2 lata bloga!

No nie… Znowu przypominam sobie o ,,urodzinach” bloga 10 dni po nich :-D.
16 lipca minęły dokładnie dwa lata od założenia tego bloga. Nigdy nie sądziłam, że tak długo wytrzymam z opisywaniem Jen i spółki xD

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy przez te dwa lata czytali moje opowiadanie, śledzili losy bohaterów, namawiali mnie do pisania kolejnych rozdziałów (albo mi w tym pomagali), a w szczególności tym, którzy zostawiali komentarze motywujące do dalszej pracy. Bez Was by się nie udało.

Nie kończę pisać tego bloga, spokojnie.

Tradycyjnie, kilka informacji w liczbach.
Przez dwa lata adres percy.blog.pl został kliknięty około 13900 razy.
Napisaliście 713 komentarzy.
Bardzo dziękuję :*
image

image

Rozdział 3 4 Kłótnia kłótnię goni

Zapraszam do czytania prawdziwego rozdziału 3 :-).

Nikt nie spodziewał się, co zostaniemy przy wyjściu. Spojrzałam na Dianę, która wyglądała, jakby miała ochotę zawrócić i uciekać. Leona dosłownie zwaliło z nóg. Potknął się o wystający korzeń i zarył twarzą w ziemię. Moje zadanie na dziś: sprawdzić, czy ma wszystkie zęby.
- Annabeth, nie możesz tam iść!- usłyszęliśmy. Kucnęliśmy za krzakiem, żeby nas nie zauważyli.
- Kim ty jesteś, żeby mi tego zabronić?!- dziewczyna znów spróbowała się wyrwać.
- To zbyt niebezpieczne!
- Trudno! Muszę szukać Percy’ego!
- Na pewno nie sama!
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić!
- Annabeth, wracaj do Obozu i opowiedz reszcie o swoim planie.
- Nigdzie nie wracam! Puść mnie, marnuję czas!- szarpnęła się, ale nie dało to efektów- Na Hadesa, jak to możliwe, że zrobiłeś się taki silny?!
- Zasługa ćwiczeń. Widzisz, nie wyrwiesz się, a ja nie zamierzam Cię puścić.
- Może kompromis?- zaproponowała Ann.
- Jaki?
- Możesz iść ze mną.
- No nie wiem…- udał zastanowienie- A może… ty pobiegniesz do Obozu, a ja w przeciwną stronę?- uśmiechnął się łobuzersko.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Puszczaj mnie!- udało jej się uwolnić z uścisku jedną rękę. Zanim zorientowaliśmy się, co zamierza zrobić, wyciągnęła sztylet, a chłopak szybko ją puścił i odsunął się.
Leo nie czekając dłużej wystartował w ich kierunku, a my zaraz po nim. Podbiegł do Ann, zanim do niej dotarło, że wszystko widzieliśmy.
- Co ty chciałaś zrobić?- Diana spojrzała na siostrę ze łzami w oczach.
- Nie chciał mnie wypuścić! Muszę ratować Percy’ego!
- Ann, spokojnie.- powiedziałam kładąc jej rękę na ramieniu- Nie możesz iść sama, bo ciebie też porwą. Wiesz w ogóle, czy oni są w świecie śmiertelników?
- A gdzie mają być?! Na Olimpie?!
- Nie wiem. Najpierw dowiedzmy się więcej, potem pójdziemy wszyscy razem, dobrze, Ann?- wydawało mi się, że dziewczyna się uspokoiła. Leo i Diana patrzyli na nas ze strachem, zapominając o rozmówcy Annabeth- Ok, to wrócimy teraz do jadalni, tak? Nic nie zjadłaś.
- Nie jestem głodna…- wyjąkała cicho.
- Schowaj sztylet, proszę.- wyszeptałam patrząc jej w oczy. Po chwili posłusznie włożyła broń do plecaka. Odetchnęłam z ulgą, myśląc, że nie powinna już uciekać.
I wtedy Leo pochwalił się swoim poziomem inteligencji.
- Percy ma się dobrze.- powiedział, a Chase spojrzała na niego. Przypomniała sobie powód swojego zachowania.
- Nie ma się dobrze! Muszę go odnaleźć!- krzyknęła i pobiegła do wyjścia.
- Annabeth!- zawołała za nią Diana.
Leon już startował za nią, ale go przytrzymałam.
- To nic nie da, nie dogonisz jej.
Staliśmy naprzeciw bramy z napisem Camp Half-Blood i obserwowaliśmy, jak nasza przyjaciółka wybiega przez nią. Nikt się nie odezwał, chociaż doskonale wiedzieliśmy, że może już nie wrócić.

Annabeth uciekła już kilka minut temu, a my nadal staliśmy wpatrzeni gdzieś w teren poza Obozem. Nagle usłyszałam chrząknięcie, Diana i Leo też. Obróciliśmy się w stronę chłopaka, z którym rozmawiała Ann. Prawie zapomnieliśmy o jego obecności.
- Wszystko dobrze?- spytałam, żeby przerwać niezręczną ciszę.
- Tak, ok…
- Słuchaj… dzięki, że ją zatrzymałeś. Nie dogonilibyśmy jej.
- Żaden problem- uśmiechnął się niepewnie- Dzięki za pomoc, gdyby nie wy… nie wiem, co ona by mi zrobiła.
Podniosłam lekko kąciki ust i usłyszałam cichy głos Diany.
- Naprawdę stoisz po naszej stronie, Nico?
Atmofera zgęstniała.
- Może nie możesz znieść porażki Aresa i dlatego magicznie się nawróciłeś?- warknął Leo.
- Nie, to nie tak… Przeszedłem do nich i zostałem tym całym…- przełknął ślinę- szpiegiem, bo ojciec mi kazał.
- A od kiedy ty słuchasz tatusia, co?!- Valdez niebezpiecznie zbliżył się do Di Angelo, a ja wolałam interweniować zanim dojdzie do bójki. Odciągnęłam Leona kilka metrów do tyłu.
- Chciałem tylko, żeby mnie docenił!- zawołał Nico- Jak ty byś się czuł, gdyby chodziło o Hefajstosa?!
- Nie wiem, jak bym się czuł, ale nie zdradziłbym swoich przyjaciół!
- Przepraszam!
- Myślisz, że ,,przepraszam” wystarczy?!- wrzasnął chłopak, a ja przytrzymałam go mocniej.
- Leo…- popatrzyłam mu w oczy- Już, spokojnie.
Zamilkł, a Nico dyszał ciężko.
- Czy ktokolwiek mi wierzy, że jestem po waszej stronie?- wyszeptał.
- Ja ci wierzę.- oznajmiła cicho Diana, a ja spojrzałam na nią zaskoczona, bo nie spodziewałam się tego.
- Jennette?- na dźwięk swojego imienia przeniosłam wzrok na Di Angelo. W jego czarnych oczach widziałam strach.
- Nie wiem, Nico… Naprawdę nie wiem…- westchnęłam- Chyba nie umiem teraz ci zaufać.
- Spodziewałam się takiej odpowiedzi.- odparł smutnym głosem- Wiecie… wierzę, że kiedyś mi wybaczycie i jeszcze będziemy przyjaciółmi…
Usłyszałam ciche prychnięcie Leona- uważał, że chłopak kłamał.
- Spokojnie- szepnęłam mu do ucha. Po chwili w jego oczach nie było już nienawiści, tylko zwykła nieufność.
- Dam wam tyle czasu, ile będziecie potrzebowali- obiecał syn Hadesa, po czym skierował się do wyjścia z Obozu- A, Annabeth wróci cała i zdrowa- dodał.
- Nico!- zawołałam, gdy przechodził przez bramę- Do zobaczenia.- uniosłam kąciki ust, a Diana uśmiechnęła się promiennie. Wiedziałam, że dawno wybaczyła chłopakowi.
- To co, wracamy na śniadanie?- spytałam, by odciągnąć przyjaciół od myślenia o Annabeth i Nico- Leo, dławiąc się chyba za wiele się nie najadłeś, co?- zaśmiałam się.
Valdez wyszczerzył zęby (uf, na szczęście nie wybił sobie żadnego przy upadku) w łobuzerskim uśmiechu i przepchnął się między mnie a Dianę. Jednym ramieniem objął za szyję moją przyjaciółkę, drugim mnie. Zapominając na chwilę o zaistniałej przed chwilą sytuacji poszliśmy do stołówki.

Co myślicie o rozdziale? Wierzycie Nico, czy, tak jak Leo, uważacie, że kłamie? Chętnie poznam Wasze opinie.
Proszę o komentarze. :)

Wywiad z Dianą

Witaj, Diano. Cieszę się, że zgodziłaś się udzielić mi wywiadu.
Hej. Mi też jest miło.
Na początek: Co myślisz o Nico Di Angelo?
Szczerze mówiąc, to na początku byłam w nim zakochana, ale gdy zdradził Jen wściekłam się na niego.
Co czułaś gdy Nico zaoferował pomoc przed bitwą z Aresem?
Myślałam, że się zmienił, ale gdy pomyślałam o wszystkim co zrobił Jen, kazałam mu się wynosić.
Czy wierzysz, że Megan przejdzie z powrotem na waszą stronę po ich przegranej?
Sama nie wiem. Odkąd Ares ją uznał, była jakaś dziwna, więc nie sądzę.
Co sądzisz o Jennette i Leonie?
Oni już od dawna powinni być parą!!! Świetnie do siebie pasują.
Czy myślałaś o tym, co się stało z Percy’m?
Tak, opracowałam plan uratowania go z Annabeth, ale cicho, to jeszcze sekret.
Co sądzisz o dziwnym zachowaniu Annabeth?
Musi bardzo martwić się o Percy’ego. Mam nadzieję, że sama nie zrealizuje planu, bo jest zbyt niebezpieczny…
Dobrze, to by było na tyle. Dziękuję Ci za udzielenie wywiadu.
Ja też dziękuję.

Wywiadu udzieliła prawdziwa Diana, której serdecznie dziękuję :).

Rozdział 3 4 Wizyta na Olimpie

Zanim przeczytacie, przypominam o głosowaniu! Jutro ostatni dzień na wybieranie ulubionej postaci!

Przeczytanie grozi zawałem, czytasz na własną odpowiedzialność. ;)

- Jennette Nonames…- usłyszałam niski, męski głos. Już wiedziałam, z kim mam do czynienia, ale nie miałam pojęcia, jak się TAM znalazłam- Wreszcie zaszczyciłaś nas swoją obecnością.
- Panie Zeusie- skłoniłam się, klękając na chłodną podłogę z jasnego kamienia. Nadal nie podnosiłam głowy, żeby popatrzeć na Olimpijczyków. Nie miałam odwagi spojrzeć w oczy władcy piorunów.
- Możesz wstać.
Gdy to powiedział, z trudem podniosłam się z wyślizganej posadzki i stanęłam w lekkim rozkroku, żeby się nie przewrócić. Odważyłam się zerknąć w kierunku kilkumetrowych postaci, jednak zaraz odwróciłam wzrok. Wpatrzyłam się w swoje tenisówki.
- Zapewne zastanawiasz się, jaki jest powód twojej wizyty na Olimpie…- przemówił Zeus. Następnie zamilkł, czekając na moją odpowiedź.
- Bardzo chciałabym wiedzieć, dlaczego się tu znalazłam.- wyjąkałam.
- Spójrz na mnie, to niegrzeczne nie patrzeć w oczy rozmówcy. Przecież nie chcę ci nic zrobić.
- Nie byłabym taka pewna- wyszeptałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Miałam nadzieję, że nikt tego nie usłyszał. Jednak w tak wielkiej sali, w jakiej się znajdowałam, słychać wszystko bardzo wyraźnie. Zeus zignorował moje słowa, za to usłyszałam cichy śmiech, prawdopodobnie Apolla.
Teraz, by nie narazić się na gniew najważniejszego Olimpijczyka, musiałam popatrzeć.
Omiotłam wzrokiem salę. Obok Zeusa siedziała Hera, dalej Atena, Afrodyta, Apollo, Artemida, a później… pusty tron. Domyśliłam się, że należy on do Hefajstosa. Z drugiej strony znajdował się Posejdon (O, Bogowie. Nawet na mnie nie spojrzał), a obok niego kilka metrów pustego miejsca. To tutaj stał kiedyś tron Aresa. Następne siedzenia należały do Demeter i Hermesa, za to na środku sali, przy ognisku, siedziała Hestia.
- Skoro już udało ci się na nas popatrzeć- zaczął mówić Zeus, wyrywając mnie z tego fascynującego zajęcia, jakim było oglądanie kilkumetrowych postaci- i jeszcze nie trafił cię piorun, chyba mogę ci już wyjaśnić, dlaczego cię tu ściągnęliśmy.
Kiwnęłam głową, zgadzając się.
- Jak widzisz, jest nas tylko dziesiątka. Ares zrezygnował ze swojego tronu…
- I dobrze…- usłyszałam cichy chichot Apolla.
- Nie przerywaj mi, Apollinie!- ryknął Zeus, a ja zrozumiałam, dlaczego nikt nie chce mu podpaść.
- Przepraszam- wyjąkał bóg sztuki. Robił się coraz bardziej czerwony ze wstydu.
- Teraz rozmawiam z tą młodą półboginią- władca piorunów popatrzył na mnie swoimi szarymi jak chmury burzowe oczami. Poczułam strach. Miły Zeus może oznaczać tylko ciszę przed burzą. Może nawet i dosłownie.
- Tak więc, droga Jennette… Została nas dziesiątka. Ares nie chciał już posiadać własnego tronu na Olimpie. Nie wiemy, gdzie teraz jest. Prawdopodobnie zaszył się w jakiejś kryjówce ze swoimi ,,heroskami”- Zeus zaśmiał się, a ja pomyślałam tylko Czego on ode mnie chce?.- Ale nie dlatego cię tu sprowadziliśmy. Widzisz zapewne, że brakuje jeszcze jednego z nas – Hefajstosa. Nasze informacje o tym, co się z nim dzieje, nie wykraczają poza wiedzę, że zniknął.

Jasne, już wiedziałam, po co zostałam ściągnięta tu, gdzie teraz się znajdowałam. Prawie wszyscy cieszyliby się, że mają zaszczyt zobaczyć salę tronową na Olimpie. Ja jednak, ze względu na to, że był ranek, wolałabym spać spokojnie w domku nr 3, w Obozie Herosów.

Z rozmyślań wyrwał mnie znajomy, niski głos.
- Uznałem, że ty możesz wiedzieć, gdzie znajduje się nasz kolega, a przy okazji ojciec twojego przyjaciela… jak on tam był… Leona Valdeza?
Odchrząknęłam i wytarłam nerwowo dłonie o swoją niebieską koszulkę.
- Przykro mi, ale nie mam pojęcia, gdzie jest Hefajstos. Wiem tylko, że jest z nim mój brat, Percy Jackson.
- Rozumiem…- Zeus podrapał się po brodzie- A co wiesz o aktualnym stanie Jacksona?
- Gonił go Casper, nasz brat.
Przerwało mi znudzone westchnięcie Demeter. No tak, nie przepada za swoim synem. W końcu sama zmieniła go w kwiatka.
- Percy wybiegł z ogrodu naszego domku, uciekając przed nim.- kontynuowałam- Musiał spotkać Hefajstosa w Obozie.
- Ciekawe… Sugerujesz, że Hefajstos specjalnie zjawił się w Obozie, żeby porwać Jacksona?
- Tego nie wiem, ale jestem pewna, że Percy nie jest głupi, więc Hefajstos musiał go zwabić w jakąś dobrą pułapkę.
- Dobrze, nie potrzebuję na razie wiedzieć więcej.- ocenił Zeus- Wiedz jednak, że jeśli będę miał jakieś pytania, ściągnę cię tu z powrotem.
- Rozumiem.- odparłam- Mogę już iść?
- Tak, mo…
- TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE!- usłyszałam wrzask. Przerażona obróciłam się ponownie w stronę tronów. Posejdon stał wyprostowany, czerwony na twarzy i rękami ściśniętymi w pięści- PRZEZ CIEBIE ON GO PORWAŁ! GDYBYŚ WCZEŚNIEJ POKONAŁA ARESA, NIE DOSZŁOBY DO TEGO!
Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Jak on mógł powiedzieć mi coś takiego?! Zamrugałam kilka razy, żeby się nie rozpłakać, a następnie wytarłam mokre dłonie o koszulkę.
- Ojcze…- wyjąkałam patrząc w jego oczy, które teraz miały granatowy odcień.
- JAK ŚMIESZ MNIE TAK NAZYWAĆ! IDŹ STĄD I NIGDY NIE WRACAJ! JESTEŚ NAJWIĘKSZYM BŁĘDEM MOJEGO ŻYCIA!
Z tego, co stało się dalej, pamiętam tylko to, że Zeus próbował uspokoić brata, niestety nie przyniosło to żadnych efektów. W moją stronę popłynęła ogromna, kilkunastometrowa fala. Woda była ciemna, prawie czarna, i złowieszczo pieniła się na górze.
Jako córka Posejdona powinnam oddychać pod wodą, ale czułam, że w tym przypadku na nic się zda moja umiejętność.
Nie byłam w stanie ani krzyknąć, ani uciekać. Czekałam, aż mnie zaleje, wpatrzona w ciemnoniebieskie oczy Posejdona, który powiedział spokojnym głosem:
- Nareszcie mam Cię z głowy, Jennette.
Chwilę później dookoła mnie znajdowała się tylko czarna woda, mnóstwo czarnej wody. I tak, jak przypuszczałam, nie potrafiłam pod nią oddychać.

Obudziłam się z krzykiem, cała zlana potem. Serce waliło mi jak oszalałe. Leżałam w swoim łóżku, owinięta miękką, niebieską pościelą. Za oknem było ciemno, co oznaczało, że była noc. Rozejrzałam się po pokoju i z ulgą stwierdziłam, że to moja sypiania. Czyli… to był tylko sen!
- Wszystko dobrze?- do pomieszczenia weszła moja mama, ubrana w piżamę.
- Tak… Śniło mi się, że byłam na Olimpie…
- Oj, Jen…- mama westchnęła i usiadła koło mnie na łóżku- Mówiłam ci, że za dużo czytasz tego Percy’ego Jacksona.- wskazała na dwie książki na szafce nocnej, a następnie na kolejne osiem na półce.
- Dobrze… Przepraszam, że cię obudziłam.
- Nic nie szkodzi. Pamiętaj, że jesteśmy w normalnym świecie. Percy Jackson i ci wszyscy półbogowie nie istnieją.
- Dobrze, mamo. Dziękuję.
- Dobranoc, Jen.- kobieta uśmiechnęła się wstając z łóżka.
- Dobranoc.- powiedziałam, po czym zgasiłam lampkę nocną i ponownie zasnęłam.

I jak, zaskoczyłam Was? Co sądzicie o rozdziale?
Proszę o komentarze.
A, przeczytajcie jeszcze informację niżej.

Ten rozdział 3 4 w tytule jest tylko dla zmyłki, nie martwcie się. Naprawdę to miniaturka, osobne opowiadanie! Nie ma wpływu na historię, którą tu opisuję od początku. Jen się nie utopiła i jest córką Posejdona. Taki wredny żart Wam zrobiłam ;)
Prawdziwy rozdział 3 już niedługo! Tymczasem przypominam o głosowaniu!

Głosowanie- najlepsza postać

Cześć Wam! Pomyślałam, że na razie zamiast quizu z okazji 4. serii zrobię głosowanie.

Waszym zadaniem jest wybranie Waszej ulubionej postaci, wymyślonej przeze mnie. Możecie głosować na:
1. Jennette
2. Dianę
3. Caspra
4. Megan

Niedługo na blogu ukaże się wywiad z postacią, która otrzyma najwięcej Waszych głosów.
Polecam odpuścić sobie głosowanie na Jennette i wybierać inne postacie, bo z nią był już wywiad. Wybór jednak należy do Was, więc najwyżej napiszę drugi wywiad z Jen. ;)

Głosujcie na jedną postać, jestem w stanie sprawdzić, kto dodał kilka głosów ;)

Na głosowanie macie czas do poniedziałku, 11 lipca, do godziny 18.00.

W swoim głosie w komentarzu pod tym wpisem wystarczy napisać sam numerek przy postaci, napisany wyżej.

Zapraszam do głosowania!

Rozdział 2 4 Dziwne zachowanie Annabeth

Gdy wszyscy zorientowali się, że Annabeth wybiegła, Chejron polecił kilku osobom poszukanie jej. Następnie zszedł z podwyższenia i usunął się z naszego pola widzenia.
Odsunęłam swój talerz i podniosłam się z krzesła. Casper popatrzył na mnie zdziwiony, jednocześnie pakując sobie do ust kolejny kawałek niebieskiego naleśnika.
- Ja pójdę.- powiedziałam na tyle głośno, żeby obozowicze mnie usłyszęli.
- W takim razie ja też.- Leo chwycił niedokończonego tosta w dłoń i wstał.
- Idę z wami.- oznajmiła Diana uśmiechając się nieśmiało.
- Trójka wystarczy.- zawołał Chejron gdzieś z polany.
- W takim razie chodźmy.- dodałam, po czym spojrzałam pogardliwie na Hammersona- Smacznego.

Wyszliśmy ze stołówki.
- Może zacznijmy od domku Ateny.- zaproponował Leon.
- Dobrze, więc chodźcie szybko, bo jeszcze Ann nam ucieknie.- odparła Diana.
Skierowaliśmy się w stronę części mieszkalnej Obozu. Valdez, żeby nie było nudno, co chwilę rzucał jakimś niezbyt śmiesznym żartem, a ja i moja przyjaciółka śmiałyśmy się, żeby nie sprawić mu przykrości. Rozglądaliśmy się dookoła. Wszyscy siedzieli w jadalni, więc było pusto. Annabeth nigdzie nie było.
Gdy dotarliśmy do właściwego domku, Diana sięgnęła do kieszeni po klucz.

Od czasu bitwy z Aresem półbogowie dostali klucze do swoich domków. Wszystko po to, by nie powtórzyła się sytuacja, kiedy bóg wojny schował się za zasłonką i zepchnął mnie do piwnicy, łamiąc mi rękę.

- Otwarte- z rozmyślań wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki.
- Jak to otwarte?- zdziwił się Leo.
- Nie wiem… Przecież zamykałam na klucz, gdy wychodziłam na śniadanie.
- To znaczy, że Ann tu była!- zawołałam- A może nawet jeszcze jest w środku!
Rozbiegliśmy się po budynku w poszukiwaniu dziewczyny.
- Salon czysty!- krzyknęła Diana.
- Łazienka też czysta!- odparł Valdez.
Pomyślałam, co by było, gdyby łazienka nie była czysta. Wyobraziłam sobie minę Annabeth, gdyby zobaczyła Leona wparowującego jej do łazienki. Chłopak zapewne zrobiłby się dziesięc razy bardziej czerwony niż wtedy, gdy się dławił. Mimowolnie zaczęłam się śmiać.
Poszłam sprawdzić sypialnię Chase.
- Sypialnia czys…- zaczęłam mówić, ale zorientowałam się, że wcale tak nie jest.- Chodźcie tu!
Syn Hefajstosa i córka Ateny przybiegli do pokoju w kilka sekund.
- Co tu się stało…- szepnął Leo.
Wszystko w promieniu kilku metrów od łóżka Annabeth było poprzewracane. Szafa była otwarta, a ubrania leżały na ziemi. Rzeczy z maksymalnie powysuwanych szuflad walały się po podłodze. Łóżko, zawsze idealnie pościelone, teraz było w nieładzie. Kołdra wyglądała, jakby przed chwilą leżało na niej coś ciężkiego.
- Zniknął plecak!- zawołała Diana- I kilka ubrań!
Dopiero teraz zobaczyliśmy otwarte okno. Jako, że pokój był na parterze, nie mieliśmy wątpliwości, co się stało.
- Wyskoczyła przez okno?! No, tego bym się po niej nie spodziewał.- zauważył Leon.
- Musiała widzieć jak tu szliśmy! Gdyby nie widziała, że ktoś jej szuka, wyszłaby drzwiami!- powiedziałam.
- Dlaczego?- spytał Valdez.- Mogła wyskoczyć, nie wiedząc, że jej szukamy.
- Nie znasz Annabeth? Nie skoczyłaby z okna bez powodu!
- Szybko, może jeszcze ją dogonimy!- krzyknęła Diana.
Pobiegliśmy do drzwi wejściowych. Nie bawiliśmy się nawet w zamykanie ich na klucz. Chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się przy wyjściu z Obozu. Było przecież jasne, że Chase nie spakowała się na wypad nad obozowe jezioro.
- Annabeth ucieka przez okno! Świat stanął na głowie!- wrzasnął Leon zeskakując ze schodów.
- Valdez, nie wygłupiaj się.- syknęłam- Jeszcze nam brakuje, żebyś skręcił kostkę!
Leo spuścił głowę i nic nie odpowiedział. Chwilę później ruszyliśmy najszybciej jak potrafiliśmy w stronę wejścia do Obozu.

Co sądzicie o rozdziale? Macie jakieś pomysły, dokąd uciekła Annabeth i dlaczego się tak zachowała?
Czekam na Wasze opinie w komentarzach :).