Rozdział 31 3 Jak Leo chce wpędzić Aresa w depresję

Rozdział dedykuję mojej koleżance Julce, która ma dzisiaj urodziny. Wszystkiego najlepszego! :-)

Po kilku sekundach Ares otrząsnął się w szoku. Liany owinęły się właśnie dookoła jego kolan, tymczasowo uniemożliwiając mu ruszenie się z miejsca. Leo wylądował bezpiecznie na żywopłocie, który zniknął zaraz po tym, jak chłopak wstał.
- Widzisz, głupi bożku?!- wrzasnął Valdez strącając z włosów niewielki zielony listek- Nawet rośliny są przeciwko tobie! Tylko nie wpadnij w depresję!
- Jason, już pomogłeś! Wracaj do domku!- zawołałam nie zwracając uwagi na krzyczącego Leona.
- Muszę wam pomóc!- odparł chłopak wyciągając miecz. Zanim jednak to zrobił w jego udo wbił się płonący sztylet Aresa. Grace zacisnął zęby.
- Piper!- krzyknęłam do dziewczyny stojącej kawałek dalej. Wiedziałam, że teraz Jason mnie posłucha.
- Dobra, już dobra.- powiedział zrezygnowany syn Zeusa- Pójdę, tylko jej tu nie fatyguj.
Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam ponownie rzucać kamieniami w boga wojny. Niestety zrozumiał tę taktykę i odbijał pociski mieczami. Osłoniłam się lepiej tarczą Percy’ego zabraną naszego domku, żeby móc rozejrzeć się po polu bitwy. Jason był już niedaleko domku, Frank w postaci pszczół próbował użądlić Aresa. Hazel powoli zaczynała się wycofywać, była na pewno zmęczona ciągłym odbijaniem broni. Annabeth kulejąca na prawą nogę, Diana i Piper razem z resztą Obozu próbowały pokonać armię potworów. Był tam Minotaur, ogary piekielne, olbrzymy, harpie i mnóstwo innych stworzeń których nie potrafiłam rozpoznać. Co chwilę słychać było tylko jęk jakiegoś zabijanego potwora lub krzyk rannego półboga. Wszyscy byli brudni od proszku w których zamieniały się pokonane istoty. Nagle Ann berwała brzuch mieczem Aresa. Ten tylko się zaśmiał. Dwóch chłopaków zabrało dziewczynę do obozowego szpitala.
W ten sposób z naszej początkowej dziewiątki zostało 6 osób. I Casper. Zmęczona Hazel, która od prawie trzech godzin broniła przed mieczami cztery osoby i siebie, chwilę później osunęła się na ziemię i została zaniesiona do domku, żeby mogła odpocząć. Została nas piątka, w tym ja z niesprawną złamaną ręką. I szósty Casper, który w każdej chwili mógł z powrotem zmienić się w kwiatka.

Co myślicie? W następnym powinna znaleźć się sytuacja, która przesądzi o losach Obozu Herosów. Podzielcie się opinią o rozdziale w komentarzu.

Rozdział 30 3 Prawdziwy przyjaciel zrobi dla ciebie żywopłot

- Hazel! Frank! Co wy tu robicie?!- krzyknął Leo, pozwalając sobie na chwilę nieuwagi. Miecz przeleciał zdecydowanie zbyt blisko jego ucha.
- Planem Aresa było rozdzielenie naszej dziewiątki!- zawołał Zhang uchylając się przed następnym sztyletem- Zrozumieliśmy że jeśli pójdziemy, to on wygra! Jason jest wyłączony z bitwy.
Zostałaby tylko piątka!
- Czwórka!- na polanę wbiegła Diana- Annabeth jest ranna!
Ares się zaśmiał i wysłał w naszym kierunku kilka płonących mieczy.
- A MASZ, GŁUPI HEROSKU!- wrzasnął kiedy jeden wbił się w tarczę Leona, sprawiając że Valdez musiał ją wyrzucić. Zostawił tarczę i pobiegł w stronę boga wojny.
- Leo, stój!- krzyknęłam za nim zrozpaczona, bo sam nie miał szans na wygraną z Aresem. Za nim wystartował rój pszczół będący Frankiem, a Hazel z ogromną szybkością rzucała w powietrze diamenty, które hamowały połowę lecących mieczy.
- Jak wszyscy to wszyscy.- wzruszyłam ramionami i pobiegłam za nimi. Obejrzałam się do tyłu, gdzie Diana, Piper i reszta Obozu siekały na drobne kawałeczki tysiące potworów. Odwróciłam głowę dopiero, gdy jakiś kryształ z wbitą płonącą bronią upadł koło mnie. I wtedy wpadłam na pomysł. Podniosłam szybko przypadkowy ciężki kamień i rzuciłam go z całej siły. Efekt był taki, jaki powinien.
- AAA!!!-wrzasnął bóg wojny rozcierając sobie czoło, z którego spływała złota krew- PRZEKLĘTE HEROSKI!!!
Na ramieniu kilkumetrowego Aresa stał Leo. Już miał wbić miecz w jego szyję, kiedy przeciwnik złapał go za włosy i zakręcił w powietrzu. Po chwili chłopak leciał kilkanaście metrów nad ziemią.
- Leon!- wrzasnęłam.
- Jen, woda, szybko!- usłyszałam za mną głos Jasona.
Mogłabym posłużyć się wodą, żeby bezpiecznie spadł, ale uderzenie z takiej wysokości w taflę wody równa się z uderzeniem w mur.
- Po co? Rozbije się o to!
- Daj trochę wody!
- Nie wiem, po co, ale…
- Szybko!
- Ok, już.
Utworzyłam źródełko. Blondyn zanurzył w wodzie ręce, w których coś trzymał, wymawiając przy tym zaklęcie. Po chwili pokazał mi, że przyniósł magicznego kwiatka, bo znalazł sposób by znowu stał się Casprem. Rzeczywiście, chwilę później stał przed nami Hammerson. Tymczasem Leo zbliżał się do ziemi.
Casper mruknął coś pod nosem. Pod Valdezem utworzył się gęsty żywopłot.
- Lepiej, żeby spadł na to.- powiedział- A, mam jeszcze jedną sztuczkę. Popatrz.
W tej chwili grube liany zaczęły owijać się wokół nóg zdezorientowanego Aresa.

Co myślicie o rozdziale? Proszę o komentarze.