciekawych pomysłów.
Rozdział 21 wstawię dziś lub jutro.

Pozdrawiam ;-)
Youla