Rozdział 24 3 Piwnica czasami się na coś przydaje

- Pan Ares we własnej osobie…- powiedziałam powoli i odwróciłam się od parapetu, jednocześnie zasłaniając sobą kwiatka. Żeby Casper nic nie powiedział- pomyślałam- Obrazisz się jeśli powiem, że nie miło cię widzieć?
- Nie jesteśmy na ty, herosku. Mi za to jest bardzo miło, bo zobaczę jak przegrywacie bitwę. Moja armia…
- No właśnie, twoja armia…- przerwałam mu- Chyba jedna osoba przeszła na naszą stronę, co nie?
- Co? To znaczy… Wiem, ale damy sobie radę bez tej… tego… Tej osoby.
- Aresie, nawet nie wiesz o kogo chodzi…
- I co z tego?! My też mamy jedną osobę z waszego oboziku.
,,Zamurowało” mnie. Nie pomyślałam, że bóg wojny może nakłonić kogoś z naszej drużyny do dołączenia do ich armii.
- Kogo?- spytałam po chwili.

- Oni mają Percy’ego!- krzyknął Casper z parapetu. Ares zdziwił się i podszedł do okna. Odsunęłam się w stronę wejścia do piwnicy. Coś kazało mi otworzyć klapę.
- Jaka ładna roślinka…- powiedział Ares cieniutkim głosikiem i podniósł kwiatka- A doniczka ręcznie malowana?
- Zostaw to!- zawołałam.
- Dobrze, już.- podszedł do mnie. Nagle upuścił Hammersona tuż koło moich nóg. Donica roztrzaskała się na milion (ręcznie malowanych) kawałeczków.
- Ała!- krzyknął Casper.
Tak wygląda zemsta, Aresie- pomyślałam. Potem tylko przeskoczyłam nad roślinką, obiegłam boga wojny do okoła i popchnęłam go z całej siły. Nieśmiertelny wpadł do piwnicy dzięki otwartej wcześniej klapie. Słyszałam tylko, jak spada ze schodów i z pluskiem ląduje w basenie.
- Tylko uważaj, kafelki ręcznie malowane!!!- wrzasnęłam, a później zatrzasnęłam klapę, wstawiłam kwiatka do szklanki z wodą i wybiegłam z domku.

Podoba się? Jak myślicie, czy uda się znaleźć Percy’ego?

Podzielcie się opinią w komentarzu.

Rozdział 23 3 Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem

- No więc, herosi! Podsumowując, każdy domek zajmuje swoje miejsce, bóg wojny wbiega do Obozu, otaczamy go i bum! Wygrana.
- Ale Chejronie…- wtrąciła Annabeth- Razem z Aresem przybędzie cała armia potworów!
- Och… No tak…- Nauczyciel był wyraźnie zestresowany nadchodzącą wojną- W takim razie domek Aresa stanie z tyłu i…
- Domek Aresa jest po jego stronie.- przerwał Jason.
- No tak… W takim razie… Łowczynie strzelą…
- Nie ma tu łowczyń.- powiedział Percy.
- Wiem o tym!- krzyknął Chejron- W takim razie… Przegrana.
Po wieczornym apelu udaliśmy się do domu. W ogrodzie spotkaliśmy Caspra, który przycinał właśnie krzewy w różne kształty. Gdy nas zobaczył, uśmiechnął się szeroko. Schował nożyczki i szczerząc się poczłapał za nami do salonu. To, co tam zastaliśmy przyprawiło nas o szybsze bicie serca.
- CASPER!!!- wrzasnął Jackson i pogonił na dwór za uciekającym chłopakiem. Podeszłam do okna i popatrzyłam na nich. Zaśmiałam się widząc, jak Percy usiłuje nie nadepnąć na trawnik.
Wróciłam do salonu, który wyglądał jakby mieszkały w nim dzikie zwierzęta. W miejsce dywanu rosła trawa, zamiast łóżek drzewa. Jedna jabłoń wybiła szybę i wyszła za okno. Poszłam do piwnicy po Ognistego Mopa Leona, jak nazwał go Valdez podczas tamtej zabawy w bitwę na szczotki. Miałam się zabrać za sprzątanie, kiedy do domku wpadł Casper.
- Jen!- zawołał- Chodź ze mną!
- Nie ma mowy!- odparłam- Coś ty zrobił w tym salonie?!
- Jen, chodź szyb…
- Nie przerywaj mi! Bierz mopa i pomóż mi sprzątać!
- Jennette, potem! Chodź!
- Nie! Wolałam jak byłeś kwiatkiem!
Po tych słowach Casper zaczął się kurczyć, sięgnął po doniczkę i postawił ją koło swoich nóg. Wyrosły mu liście i płatki.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.- powiedział, a później zmienił się w kwiata.
Usiłując powstrzymać płacz odstawiłam mojego brata na parapet. Stałam przy oknie, kiedy za mną odezwał się znajomy, niski głos:
- BRAWO, JENNETTE. ZACZYNAMY BITWĘ.

Jak Wam się podoba? Podzielcie się opinią w komentarzu. Jak myślicie, co Casper chciał powiedzieć Jennette? Czyj był ten głos?

Komentujcie!