Rozdział 3 4 Wizyta na Olimpie

Zanim przeczytacie, przypominam o głosowaniu! Jutro ostatni dzień na wybieranie ulubionej postaci!

Przeczytanie grozi zawałem, czytasz na własną odpowiedzialność. ;)

- Jennette Nonames…- usłyszałam niski, męski głos. Już wiedziałam, z kim mam do czynienia, ale nie miałam pojęcia, jak się TAM znalazłam- Wreszcie zaszczyciłaś nas swoją obecnością.
- Panie Zeusie- skłoniłam się, klękając na chłodną podłogę z jasnego kamienia. Nadal nie podnosiłam głowy, żeby popatrzeć na Olimpijczyków. Nie miałam odwagi spojrzeć w oczy władcy piorunów.
- Możesz wstać.
Gdy to powiedział, z trudem podniosłam się z wyślizganej posadzki i stanęłam w lekkim rozkroku, żeby się nie przewrócić. Odważyłam się zerknąć w kierunku kilkumetrowych postaci, jednak zaraz odwróciłam wzrok. Wpatrzyłam się w swoje tenisówki.
- Zapewne zastanawiasz się, jaki jest powód twojej wizyty na Olimpie…- przemówił Zeus. Następnie zamilkł, czekając na moją odpowiedź.
- Bardzo chciałabym wiedzieć, dlaczego się tu znalazłam.- wyjąkałam.
- Spójrz na mnie, to niegrzeczne nie patrzeć w oczy rozmówcy. Przecież nie chcę ci nic zrobić.
- Nie byłabym taka pewna- wyszeptałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Miałam nadzieję, że nikt tego nie usłyszał. Jednak w tak wielkiej sali, w jakiej się znajdowałam, słychać wszystko bardzo wyraźnie. Zeus zignorował moje słowa, za to usłyszałam cichy śmiech, prawdopodobnie Apolla.
Teraz, by nie narazić się na gniew najważniejszego Olimpijczyka, musiałam popatrzeć.
Omiotłam wzrokiem salę. Obok Zeusa siedziała Hera, dalej Atena, Afrodyta, Apollo, Artemida, a później… pusty tron. Domyśliłam się, że należy on do Hefajstosa. Z drugiej strony znajdował się Posejdon (O, Bogowie. Nawet na mnie nie spojrzał), a obok niego kilka metrów pustego miejsca. To tutaj stał kiedyś tron Aresa. Następne siedzenia należały do Demeter i Hermesa, za to na środku sali, przy ognisku, siedziała Hestia.
- Skoro już udało ci się na nas popatrzeć- zaczął mówić Zeus, wyrywając mnie z tego fascynującego zajęcia, jakim było oglądanie kilkumetrowych postaci- i jeszcze nie trafił cię piorun, chyba mogę ci już wyjaśnić, dlaczego cię tu ściągnęliśmy.
Kiwnęłam głową, zgadzając się.
- Jak widzisz, jest nas tylko dziesiątka. Ares zrezygnował ze swojego tronu…
- I dobrze…- usłyszałam cichy chichot Apolla.
- Nie przerywaj mi, Apollinie!- ryknął Zeus, a ja zrozumiałam, dlaczego nikt nie chce mu podpaść.
- Przepraszam- wyjąkał bóg sztuki. Robił się coraz bardziej czerwony ze wstydu.
- Teraz rozmawiam z tą młodą półboginią- władca piorunów popatrzył na mnie swoimi szarymi jak chmury burzowe oczami. Poczułam strach. Miły Zeus może oznaczać tylko ciszę przed burzą. Może nawet i dosłownie.
- Tak więc, droga Jennette… Została nas dziesiątka. Ares nie chciał już posiadać własnego tronu na Olimpie. Nie wiemy, gdzie teraz jest. Prawdopodobnie zaszył się w jakiejś kryjówce ze swoimi ,,heroskami”- Zeus zaśmiał się, a ja pomyślałam tylko Czego on ode mnie chce?.- Ale nie dlatego cię tu sprowadziliśmy. Widzisz zapewne, że brakuje jeszcze jednego z nas – Hefajstosa. Nasze informacje o tym, co się z nim dzieje, nie wykraczają poza wiedzę, że zniknął.

Jasne, już wiedziałam, po co zostałam ściągnięta tu, gdzie teraz się znajdowałam. Prawie wszyscy cieszyliby się, że mają zaszczyt zobaczyć salę tronową na Olimpie. Ja jednak, ze względu na to, że był ranek, wolałabym spać spokojnie w domku nr 3, w Obozie Herosów.

Z rozmyślań wyrwał mnie znajomy, niski głos.
- Uznałem, że ty możesz wiedzieć, gdzie znajduje się nasz kolega, a przy okazji ojciec twojego przyjaciela… jak on tam był… Leona Valdeza?
Odchrząknęłam i wytarłam nerwowo dłonie o swoją niebieską koszulkę.
- Przykro mi, ale nie mam pojęcia, gdzie jest Hefajstos. Wiem tylko, że jest z nim mój brat, Percy Jackson.
- Rozumiem…- Zeus podrapał się po brodzie- A co wiesz o aktualnym stanie Jacksona?
- Gonił go Casper, nasz brat.
Przerwało mi znudzone westchnięcie Demeter. No tak, nie przepada za swoim synem. W końcu sama zmieniła go w kwiatka.
- Percy wybiegł z ogrodu naszego domku, uciekając przed nim.- kontynuowałam- Musiał spotkać Hefajstosa w Obozie.
- Ciekawe… Sugerujesz, że Hefajstos specjalnie zjawił się w Obozie, żeby porwać Jacksona?
- Tego nie wiem, ale jestem pewna, że Percy nie jest głupi, więc Hefajstos musiał go zwabić w jakąś dobrą pułapkę.
- Dobrze, nie potrzebuję na razie wiedzieć więcej.- ocenił Zeus- Wiedz jednak, że jeśli będę miał jakieś pytania, ściągnę cię tu z powrotem.
- Rozumiem.- odparłam- Mogę już iść?
- Tak, mo…
- TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE!- usłyszałam wrzask. Przerażona obróciłam się ponownie w stronę tronów. Posejdon stał wyprostowany, czerwony na twarzy i rękami ściśniętymi w pięści- PRZEZ CIEBIE ON GO PORWAŁ! GDYBYŚ WCZEŚNIEJ POKONAŁA ARESA, NIE DOSZŁOBY DO TEGO!
Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Jak on mógł powiedzieć mi coś takiego?! Zamrugałam kilka razy, żeby się nie rozpłakać, a następnie wytarłam mokre dłonie o koszulkę.
- Ojcze…- wyjąkałam patrząc w jego oczy, które teraz miały granatowy odcień.
- JAK ŚMIESZ MNIE TAK NAZYWAĆ! IDŹ STĄD I NIGDY NIE WRACAJ! JESTEŚ NAJWIĘKSZYM BŁĘDEM MOJEGO ŻYCIA!
Z tego, co stało się dalej, pamiętam tylko to, że Zeus próbował uspokoić brata, niestety nie przyniosło to żadnych efektów. W moją stronę popłynęła ogromna, kilkunastometrowa fala. Woda była ciemna, prawie czarna, i złowieszczo pieniła się na górze.
Jako córka Posejdona powinnam oddychać pod wodą, ale czułam, że w tym przypadku na nic się zda moja umiejętność.
Nie byłam w stanie ani krzyknąć, ani uciekać. Czekałam, aż mnie zaleje, wpatrzona w ciemnoniebieskie oczy Posejdona, który powiedział spokojnym głosem:
- Nareszcie mam Cię z głowy, Jennette.
Chwilę później dookoła mnie znajdowała się tylko czarna woda, mnóstwo czarnej wody. I tak, jak przypuszczałam, nie potrafiłam pod nią oddychać.

Obudziłam się z krzykiem, cała zlana potem. Serce waliło mi jak oszalałe. Leżałam w swoim łóżku, owinięta miękką, niebieską pościelą. Za oknem było ciemno, co oznaczało, że była noc. Rozejrzałam się po pokoju i z ulgą stwierdziłam, że to moja sypiania. Czyli… to był tylko sen!
- Wszystko dobrze?- do pomieszczenia weszła moja mama, ubrana w piżamę.
- Tak… Śniło mi się, że byłam na Olimpie…
- Oj, Jen…- mama westchnęła i usiadła koło mnie na łóżku- Mówiłam ci, że za dużo czytasz tego Percy’ego Jacksona.- wskazała na dwie książki na szafce nocnej, a następnie na kolejne osiem na półce.
- Dobrze… Przepraszam, że cię obudziłam.
- Nic nie szkodzi. Pamiętaj, że jesteśmy w normalnym świecie. Percy Jackson i ci wszyscy półbogowie nie istnieją.
- Dobrze, mamo. Dziękuję.
- Dobranoc, Jen.- kobieta uśmiechnęła się wstając z łóżka.
- Dobranoc.- powiedziałam, po czym zgasiłam lampkę nocną i ponownie zasnęłam.

I jak, zaskoczyłam Was? Co sądzicie o rozdziale?
Proszę o komentarze.
A, przeczytajcie jeszcze informację niżej.

Ten rozdział 3 4 w tytule jest tylko dla zmyłki, nie martwcie się. Naprawdę to miniaturka, osobne opowiadanie! Nie ma wpływu na historię, którą tu opisuję od początku. Jen się nie utopiła i jest córką Posejdona. Taki wredny żart Wam zrobiłam ;)
Prawdziwy rozdział 3 już niedługo! Tymczasem przypominam o głosowaniu!

1 Komentarz

  1. OMG
    Nieźle mnie wystraszyłaś, ale zaczęłam się domyślać gdy nie było z tobą Diany i Leosia :-)

    Czekam na Prawdziwy 3 rozdział :-D

    Ave

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.