Rozdział 3 4 Kłótnia kłótnię goni

Zapraszam do czytania prawdziwego rozdziału 3 :-).

Nikt nie spodziewał się, co zostaniemy przy wyjściu. Spojrzałam na Dianę, która wyglądała, jakby miała ochotę zawrócić i uciekać. Leona dosłownie zwaliło z nóg. Potknął się o wystający korzeń i zarył twarzą w ziemię. Moje zadanie na dziś: sprawdzić, czy ma wszystkie zęby.
- Annabeth, nie możesz tam iść!- usłyszęliśmy. Kucnęliśmy za krzakiem, żeby nas nie zauważyli.
- Kim ty jesteś, żeby mi tego zabronić?!- dziewczyna znów spróbowała się wyrwać.
- To zbyt niebezpieczne!
- Trudno! Muszę szukać Percy’ego!
- Na pewno nie sama!
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić!
- Annabeth, wracaj do Obozu i opowiedz reszcie o swoim planie.
- Nigdzie nie wracam! Puść mnie, marnuję czas!- szarpnęła się, ale nie dało to efektów- Na Hadesa, jak to możliwe, że zrobiłeś się taki silny?!
- Zasługa ćwiczeń. Widzisz, nie wyrwiesz się, a ja nie zamierzam Cię puścić.
- Może kompromis?- zaproponowała Ann.
- Jaki?
- Możesz iść ze mną.
- No nie wiem…- udał zastanowienie- A może… ty pobiegniesz do Obozu, a ja w przeciwną stronę?- uśmiechnął się łobuzersko.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Puszczaj mnie!- udało jej się uwolnić z uścisku jedną rękę. Zanim zorientowaliśmy się, co zamierza zrobić, wyciągnęła sztylet, a chłopak szybko ją puścił i odsunął się.
Leo nie czekając dłużej wystartował w ich kierunku, a my zaraz po nim. Podbiegł do Ann, zanim do niej dotarło, że wszystko widzieliśmy.
- Co ty chciałaś zrobić?- Diana spojrzała na siostrę ze łzami w oczach.
- Nie chciał mnie wypuścić! Muszę ratować Percy’ego!
- Ann, spokojnie.- powiedziałam kładąc jej rękę na ramieniu- Nie możesz iść sama, bo ciebie też porwą. Wiesz w ogóle, czy oni są w świecie śmiertelników?
- A gdzie mają być?! Na Olimpie?!
- Nie wiem. Najpierw dowiedzmy się więcej, potem pójdziemy wszyscy razem, dobrze, Ann?- wydawało mi się, że dziewczyna się uspokoiła. Leo i Diana patrzyli na nas ze strachem, zapominając o rozmówcy Annabeth- Ok, to wrócimy teraz do jadalni, tak? Nic nie zjadłaś.
- Nie jestem głodna…- wyjąkała cicho.
- Schowaj sztylet, proszę.- wyszeptałam patrząc jej w oczy. Po chwili posłusznie włożyła broń do plecaka. Odetchnęłam z ulgą, myśląc, że nie powinna już uciekać.
I wtedy Leo pochwalił się swoim poziomem inteligencji.
- Percy ma się dobrze.- powiedział, a Chase spojrzała na niego. Przypomniała sobie powód swojego zachowania.
- Nie ma się dobrze! Muszę go odnaleźć!- krzyknęła i pobiegła do wyjścia.
- Annabeth!- zawołała za nią Diana.
Leon już startował za nią, ale go przytrzymałam.
- To nic nie da, nie dogonisz jej.
Staliśmy naprzeciw bramy z napisem Camp Half-Blood i obserwowaliśmy, jak nasza przyjaciółka wybiega przez nią. Nikt się nie odezwał, chociaż doskonale wiedzieliśmy, że może już nie wrócić.

Annabeth uciekła już kilka minut temu, a my nadal staliśmy wpatrzeni gdzieś w teren poza Obozem. Nagle usłyszałam chrząknięcie, Diana i Leo też. Obróciliśmy się w stronę chłopaka, z którym rozmawiała Ann. Prawie zapomnieliśmy o jego obecności.
- Wszystko dobrze?- spytałam, żeby przerwać niezręczną ciszę.
- Tak, ok…
- Słuchaj… dzięki, że ją zatrzymałeś. Nie dogonilibyśmy jej.
- Żaden problem- uśmiechnął się niepewnie- Dzięki za pomoc, gdyby nie wy… nie wiem, co ona by mi zrobiła.
Podniosłam lekko kąciki ust i usłyszałam cichy głos Diany.
- Naprawdę stoisz po naszej stronie, Nico?
Atmofera zgęstniała.
- Może nie możesz znieść porażki Aresa i dlatego magicznie się nawróciłeś?- warknął Leo.
- Nie, to nie tak… Przeszedłem do nich i zostałem tym całym…- przełknął ślinę- szpiegiem, bo ojciec mi kazał.
- A od kiedy ty słuchasz tatusia, co?!- Valdez niebezpiecznie zbliżył się do Di Angelo, a ja wolałam interweniować zanim dojdzie do bójki. Odciągnęłam Leona kilka metrów do tyłu.
- Chciałem tylko, żeby mnie docenił!- zawołał Nico- Jak ty byś się czuł, gdyby chodziło o Hefajstosa?!
- Nie wiem, jak bym się czuł, ale nie zdradziłbym swoich przyjaciół!
- Przepraszam!
- Myślisz, że ,,przepraszam” wystarczy?!- wrzasnął chłopak, a ja przytrzymałam go mocniej.
- Leo…- popatrzyłam mu w oczy- Już, spokojnie.
Zamilkł, a Nico dyszał ciężko.
- Czy ktokolwiek mi wierzy, że jestem po waszej stronie?- wyszeptał.
- Ja ci wierzę.- oznajmiła cicho Diana, a ja spojrzałam na nią zaskoczona, bo nie spodziewałam się tego.
- Jennette?- na dźwięk swojego imienia przeniosłam wzrok na Di Angelo. W jego czarnych oczach widziałam strach.
- Nie wiem, Nico… Naprawdę nie wiem…- westchnęłam- Chyba nie umiem teraz ci zaufać.
- Spodziewałam się takiej odpowiedzi.- odparł smutnym głosem- Wiecie… wierzę, że kiedyś mi wybaczycie i jeszcze będziemy przyjaciółmi…
Usłyszałam ciche prychnięcie Leona- uważał, że chłopak kłamał.
- Spokojnie- szepnęłam mu do ucha. Po chwili w jego oczach nie było już nienawiści, tylko zwykła nieufność.
- Dam wam tyle czasu, ile będziecie potrzebowali- obiecał syn Hadesa, po czym skierował się do wyjścia z Obozu- A, Annabeth wróci cała i zdrowa- dodał.
- Nico!- zawołałam, gdy przechodził przez bramę- Do zobaczenia.- uniosłam kąciki ust, a Diana uśmiechnęła się promiennie. Wiedziałam, że dawno wybaczyła chłopakowi.
- To co, wracamy na śniadanie?- spytałam, by odciągnąć przyjaciół od myślenia o Annabeth i Nico- Leo, dławiąc się chyba za wiele się nie najadłeś, co?- zaśmiałam się.
Valdez wyszczerzył zęby (uf, na szczęście nie wybił sobie żadnego przy upadku) w łobuzerskim uśmiechu i przepchnął się między mnie a Dianę. Jednym ramieniem objął za szyję moją przyjaciółkę, drugim mnie. Zapominając na chwilę o zaistniałej przed chwilą sytuacji poszliśmy do stołówki.

Co myślicie o rozdziale? Wierzycie Nico, czy, tak jak Leo, uważacie, że kłamie? Chętnie poznam Wasze opinie.
Proszę o komentarze. :)

3 Komentarze

  1. OMG!!!!OMG!!!!OMG!!!OMG!!!!!OMG!!!
    Suppperrrr!!!!
    Diana♡Nico
    Będzie dobry no nie XD (Nico)
    Dobrze że Leon nie wybił sobie zębów XD

    Supcio jak zawsze
    Czekam na next
    Ave

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.